poniedziałek, 5 maja 2014
Rozdział 21 "Idiota, ch*j, frajer."
Nowy Jork... to coś za czym tęskniłam. Jasne słońca wysoko na niebie, zielone drzewa. Brakowało mi tego.
Zatrzymałam się w parku i uśmiechnęłam się do Patrick'a.
-O czym myślisz? - spytał patrząc na mnie.
-Nie chce o tym gadać. - spuściłam głowę.
-Okej. Nie będę nachalny, ale zrób jedną rzecz dla mnie. - dotknął moich pleców.
-Czoo? - zaśmiałam się.
-Spotkaj się ze mną.
-Nie wiem, czy to dobry pomysł... - pokręciłam głową.
-Nie daj się prosić. - uśmiechnął się do mnie.
-Nie, Patrick nie mogę. - wciąż byłam zaręczona, wciąż miałam narzeczonego.
-Prosze...- spojrzał na mnie tymi swoimi niebieskimi oczami.
-Okej... niech będzie. - ruszyłam w kierunku postoju dla taksówek. - Bądź o osiemnastej pod tym adresem. - zapisałam mu w telefonie.
-Ej! Mieszkam cztery domy dalej. - uśmiechnął się ponownie.
-Hahahaha. - wsiedliśmy do taksówki.
-Dokąd? - spytał kierowca.
-Snac 12A. - Patrick podał adres i ruszyliśmy w drogę.
***
-Dziewietnasta? - spytał.
-Miała być osiemnasta. - poprawiłam go.
-Okej. - cmoknął mnie w policzek i zaczął iść w kierunku domu.
-Ej! Nie powiedziałeś gdzie mnie zabierasz. - krzyknęłam za nim.
-Niespodzianka. - zawołał.
-Ta, ale jak mam się ubrać?
-Wygodnie. - pomachał i zniknął za drzwiami swojego domu. Weszłam do mieszkania i zrozumiałam, że zaczynam nowe życie.
~Dominic~
Idiota. Ch*j. Frajer. Sk*rwysyn. Cymbał. Leżałem na łóżku i myśłałem o tej całej akcji. Nie zrobiłem tego umyślnie. Ta cała Nina mnie namówiła, a ja byłem wstawiony. Pierdolona suka... Kto ją stworzył?! Przez nią straciłem wszystko co miałem, narzeczoną i dziecko. Z jednej strony to moja wina. Pozwoliłem na to. I co z tego wynikło? Spierdoliłem wszystko.
Do pokoju wbiegł Matty.
-Stary ubieraj się. - rozkazał mi.
-Pierdol się. - mruknąłem odwracając się do niego tyłem.
-Zamknij pape. I już się ubieraj. No chyba, że nie chcesz odzyskać Izzy. - na dziwięk imienia podniosłem się do pionu.
-To i tak nic nie da. - odpowiedziałem cicho.
-No już na razie nie. Wyjechała. - oznajmił.
-Jak to?! - wyskoczyłem jak oparzny.
-Do Nowego Jorku. Ellen mi powiedziała. Dziś rano miała samolot. - usiadł obok mnie, klepiąc mnie po plecach.
-Muszę się czegoś napić. - wstawszy z łóżka, ruszyłem do kuchni. Wyjąłem z szafki Jack'a Daniels'a, odkręciłem korek i wlałem zawartość do gardła.
-Ogarnij się. - usłyszałem za sobą. Odwróciłem się, a tam stała Ellen. - Myślisz, że alkohol ukoi twój ból? Powinieneś już dawono siedzieć w samolocie!
-Tęsknisz za nią? - z kanapy podniosł się Eric. - Na co czekasz? Że zaraz wejdzie przez drzwi i rzuci Ci się w ramiona? Chłopaku ona jest daleko! To nie jest wspaniała bajka dla pięciolatków. Tylko pieprzone życie.
-Jeśli na serio chcesz z nią założyć szczęśliwą rodzine, musisz jej to wszystko powiedzieć. - przy ścianie stała Mel wraz z Hope.
-Co wy wszyscy tak na mnie naskoczyliście?! - krzyknąłem rzucając szklanką o blat. - Chce tylko zapomnieć o tym co się wydarzyło! Życie... życie jest do bani! Nara wam! - wyszedłem z domu.
Pobiegłem w kierunku lasu. Biegłem ile siły miałem w nogach. Samochody mijały mnie, a kierowcy patrzyli na mnie jak na idiotę. Tak jestem idiotą! Zraniłem dziewczyne, która była, jest i będzie dla mnie ważna! Nagle z nieba zleciały ciężkie krople deszczu. Obijały mi się o nagą skórę. Dobiegłem do polany, która była schowana między drzewami. Oparłem się o konar drzewa i głośno krzyknąłem.
-Aaaaaaaaa! - uderzyłem pięścią o mokry mech na drzewie. - Pierdolony idiota! Kutwa! - krzyczałem.
~Izzy~
Wyszłam z domu o ustalonej godzinie. Uśmiechnęłam się na widok Patricka. Dopiero teraz zauważyłam jakie ma mięśnie.
-Dokąd mnie zabierasz? - pocałowałam go w policzek.
-Niespodzianka. Chodź. - złapał mnie za rękę i ruszyliśmy w kierunku polany.
Po pięcio minutowym spacerze zauważyłam piękną maszyne. Czarne Kawasaki Ninja stało na środku i lśniło przy świetle zachodzącego słońca, a na nim stały dwa kaski tego samego koloru.
-Co ty chcesz zrobić? - spytałam przerażona.
-Zabieram Cię na wyścig. - uśmiechnął się od ucha do ucha.
-O nie. - zaśmiałam się zdenerwowana.
-No prosze. Nic Ci sie nie stanie.
-Patrick ja mam dziecko. - powiedziałam.
-No chyba widzę. - zaśmiał sie głośno.
-To nie jest śmieszne. - uderzyłam go w ramię.
-Nie no żartuję. Jedziemy na kolację.
-Specjalnie to gadasz bym usiadła na motocykl?
-Nie? Serio żartowałem chciałem zobaczyć twoją reakcję. No wsiadaj. - podał mi kask, a ja go włożyłam. Usiadłszy ja usiadłam za nim. Objelam go w pasie. Silnik zaryczł. A my ruszyliśmy prosto przed siebie.
--------------------
Dedykacja Wiktorii U. która tak niecierpliwie czekała na ten rozdział :*
Krótki, ale jest.
Mam do was proźbę bo tylko 5 osób mi komentuje bloga. :(
Możecie go polecić znajomym? Proszę :(
Nastepny jak napiszę :>
Przepraszam za każdy błąd ale daje z tableta.
Nienormalna :*
No i jeszcze chcę złożyć życzenia mojej koffanej Normalnej. :* Przepraszam, że mnie z Tobą nie było! :(
wtorek, 22 kwietnia 2014
Rozdział 20. " Emm no jestem Winx. "
-Jaka sprawa? - spojrzałam na niego ze zdziwieniem.
-Wiesz jak bardzo Cię kocham?
-Nooo... - nadal nie rozumiałam.
-Izzy Green, czy zostaniesz moją żoną? - uklęknął przede mną i wyjął srebrny pierścionek.
-Co ty mówisz?! - krzyknęłam.
-Pytam, czy wyjdziesz za mnie? - powtórzył pytanie.
-Jesteś tego pewien?
-Jestem najpewniejszym człowiekiem na świecie. - uśmiechnął się do mnie. - To jak?
-Oczywiście! - rzuciłam mu się w ramiona.
-Tak?! - nie dowierzał.
-Jasne. - pocałowałam go namiętnie w usta. Pociągnął mnie z powrotem do sypialni. Położyłam się delikatnie na łóżku, a on zaczął całować mnie po szyi. Powoli zdjął mój sweterek.
-Stój. - zatrzymałam dłoń, gdy chciał zdjąć moją spódnice.
-Dlaczego? - spojrzał na mnie smutno.
-Ostatni raz robiliśmy to cztery miesiące temu. A teraz, dziecko jest większe i nie wiem jak na to zareaguje. - usiadłam zakładając z powrotem sweterek.
-Izzy, spokojnie. Nic nie będzie. Proszę. - pocałował mnie w szyje.
-Nie spokojnie! - krzyknęłam odpychając go.
-Izzy, co się dzieje? - spojrzał na mnie smutnym wzrokiem.
-Sama nie wiem. - zaczęłam kręcić głową. - Boli mnie brzuch.
-Chcesz do szpitala? - spytał cicho.
-Nie nie. W mojej torebce są tabletki. Przynieś je. Szybko. - trzymałam się za brzuch, a łzy płynęły mi po policzkach. Dominic wybiegł do samochodu. Po chwili wrócił z wodą i tabletkami. - Dzięki.
-Połóż się wygodnie. Zaraz dam Ci coś do przebrania się. - zdjęłam spódnice ze sweterkiem. Dom dał mi dresy i jakąś dużą bluzkę.
-Dziękuje. - uśmiechnęłam się delikatnie.
-Idź spać. - pocałował mnie w czoło. - Dobranoc.
-Branoc. - zamknął delikatnie drzwi.
***
Przetarłam oczy i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Po mojej lewej spał Dominic, jego ciemne włosy zakrywały oczy. Nachyliłam się i lekko pocałowałam go w policzek.
-Dzień dobry kochanie. - uśmiechnęłam się szeroko.
-Witaj słońce. - odwzajemnił mój uśmiech.
-Masz ochotę na śniadanie? - spytałam wychodząc z łóżka. Na podłodze stały torby i walizki. - Co to?
-Twoje ubrania. - powiedział siadając na rogu łóżka.
-Kiedy je wziąłeś?
-Wczoraj jak spałaś, pojechałem do domu po swoje rzeczy, a przy okazji zabrałem twoje.
-Mhm. - schyliłam się i wzięłam jakieś ubrania. -Idziemy dziś do szkoły?
-Niee chce mi się. - mruknął. -Możemy zaprosić paczkę na małą imprezkę.
-Ale bez alkoholu. - uśmiechnęłam się.
-Noo dooobraaa. - wszedł do łazienki, a ja przebrałam się w sypialni. Zeszłam do kuchni i zaczęłam szukać czegoś do jedzenia. Znalazłam chleb tostowy. Otworzyłam lodówkę. Wyjąwszy potrzebne rzeczy zauważyłam na blacie moje zdjęcie.
-Dominic!!!! - krzyknęłam, a chłopak po chwili stał obok mnie. - Co to ma być?!
-Zdjęcie? - stał w samym ręczniku, a jego ciało było mokre. - Ściągnęłaś mnie ty spod prysznica by spytać się co to jest?
-Nie idioto! Dlaczego moje zdjęcie jest na blacie w kuchni? I skąd ty je masz?! - machałam nożem do smarowania.
-Przestań. - zatrzymał moją dłoń. - Zrobiłem Ci któregoś razu. - uśmiechnął się nie pewnie.
-Zabije Cię rozumiesz?! - zaśmiałam się.
-Jasne jasne. - pokazał mi język i uciekł z powrotem pod prysznic. Zaczęłam robić śniadanie.
***
-Pyszne było. - powiedział Dom, gdy przełknął ostatni kęs tosta.
-Dziękuje. - zebrałam talerze i zaniosłam do zlewu. Ktoś zadzwonił do drzwi. - Otworzę! - krzyknęłam. Ruszyłam w kierunku wyjścia. Otworzyłam je, a w nich stała...
-Nina*! Jejku! Stara kupę lat! - rzuciłam się w jej objęcia.
-Omg! Izzy jesteś grubą! - zaśmiała się dziewczyna.
-Serio? No co ty nie wiedziałam! Wchodź! - zaprosiłam ją do środka.
-Jejku jak tu pięknie. - powiedziała z niemal otwartą buzią.
-Kochanie kto przyszedł? - do korytarza wszedł Dominic. - O cześć.
-Tak hej. - Nina lekko się zarumieniła.
-Dominic to moja przyjaciółka z Nowego Jorku, Nina to mój chłopak. - przedstawiłam sobie ich.
-Narzeczony. - poprawił mnie Dom.
-No dobra. Jesteś w ciąży, masz narzeczonego, co jeszcze? - Nin patrzyła na mnie dziwnym wzrokiem.
-Emm no jestem Winx. - zaśmiałam się. - A tak w ogóle co ty tu robisz?
-Postanowiłam odwiedzić moją przyjaciółkę i tego szczęściarza. - uśmiechnęła się w stronę mojego chłopaka.
-Aha. A gdzie się zatrzymasz? - przeszliśmy do salonu.
-Z tym jest problem. - usiadła na kanapie.
-Przyniosę coś do picia. - zaproponował Dom, a po chwili wrócił z trzema szklankami zimnego napoju.
-Wspomniałaś, że masz problem z noclegiem. Co powiesz na przenocowanie u nas? - spytał mój narzeczony.
-Nie no. Chyba żartujesz. - dziewczyna patrzyła to na mnie to na Dominic'a.
-Mówię całkiem serio.
-Będę wam tylko przeszkadzać.
-No co ty! Nina! Przecież ja u Ciebie mieszkałam tyle czasu... więc dlaczego ty miałabyś nam przeszkadzać. - odezwałam się.
-Ale... - zaczęła, ale Dom jej przerwał.
-Nie ma żadnego, ale! - objął mnie ramieniem.
-Na pewno nie będę przeszkadzać? - spytała cicho.
-Na stoo pro. - uśmiechnęłam się do niej. - A gdzie twoje bagaże? I skąd wiedziałaś, że tu będę?
-Byłam u twojej babci. Dawała mi wskazówki, a torbę zostawiłam u niej. - rozłożyła się lekko na kanapie.
-No to może ja pojadę po torbę, a wy tu poplotkujcie. - pocałował mnie w policzek i delikatnie pogłaskał brzuszek. - Cześć Nina. - pomachał jej.
-Narka. - gdy Dom wyszedł Nin usiadła przesiadła się obok mnie. - Opowiadaj jaki on jest?
-Dominic? - spojrzałam na nią - Jest idealny.
-Zauważyłam. - uśmiechnęła się pod nosem./ Coś ona kręci... Czyżby podobał jej się Dominic?!/
-Chodź pokaże Ci twój pokój. - weszliśmy na górę. - Wchodź.
-Omg! - krzyknęła na widok pokoju. - Zostaje tu wieczność.
-Heh. - zaśmiałam się cicho. - Może jesteś głodna?
-Szczerze to tak. Od kąd przyleciałam nie miałam niczego w ustach. - odwróciła się do mnie z lekkim grymasem na twarzy.
-Chodź zrobię coś. - ponownie zeszliśmy z powrotem do salonu. - Usiądź. Zaraz przyjdę.
***
Siedziałam pomiędzy moimi przyjaciółmi i się śmiałam. Popijałam wino, a oni piwo. Niektórzy z nich ledwo siedzieli.
-Izzy. - odezwał się Eric.
-Hym? - odwróciłam się do niego.
-Twoja przyjaciółka i twój chłopak zniknęli. - powiedział cicho.
-CO?! - krzyknęłam rozlewając wino na bluzkę. - O rzesz w mordę!
-Idź się przebierz. - poleciła mi Hope.
-Najpierw muszę coś looknąć. - wstałam i ruszyłam schodami do góry. Zajrzałam do mojej sypialni, nikogo nie ma. Szybko przebrałam się w zwiewną czarną sukienkę. Przeszłam do sypialni maluszka. Ich też tam nie było. Ostatni pokój to pokój gościnny. Podeszłam bliżej i z rozmachem otworzyłam drzwi. Na łóżku siedział Dominic, a na jego kolanach Nina. Całowali się. Po policzkach zaczęły płynąć łzy. Zwróciłam się i pobiegłam do sypialni... wyciągnęłam walizkę z ubraniami. Dobrze, że się nie rozpakowałam. Wyszłam z sypialni i zepchałam torbę z schodów. Chciałam już schodzić, gdy czyjaś dłoń mnie zatrzymała.
-Izzy... - usłyszałam jego głos.
-Puść. - rozkazałam. Nie zrobił tego. - Powiedziałam puść! - krzyknęłam. Za jego plecami zauważyłam Ninę. Opartą o framugę. Szeroko się uśmiechała. - Czego się suko szczerzysz?
-Do mnie to było? - syknęła.
-Nie wiesz do tej obok. - uścisk Dominic'a się rozluźnił, więc wyrwałam się i zeszłam na dół. Dopiero teraz zauważyłam, że wszyscy stoją u podnóży schodów. Mina Hope wiele ukazywała. Była pełna troski, ale i też zła.
-Izzy, powiedz, że mogę jej przywalić. - powiedziała cicho.
-Nie Hope zostaw. Gówna się nie rusza... - wzięłam walizkę i ruszyłam do drzwi. Oparłam się o drzwi przyglądając się Ninie. Stała i się uśmiechała. Jak ona mogła?! Moja najlepsza przyjaciółka! Nagle stało się coś w co nigdy bym nie uwierzyła. Ellen podeszła do Niny i uderzyła ją krzycząc przy tym.
-Niespodzianka suko! - zdziwiło mnie to bardzo, bo nigdy bym nie podejrzewała El, że kogoś uderzy. Nin wypluła krew z ust i skoczyła na Ellen. Ta jednak zrobiła unik, a blondynka upadła z hukiem na podłogę. Uklękłam obok.
-Jesteś suką, bezinteresowną suką, która nie potrafi zrozumieć, że ktoś ma lepsze życie. - wyszeptałam w jej twarz. - Sebastian, jesteś trzeźwy? - spytałam, gdy wstałam.
-Taa. - odpowiedział.
-Zawieź mnie do babci. - poprosiłam.
-Jasne mała. - objął mnie ramieniem, a drugą ręką złapał za walizkę.
-Izzy... - usłyszałam Dominic'a.
-Dla Ciebie nie ma już Izzy. - powiedziałam cicho.
***
Leżałam i płakałam. /Dlaczego to zrobił?! Dlaczego mnie zdradził?! Przecież było tak dobrze! No właśnie było.../ Spojrzałam na telefon. 25 wiadomości i 50 nieodebranych połączeń. Wszystko od Dominic'a. Usiadłam na łóżku opierając głowę o ścianę. /Nie mogę tu dużej zostać. Nie mogę... muszę wyjechać jak najdalej stąd./ Niespodziewanie wstałam i zbiegłam po schodach do salonu.
-Tato... - zaczęłam. - Dom w Nowym Jorku stoi pusty?
-Tak. A co?
-Muszę wyjechać. - oznajmiłam szybko.
-Na ile? - wyprostował się.
-Nie wiem. Muszę wszystko przemyśleć. - usiadłam obok niego.
-Dobrze kochanie. - pocałował mnie w czoło. - Zaraz kupimy Ci bilet i zawiozę Cię na lotnisko.
-Dziękuje. - przytuliłam go mocno. - Pójdę się spakować.
***
Za chwilę mam wejść do samolotu... za chwilę mnie tu już nie będzie... za chwilę wspomnienia zostaną tu na zawsze... za chwilę będę wolna jak ptak.
Czekałam na samolot i przyglądałam się każdej osobie, która mnie mijała. Nie chciałam by ktoś mnie zobaczył na lotnisku. Nie chciałam się z nikim żegnać. Chciałam odlecieć bez pożegnania.
-Osoby lecące samolotem 104 do Nowego Jorku proszone na pokład. - powiedziała babka przez megafon. Podniosłam się ociężale z krzesła. Zabrałam dwie torby i ruszyłam w stronę samolotu. Niespodziewanie ktoś na mnie wpadł.
-Przepraszam Cię bardzo. - spojrzał na mnie swoimi wielkimi oczami. - Śpieszyłem się i nie zauważyłem Cię.
-Nic się nie stało. - uśmiechnęłam się do niego łagodnie.
-Gdzie lecisz? - spytał - Patrick**.
-Nowy Jork 104. - ruszyłam wolno. - Izzy.
-Oo ja też. - ucieszył się. - Chodź pomogę Ci. - wyrwawszy mi jedną walizkę zaczął iść na samolot. - Gdzie siedzisz?
-69! - krzyknęłam śmiejąc się.
-Ja 68. Czyżby Bóg mnie polubił. - uśmiechnął się szerzej.
-No jak widać. - weszliśmy na pokład i usiedliśmy na nasze miejsca.
--------------------
Rozdział jest jaki jest... serio nie wiem co pisać, ale staram się. :)
Jestem ciekawa waszych opinii...
Czy Izzy wróci do Dominic'a?
Czekam na szczere komentarze
Nienormalna, czyli dawna Alexis :*
-Wiesz jak bardzo Cię kocham?
-Nooo... - nadal nie rozumiałam.
-Izzy Green, czy zostaniesz moją żoną? - uklęknął przede mną i wyjął srebrny pierścionek.
-Co ty mówisz?! - krzyknęłam.
-Pytam, czy wyjdziesz za mnie? - powtórzył pytanie.
-Jesteś tego pewien?
-Jestem najpewniejszym człowiekiem na świecie. - uśmiechnął się do mnie. - To jak?
-Oczywiście! - rzuciłam mu się w ramiona.
-Tak?! - nie dowierzał.
-Jasne. - pocałowałam go namiętnie w usta. Pociągnął mnie z powrotem do sypialni. Położyłam się delikatnie na łóżku, a on zaczął całować mnie po szyi. Powoli zdjął mój sweterek.
-Stój. - zatrzymałam dłoń, gdy chciał zdjąć moją spódnice.
-Dlaczego? - spojrzał na mnie smutno.
-Ostatni raz robiliśmy to cztery miesiące temu. A teraz, dziecko jest większe i nie wiem jak na to zareaguje. - usiadłam zakładając z powrotem sweterek.
-Izzy, spokojnie. Nic nie będzie. Proszę. - pocałował mnie w szyje.
-Nie spokojnie! - krzyknęłam odpychając go.
-Izzy, co się dzieje? - spojrzał na mnie smutnym wzrokiem.
-Sama nie wiem. - zaczęłam kręcić głową. - Boli mnie brzuch.
-Chcesz do szpitala? - spytał cicho.
-Nie nie. W mojej torebce są tabletki. Przynieś je. Szybko. - trzymałam się za brzuch, a łzy płynęły mi po policzkach. Dominic wybiegł do samochodu. Po chwili wrócił z wodą i tabletkami. - Dzięki.
-Połóż się wygodnie. Zaraz dam Ci coś do przebrania się. - zdjęłam spódnice ze sweterkiem. Dom dał mi dresy i jakąś dużą bluzkę.
-Dziękuje. - uśmiechnęłam się delikatnie.
-Idź spać. - pocałował mnie w czoło. - Dobranoc.
-Branoc. - zamknął delikatnie drzwi.
***
Przetarłam oczy i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Po mojej lewej spał Dominic, jego ciemne włosy zakrywały oczy. Nachyliłam się i lekko pocałowałam go w policzek.
-Dzień dobry kochanie. - uśmiechnęłam się szeroko.
-Witaj słońce. - odwzajemnił mój uśmiech.
-Masz ochotę na śniadanie? - spytałam wychodząc z łóżka. Na podłodze stały torby i walizki. - Co to?
-Twoje ubrania. - powiedział siadając na rogu łóżka.
-Kiedy je wziąłeś?
-Wczoraj jak spałaś, pojechałem do domu po swoje rzeczy, a przy okazji zabrałem twoje.
-Mhm. - schyliłam się i wzięłam jakieś ubrania. -Idziemy dziś do szkoły?
-Niee chce mi się. - mruknął. -Możemy zaprosić paczkę na małą imprezkę.
-Ale bez alkoholu. - uśmiechnęłam się.
-Noo dooobraaa. - wszedł do łazienki, a ja przebrałam się w sypialni. Zeszłam do kuchni i zaczęłam szukać czegoś do jedzenia. Znalazłam chleb tostowy. Otworzyłam lodówkę. Wyjąwszy potrzebne rzeczy zauważyłam na blacie moje zdjęcie.
-Dominic!!!! - krzyknęłam, a chłopak po chwili stał obok mnie. - Co to ma być?!
-Zdjęcie? - stał w samym ręczniku, a jego ciało było mokre. - Ściągnęłaś mnie ty spod prysznica by spytać się co to jest?
-Nie idioto! Dlaczego moje zdjęcie jest na blacie w kuchni? I skąd ty je masz?! - machałam nożem do smarowania.
-Przestań. - zatrzymał moją dłoń. - Zrobiłem Ci któregoś razu. - uśmiechnął się nie pewnie.
-Zabije Cię rozumiesz?! - zaśmiałam się.
-Jasne jasne. - pokazał mi język i uciekł z powrotem pod prysznic. Zaczęłam robić śniadanie.
***
-Pyszne było. - powiedział Dom, gdy przełknął ostatni kęs tosta.
-Dziękuje. - zebrałam talerze i zaniosłam do zlewu. Ktoś zadzwonił do drzwi. - Otworzę! - krzyknęłam. Ruszyłam w kierunku wyjścia. Otworzyłam je, a w nich stała...
-Nina*! Jejku! Stara kupę lat! - rzuciłam się w jej objęcia.
-Omg! Izzy jesteś grubą! - zaśmiała się dziewczyna.
-Serio? No co ty nie wiedziałam! Wchodź! - zaprosiłam ją do środka.
-Jejku jak tu pięknie. - powiedziała z niemal otwartą buzią.
-Kochanie kto przyszedł? - do korytarza wszedł Dominic. - O cześć.
-Tak hej. - Nina lekko się zarumieniła.
-Dominic to moja przyjaciółka z Nowego Jorku, Nina to mój chłopak. - przedstawiłam sobie ich.
-Narzeczony. - poprawił mnie Dom.
-No dobra. Jesteś w ciąży, masz narzeczonego, co jeszcze? - Nin patrzyła na mnie dziwnym wzrokiem.
-Emm no jestem Winx. - zaśmiałam się. - A tak w ogóle co ty tu robisz?
-Postanowiłam odwiedzić moją przyjaciółkę i tego szczęściarza. - uśmiechnęła się w stronę mojego chłopaka.
-Aha. A gdzie się zatrzymasz? - przeszliśmy do salonu.
-Z tym jest problem. - usiadła na kanapie.
-Przyniosę coś do picia. - zaproponował Dom, a po chwili wrócił z trzema szklankami zimnego napoju.
-Wspomniałaś, że masz problem z noclegiem. Co powiesz na przenocowanie u nas? - spytał mój narzeczony.
-Nie no. Chyba żartujesz. - dziewczyna patrzyła to na mnie to na Dominic'a.
-Mówię całkiem serio.
-Będę wam tylko przeszkadzać.
-No co ty! Nina! Przecież ja u Ciebie mieszkałam tyle czasu... więc dlaczego ty miałabyś nam przeszkadzać. - odezwałam się.
-Ale... - zaczęła, ale Dom jej przerwał.
-Nie ma żadnego, ale! - objął mnie ramieniem.
-Na pewno nie będę przeszkadzać? - spytała cicho.
-Na stoo pro. - uśmiechnęłam się do niej. - A gdzie twoje bagaże? I skąd wiedziałaś, że tu będę?
-Byłam u twojej babci. Dawała mi wskazówki, a torbę zostawiłam u niej. - rozłożyła się lekko na kanapie.
-No to może ja pojadę po torbę, a wy tu poplotkujcie. - pocałował mnie w policzek i delikatnie pogłaskał brzuszek. - Cześć Nina. - pomachał jej.
-Narka. - gdy Dom wyszedł Nin usiadła przesiadła się obok mnie. - Opowiadaj jaki on jest?
-Dominic? - spojrzałam na nią - Jest idealny.
-Zauważyłam. - uśmiechnęła się pod nosem./ Coś ona kręci... Czyżby podobał jej się Dominic?!/
-Chodź pokaże Ci twój pokój. - weszliśmy na górę. - Wchodź.
-Omg! - krzyknęła na widok pokoju. - Zostaje tu wieczność.
-Heh. - zaśmiałam się cicho. - Może jesteś głodna?
-Szczerze to tak. Od kąd przyleciałam nie miałam niczego w ustach. - odwróciła się do mnie z lekkim grymasem na twarzy.
-Chodź zrobię coś. - ponownie zeszliśmy z powrotem do salonu. - Usiądź. Zaraz przyjdę.
***
Siedziałam pomiędzy moimi przyjaciółmi i się śmiałam. Popijałam wino, a oni piwo. Niektórzy z nich ledwo siedzieli.
-Izzy. - odezwał się Eric.
-Hym? - odwróciłam się do niego.
-Twoja przyjaciółka i twój chłopak zniknęli. - powiedział cicho.
-CO?! - krzyknęłam rozlewając wino na bluzkę. - O rzesz w mordę!
-Idź się przebierz. - poleciła mi Hope.
-Najpierw muszę coś looknąć. - wstałam i ruszyłam schodami do góry. Zajrzałam do mojej sypialni, nikogo nie ma. Szybko przebrałam się w zwiewną czarną sukienkę. Przeszłam do sypialni maluszka. Ich też tam nie było. Ostatni pokój to pokój gościnny. Podeszłam bliżej i z rozmachem otworzyłam drzwi. Na łóżku siedział Dominic, a na jego kolanach Nina. Całowali się. Po policzkach zaczęły płynąć łzy. Zwróciłam się i pobiegłam do sypialni... wyciągnęłam walizkę z ubraniami. Dobrze, że się nie rozpakowałam. Wyszłam z sypialni i zepchałam torbę z schodów. Chciałam już schodzić, gdy czyjaś dłoń mnie zatrzymała.
-Izzy... - usłyszałam jego głos.
-Puść. - rozkazałam. Nie zrobił tego. - Powiedziałam puść! - krzyknęłam. Za jego plecami zauważyłam Ninę. Opartą o framugę. Szeroko się uśmiechała. - Czego się suko szczerzysz?
-Do mnie to było? - syknęła.
-Nie wiesz do tej obok. - uścisk Dominic'a się rozluźnił, więc wyrwałam się i zeszłam na dół. Dopiero teraz zauważyłam, że wszyscy stoją u podnóży schodów. Mina Hope wiele ukazywała. Była pełna troski, ale i też zła.
-Izzy, powiedz, że mogę jej przywalić. - powiedziała cicho.
-Nie Hope zostaw. Gówna się nie rusza... - wzięłam walizkę i ruszyłam do drzwi. Oparłam się o drzwi przyglądając się Ninie. Stała i się uśmiechała. Jak ona mogła?! Moja najlepsza przyjaciółka! Nagle stało się coś w co nigdy bym nie uwierzyła. Ellen podeszła do Niny i uderzyła ją krzycząc przy tym.
-Niespodzianka suko! - zdziwiło mnie to bardzo, bo nigdy bym nie podejrzewała El, że kogoś uderzy. Nin wypluła krew z ust i skoczyła na Ellen. Ta jednak zrobiła unik, a blondynka upadła z hukiem na podłogę. Uklękłam obok.
-Jesteś suką, bezinteresowną suką, która nie potrafi zrozumieć, że ktoś ma lepsze życie. - wyszeptałam w jej twarz. - Sebastian, jesteś trzeźwy? - spytałam, gdy wstałam.
-Taa. - odpowiedział.
-Zawieź mnie do babci. - poprosiłam.
-Jasne mała. - objął mnie ramieniem, a drugą ręką złapał za walizkę.
-Izzy... - usłyszałam Dominic'a.
-Dla Ciebie nie ma już Izzy. - powiedziałam cicho.
***
Leżałam i płakałam. /Dlaczego to zrobił?! Dlaczego mnie zdradził?! Przecież było tak dobrze! No właśnie było.../ Spojrzałam na telefon. 25 wiadomości i 50 nieodebranych połączeń. Wszystko od Dominic'a. Usiadłam na łóżku opierając głowę o ścianę. /Nie mogę tu dużej zostać. Nie mogę... muszę wyjechać jak najdalej stąd./ Niespodziewanie wstałam i zbiegłam po schodach do salonu.
-Tato... - zaczęłam. - Dom w Nowym Jorku stoi pusty?
-Tak. A co?
-Muszę wyjechać. - oznajmiłam szybko.
-Na ile? - wyprostował się.
-Nie wiem. Muszę wszystko przemyśleć. - usiadłam obok niego.
-Dobrze kochanie. - pocałował mnie w czoło. - Zaraz kupimy Ci bilet i zawiozę Cię na lotnisko.
-Dziękuje. - przytuliłam go mocno. - Pójdę się spakować.
***
Za chwilę mam wejść do samolotu... za chwilę mnie tu już nie będzie... za chwilę wspomnienia zostaną tu na zawsze... za chwilę będę wolna jak ptak.
Czekałam na samolot i przyglądałam się każdej osobie, która mnie mijała. Nie chciałam by ktoś mnie zobaczył na lotnisku. Nie chciałam się z nikim żegnać. Chciałam odlecieć bez pożegnania.
-Osoby lecące samolotem 104 do Nowego Jorku proszone na pokład. - powiedziała babka przez megafon. Podniosłam się ociężale z krzesła. Zabrałam dwie torby i ruszyłam w stronę samolotu. Niespodziewanie ktoś na mnie wpadł.
-Przepraszam Cię bardzo. - spojrzał na mnie swoimi wielkimi oczami. - Śpieszyłem się i nie zauważyłem Cię.
-Nic się nie stało. - uśmiechnęłam się do niego łagodnie.
-Gdzie lecisz? - spytał - Patrick**.
-Nowy Jork 104. - ruszyłam wolno. - Izzy.
-Oo ja też. - ucieszył się. - Chodź pomogę Ci. - wyrwawszy mi jedną walizkę zaczął iść na samolot. - Gdzie siedzisz?
-69! - krzyknęłam śmiejąc się.
-Ja 68. Czyżby Bóg mnie polubił. - uśmiechnął się szerzej.
-No jak widać. - weszliśmy na pokład i usiedliśmy na nasze miejsca.
--------------------
Rozdział jest jaki jest... serio nie wiem co pisać, ale staram się. :)
Jestem ciekawa waszych opinii...
Czy Izzy wróci do Dominic'a?
Czekam na szczere komentarze
Nienormalna, czyli dawna Alexis :*
-----------------------------------------------------
*
Nina Bens - przyjaciółka Izzy... jej życie odwróciło się do góry nogami dlatego przyjechała do Izzy.
**
Patrick Geske - Chłopak kochający motocykle. Ma młodszą siostrę, którą pilnuje jak oczka w głowie.
środa, 26 marca 2014
Rozdział 19 "Mamusiu jeszcze 5 minut"
~Sebastian~
/Czy to możliwe? Czy możliwe jest to, że ja i Izzy jesteśmy rodzeństwem? Przecież ja chciałem z nią chodzić! Co by było gdybyśmy się o tym nie dowiedzieli?/ Leżałem plackiem na łóżku i oglądałem sufit. Jest wyjebisty wiecie? Dużo można w nim zauważyć.
-Wstawaj! - koło mnie stanął Xawier.
-Kogo my tu mamy? - spojrzałem na niego z uśmiechem.
-Jus chce z tobą pogadać, czeka na sali. - wyszedł.
-Wow! Czeka na mnie przemowa. - wstałem z łóżka. Napisałem sms'a do Eric'a by wpadł do mnie. Boje się, że jak zobaczę tego sukinsyna to jaja mu powyrywam. Przecież on chciał zgwałcić Izzy! Moją siostrzyczkę! No dobra nie wiedzieliśmy o tym wtedy, ale ja coś do niej czułem i nie mogłem pozwolić na to by ktoś taki jak on zrobił coś takiego dla niej. Zbiegłem ze schodów, wszedłem do kuchni.
-Cześć mamuś - cmoknąłem ją w policzek. Przygotowywała pyszną kolacje na dzisiejszy wieczór.
-Zdążysz na kolację? - spytała.
-Jasne. Lece... a mamo. Jak będzie dzwonić Nelania to powiedz jej o kolacji. - wyszedłem z chaty, na chodniku stał Eric. - Siema stary.
-Siemka. - przybiliśmy piątkę.
-Słuchaj. Musisz iść ze mną.
-Gdzie? - spytał wystraszony.
-Muszę załatwić jedną sprawę z gościem, ale jak go zobaczę boje się, że go pozbawię przyrodzenia. - wytłumaczyłem.
-Spoko. - ruszyliśmy w stronę sali, gdzie mieliśmy treningi.
Po 15 minutowej drodze dotarliśmy na miejsce. Otworzyłem drzwi i wszedłem do środka, a za mną Eric. Weszliśmy głębiej. Na środku stał Jus, a po bokach wszyscy z zespołu.
-Czego chcesz? - spytałem groźnie.
-Dlaczego odszedłeś z drużyny? - odpowiedział pytaniem na pytanie.
-Bo miałem tak kaprys.
-Słuchaj nie chcę się kłócić, przecież byliśmy kumplami! Seb co się z tobą dzieje? - piosenkarz podszedł bliżej.
-Co się ze mną dzieje? O to samo mógłbym Ciebie spytać! Ja przynajmniej mam normalnych przyjaciół, a ty? Grono osób, które są z tobą tylko dlatego, że masz kasę i jesteś sławny! Ciekawe czy słyszeli, że chciałeś zgwałcić Izzy? Wiedzieliście o tym? - spojrzałem po grupce osób, każdy kręcił przecząco głową. – Na dodatek Iz jest w ciąży. Jesteś nikim Bieber. Jesteś laleczką z pieniędzmi i furami, ale przyjaciół za to nie kupisz. - wraz z Eric'em opuściliśmy miejsce.
***
-Witaj kochanie. - pocałowałem Nel w usta.
-Cześć. - uśmiechnęła się szeroko. Przeszliśmy z korytarza do jadalni, gdzie czekała moja mama.
-Mamo. To Nel. Nel to moja mama. - przedstawiłam je sobie.
-Miło mi panią poznać. - Nelania uścisnęła dłoń mamy i lekko się uśmiechnęła.
-Mi również.
~Izzy~
-Rusz się tato! - poganiałam go.
-Jejku po co kazałaś mi się tak odstawić? - ojciec stał przed lustrem i co chwila poprawiał krawat.
-Ma się powody. - uśmiechnęłam się lekko. - Jeszcze on się spóźnia co za bałwan! - chodziłam zdenerwowana. - No w końcu! - krzyknęłam, gdy usłyszałam dzwonek do drzwi. - Tato chodź. - pchnęłam go w stronę podwórza.
-Dzień dobry panu. Gustownie pan wygląda. - przywitał się Dom. - Cześć kochanie. - cmoknął mnie w policzek.
-Ta cześć. Wsiadać i jechać. - powiedziałam zła.
-Coś czuje, że to dopiero początek. - zaśmiał się cicho mój chłopak.
***
Staliśmy przed domem Sebastian'a. Tata ciągle próbował się dowiedzieć po co tu przyjechaliśmy.
-Dowiesz aię w swoim czasie. - powtarzałam, a on gadał coś pod nosem.
Zapukałam do drzwi i chwilę potem w progu stał Sebastian.
-Oo już jesteście. - uśmiechnął się szeroko.
-Izzy... co robimy w domu Sebastian'a? - spytał ojciec.
-Dowiesz się w swoim czasie. - powtórzyłam.
-Płyta Ci się zacięła, czy co? - tata zciął mnie wzrokiem. Weszliwszy do środka skierowałam się do salonu.
-Dzień Dobry proszę pani. - uśmiechnęłam się szeroko do mamy Seb. - O cześć Nel. - pocałowałam dziewczynę w policzek. - Tato... przedstawiam Ci... - zacięłam się.
-Alice. - dokończyła jego rodzicielka.
-Alice? - Derek stał jak idiota i się jej przyglądał.
-Derek... - uśmiechnęła się lekko. Ojciec zrobił kilka kroków w jej stronę.
-Alice! - wziął ją w swe ramiona. Mocno ją obiął. - Nie wiesz jak tęskniłem.
-Ty? Taki drań jak ty tęsknił? - Pani Alice spojrzała głęboko w jego oczy.
-Tak. Za taką świruską jak ty, to każdy by tęsknił. - zaśmiał się cicho.
-Ale... wyjechałeś... - twarz kobiety zezłościła się. - Zostawiłeś mnie samą. Na dodatek w ciąży!
-Alice, przepraszam. Mogłem powiedzieć, że jestem żonaty, ale bałem się, że mnie nie zechcesz. - mój ojciec płakał. Rozumiecie?! Płakał! - Gdy wyjechałem ciągle myślałem o tobie. Bałem się wrócić... - ojciec lekko musnął jej usta.
-Hgyhm . - kaszlną teatralnie Seb. - My tu jesteśmy.
-I jesteśmy trochę głodni. - pogłaskałam się po odstającym brzuszku.
-Już już. - usiedliśmy na krzesłach. - Smacznego. - mama Sebastian'a nałożyła nam kolacje i zaczęliśmy jeść.
~3 miesiące później~
-Kochanie... - usłyszałam JEGO głos nad uchem. - Wstawaj.
-Mhmm... - mruknęłam.
-Kochanie. - Dom lekko pocałował mnie w ramie.
-Mamusiu jeszcze 5 minut. - wyszeptałam.
-Nie ma pięciu minut. Wstawaj! - ściągną ze mnie kołdrę odkrywając moje nagie ciało.
-Zimno! Oddawaj mi to! - krzyknęłam.
-Oo nie! - zaczął uciekać po pokoju. Włożyłam szlafrok i weszłam do łazienki. Wchodząc pod prysznic uśmiechnęłam się do swojego odbicia w lustrze. Ktoś wszedł za mną do pomieszczenia. - Szzkaaarbieee. - dołączył do mnie pod prysznic. - Śliczna. Słodka. Kochana. Moja. Tylko moja. - całował mnie w szyje.
-Co już zrobiłeś? - spojrzałam w jego ciemne oczy.
-Ja? Nic. - uśmiechnął się.
-Jasne... jasne. - pomógł mi się umyć, a chwilę potem byliśmy już w drodze do szkoły.
Oczywiście było dawno po ósmej, więc na lekcje dotarłam dwadzieścia minut później.
-Dlaczego się spóźniłaś? - naskoczyła na mnie nauczycielka.
-Kołdra nie chciała mnie puścić. - uśmiechnęłam się i powędrowałam na krzesło. Usiadłam wygodnie słuchając jej przemowy na temat spóźniania się. Niespodziewanie na moim zeszycie znalazła się mała karteczka.
"Co się stało?"
Odpisałam:
"Zaspałam."
Odsunęłam kartkę do Ellen, ale w złym momencie bo nauczycielka to zauważyła.
-Izzy Green! Co to ma być?! Spóźniasz się na lekcje, a na dodatek piszesz sobie liściki?! Do tablicy! - krzyczała. Podniosłam się z krzesła i ruszyłam w stronę środka sali. - Napisz mi wszystkie wzory chemiczne sprzed trzech lekcji.
-Jasne już pędzę. - odpowiedziałam.
-Czy ty masz mnie za idiotkę? - stanęła na przeciwko mnie.
-Mam mówić prawdę, czy kłamać? - uśmiechnęłam się chytrze.
-Do dyrektora! - wskazała palcem drzwi.
-Spokojnie, a i palcem się nie pokazuje. - zabrałam torbę spod ławki. - Do widzenia. - pomachałam jej odchodząc.
-Zaczekaj! - zawołał za mną znajomy głos, gdy byłam na korytarzu. Odwróciwszy się ujszałam bliźniaczki.
-Co tam? - przytuliłam je.
-Zasrany motocykl. Nie chciał odpalić. - skarżyła się Mia. Obie były miłośniczkami motoryzacji. Brały udziały w różnych wyścigach.
-Mhm... - uśmiechnęłam się szeroko.
-A ty? - spytała Hope.
-Co ja? - spojrzałam na nią.
-Czemu nie jesteś na lekcji.
-Aaa. Spóźniłam się na lekcje, później przyłapała mnie na pisaniu liścików i no powiedziałam, znaczy ona tak zrozumiała, że jest idiotką. Wysłała mnie do dyrka. - zaśmiałam się. - Dobra ja lecę bo będzie gorszy przypał.
-Narka.
-Paa.
Przeszłam przez korytarz, zapukałam do drzwi gabinetu pani Darky.
-Proszę Izzy. - zawołała zza drzwi. Ygh zapewne nauczycielka ją zawiadomiła o tym, że mam do niej wpaść.
-Dzień dobry. - weszłam do środka i usiadłam na fotelu.
-Witaj. - posłała mi szczery i pełny współczucia uśmiech. - Po raz kolejny nieźle dogadałaś pani Hav.
-Ja tylko się spytałam, czy mam być wobec niej szczera.
-Mhmm. Posłuchaj ostatnio bardzo często znajdujesz się w moim gabinecie. Nie podoba mi się to. Jeśli jeszcze raz się to wydarzy będę musiała wydalić cię ze szkoły. - zapisała coś w notesie.
-Dobrze wiedzieć. Mogę już iść? - wstałam z fotela.
-Jasne. Dowidzenia. - ponownie uśmiechnęła się.
-Taa. - wyszłam trzaskając drzwiami. Było po dzwonku na przerwę, więc moja paczka musi siedzieć pod wierzbą.
Zbiegłam ze schodków i zrobiłam wejście smoka. Przepraszam wyjście. Wszystkie oczy skierowały się w moją stronę. Dom na mój widok uśmiechnął się.
-Kooochaaanieee. - zawołał na cały głos.
-Zamknij się. - kopnęłam go w kostkę.
-Aż tak źle? - spytała Ellen.
-Mało powiedziane. Jeśli jeszcze raz znajdę się w jej gabinecie zostanę wywalona. - usiadłam na kolanach Dominic'a.
-Ale zaraz koniec roku. - odezwała się Nel.
-No właśnie! Jejku ja nie umiem siedzieć cicho. - kręciłam głową.
-Więc musisz uważać. - Dom wyszeptał w moje włosy.
-Ale ja nie umiem. - pogłaskałam się po brzuchu bo dzidziuś się przekręcił.
-To się naucz. - zaśmiał się Seb.
-Zamknij się tam braciszku. - pokazałam mu język.
-Izzy... spotkamy się dziś? - spytała Hope.
-O nie nie nie nie nie! Ona jest dziś moja. - Dom przytulił mnie do siebie.
-Ej nooo. - krzyknęła Ellen.
-Coo? - spytał Eric.
-Jajeczko. - mruknęła cicho.
-A może i dwa, a pomiędzy nimi parówka. - zaśmiał się chłopak.
-Ty to masz mózg! - wybuchłam śmiechem.
-Ja nie mam mózgu! Jestem mężczyzną bez mózgu. - krzyknął Er.
-Tak, tak... to prawda. - zaśmiała się Hope.
-Eeeej! - chłopak objął ją ramieniem.
-Zabieraj te łapy. - strzepnęła jego dłoń.
-Nie złość się piękna. - cmoknął ją w policzek.
-Idiota. - mruknęła.
***
Siedziałam na łóżku i zajadałam się czekoladowymi lodami. Za pół godziny ma przyjść Dominic i chce mnie gdzieś zabrać. W telewizji leciał jakiś durny film.
Ktoś zapukał do drzwi.
-Proszę. - powiedziałam.
-Nie wolno tak gadać z pełną buzią! - do pokoju wszedł Dominic.
-Miałeś być za pół godziny! - rzuciłam w niego łyżeczką.
-Ej! Ja chcę żyć! - krzyknął.
-Sorki. - uśmiechnęłam się szeroko.
-Spoko. Możemy już iść?
-Daj mi 10 minut tylko się przebiorę.
-Czekam.
-Ej, a jak mam się ubrać? Nie wiem, gdzie mnie zabierasz... - stałam przed szafą szukając czegoś na siebie.
-Ubierz się jak Ci będzie wygodnie, ale i elegancko. - zaśmiał się. Wzięłam odpowiedni strój i weszłam do łazienki.
Po 15 minutach siedziałam już na siedzeniu w samochodzie. Dojechaliśmy na pod wzgórze.
-No chyba nie myślisz, że będę tam wchodziła. - odezwałam się.
-Nie ma takiej potrzeby. - uśmiechnął się pod nosem. Objechał górkę, przed kolejnym zakrętem nałożył mi na oczy chustkę. Dojechaliśmy jeszcze kawałek i pomógł mi wysiąść z samochodu.
-Co ty wyprawiasz?! - krzyknęłam, gdy podniósł mnie.
-Nie odzywaj się przez chwilę. - wyszeptał. Postawił mnie i powoli zdjął chustę. Moim oczom ukazało się piękne wnętrze domu. Stałam w kuchni.
-Gdzie jesteśmy? - spytałam cicho.
-U siebie. - objął mnie od tyłu. - Podoba się?
-Co masz na myśli mówiąc "u siebie"? - odwróciłam się do niego przodem.
-To... - wskazał na kuchnie. - Jest nasze.
-To znaczy, że tu mieszkamy?! - krzyknęłam.
-Tak. - uśmiechnął się.
-Jejku! - wtuliłam się w niego.
-Chodź pokaże Ci resztę. - złapał mnie za dłoń i weszliśmy do salonu. Ciemne meble idealnie kontrastowały się z jasnym kolorem. - Masz ochotę zobaczyć naszą sypialnie? - spytał.
-Mhm. - powiedziałam cicho. Weszliśmy po schodach. Pozwolił otworzyć mi drzwi. Powoli nacisnęłam klamkę i ujrzałam śliczny pokój. - Jak to zrobiłeś?! - spojrzałam w jego oczy.
-Z małą pomocą przyjaciół. - uśmiechnął się. - Najlepsze zostawiłem na koniec. - Otworzył drzwi, które znajdowały się w naszej sypialni. W środku znajdował się słodki dziecięcy pokoik.
/Czy to możliwe? Czy możliwe jest to, że ja i Izzy jesteśmy rodzeństwem? Przecież ja chciałem z nią chodzić! Co by było gdybyśmy się o tym nie dowiedzieli?/ Leżałem plackiem na łóżku i oglądałem sufit. Jest wyjebisty wiecie? Dużo można w nim zauważyć.
-Wstawaj! - koło mnie stanął Xawier.
-Kogo my tu mamy? - spojrzałem na niego z uśmiechem.
-Jus chce z tobą pogadać, czeka na sali. - wyszedł.
-Wow! Czeka na mnie przemowa. - wstałem z łóżka. Napisałem sms'a do Eric'a by wpadł do mnie. Boje się, że jak zobaczę tego sukinsyna to jaja mu powyrywam. Przecież on chciał zgwałcić Izzy! Moją siostrzyczkę! No dobra nie wiedzieliśmy o tym wtedy, ale ja coś do niej czułem i nie mogłem pozwolić na to by ktoś taki jak on zrobił coś takiego dla niej. Zbiegłem ze schodów, wszedłem do kuchni.
-Cześć mamuś - cmoknąłem ją w policzek. Przygotowywała pyszną kolacje na dzisiejszy wieczór.
-Zdążysz na kolację? - spytała.
-Jasne. Lece... a mamo. Jak będzie dzwonić Nelania to powiedz jej o kolacji. - wyszedłem z chaty, na chodniku stał Eric. - Siema stary.
-Siemka. - przybiliśmy piątkę.
-Słuchaj. Musisz iść ze mną.
-Gdzie? - spytał wystraszony.
-Muszę załatwić jedną sprawę z gościem, ale jak go zobaczę boje się, że go pozbawię przyrodzenia. - wytłumaczyłem.
-Spoko. - ruszyliśmy w stronę sali, gdzie mieliśmy treningi.
Po 15 minutowej drodze dotarliśmy na miejsce. Otworzyłem drzwi i wszedłem do środka, a za mną Eric. Weszliśmy głębiej. Na środku stał Jus, a po bokach wszyscy z zespołu.
-Czego chcesz? - spytałem groźnie.
-Dlaczego odszedłeś z drużyny? - odpowiedział pytaniem na pytanie.
-Bo miałem tak kaprys.
-Słuchaj nie chcę się kłócić, przecież byliśmy kumplami! Seb co się z tobą dzieje? - piosenkarz podszedł bliżej.
-Co się ze mną dzieje? O to samo mógłbym Ciebie spytać! Ja przynajmniej mam normalnych przyjaciół, a ty? Grono osób, które są z tobą tylko dlatego, że masz kasę i jesteś sławny! Ciekawe czy słyszeli, że chciałeś zgwałcić Izzy? Wiedzieliście o tym? - spojrzałem po grupce osób, każdy kręcił przecząco głową. – Na dodatek Iz jest w ciąży. Jesteś nikim Bieber. Jesteś laleczką z pieniędzmi i furami, ale przyjaciół za to nie kupisz. - wraz z Eric'em opuściliśmy miejsce.
***
-Witaj kochanie. - pocałowałem Nel w usta.
-Cześć. - uśmiechnęła się szeroko. Przeszliśmy z korytarza do jadalni, gdzie czekała moja mama.
-Mamo. To Nel. Nel to moja mama. - przedstawiłam je sobie.
-Miło mi panią poznać. - Nelania uścisnęła dłoń mamy i lekko się uśmiechnęła.
-Mi również.
~Izzy~
-Rusz się tato! - poganiałam go.
-Jejku po co kazałaś mi się tak odstawić? - ojciec stał przed lustrem i co chwila poprawiał krawat.
-Ma się powody. - uśmiechnęłam się lekko. - Jeszcze on się spóźnia co za bałwan! - chodziłam zdenerwowana. - No w końcu! - krzyknęłam, gdy usłyszałam dzwonek do drzwi. - Tato chodź. - pchnęłam go w stronę podwórza.
-Dzień dobry panu. Gustownie pan wygląda. - przywitał się Dom. - Cześć kochanie. - cmoknął mnie w policzek.
-Ta cześć. Wsiadać i jechać. - powiedziałam zła.
-Coś czuje, że to dopiero początek. - zaśmiał się cicho mój chłopak.
***
Staliśmy przed domem Sebastian'a. Tata ciągle próbował się dowiedzieć po co tu przyjechaliśmy.
-Dowiesz aię w swoim czasie. - powtarzałam, a on gadał coś pod nosem.
Zapukałam do drzwi i chwilę potem w progu stał Sebastian.
-Oo już jesteście. - uśmiechnął się szeroko.
-Izzy... co robimy w domu Sebastian'a? - spytał ojciec.
-Dowiesz się w swoim czasie. - powtórzyłam.
-Płyta Ci się zacięła, czy co? - tata zciął mnie wzrokiem. Weszliwszy do środka skierowałam się do salonu.
-Dzień Dobry proszę pani. - uśmiechnęłam się szeroko do mamy Seb. - O cześć Nel. - pocałowałam dziewczynę w policzek. - Tato... przedstawiam Ci... - zacięłam się.
-Alice. - dokończyła jego rodzicielka.
-Alice? - Derek stał jak idiota i się jej przyglądał.
-Derek... - uśmiechnęła się lekko. Ojciec zrobił kilka kroków w jej stronę.
-Alice! - wziął ją w swe ramiona. Mocno ją obiął. - Nie wiesz jak tęskniłem.
-Ty? Taki drań jak ty tęsknił? - Pani Alice spojrzała głęboko w jego oczy.
-Tak. Za taką świruską jak ty, to każdy by tęsknił. - zaśmiał się cicho.
-Ale... wyjechałeś... - twarz kobiety zezłościła się. - Zostawiłeś mnie samą. Na dodatek w ciąży!
-Alice, przepraszam. Mogłem powiedzieć, że jestem żonaty, ale bałem się, że mnie nie zechcesz. - mój ojciec płakał. Rozumiecie?! Płakał! - Gdy wyjechałem ciągle myślałem o tobie. Bałem się wrócić... - ojciec lekko musnął jej usta.
-Hgyhm . - kaszlną teatralnie Seb. - My tu jesteśmy.
-I jesteśmy trochę głodni. - pogłaskałam się po odstającym brzuszku.
-Już już. - usiedliśmy na krzesłach. - Smacznego. - mama Sebastian'a nałożyła nam kolacje i zaczęliśmy jeść.
~3 miesiące później~
-Kochanie... - usłyszałam JEGO głos nad uchem. - Wstawaj.
-Mhmm... - mruknęłam.
-Kochanie. - Dom lekko pocałował mnie w ramie.
-Mamusiu jeszcze 5 minut. - wyszeptałam.
-Nie ma pięciu minut. Wstawaj! - ściągną ze mnie kołdrę odkrywając moje nagie ciało.
-Zimno! Oddawaj mi to! - krzyknęłam.
-Oo nie! - zaczął uciekać po pokoju. Włożyłam szlafrok i weszłam do łazienki. Wchodząc pod prysznic uśmiechnęłam się do swojego odbicia w lustrze. Ktoś wszedł za mną do pomieszczenia. - Szzkaaarbieee. - dołączył do mnie pod prysznic. - Śliczna. Słodka. Kochana. Moja. Tylko moja. - całował mnie w szyje.
-Co już zrobiłeś? - spojrzałam w jego ciemne oczy.
-Ja? Nic. - uśmiechnął się.
-Jasne... jasne. - pomógł mi się umyć, a chwilę potem byliśmy już w drodze do szkoły.
Oczywiście było dawno po ósmej, więc na lekcje dotarłam dwadzieścia minut później.
-Dlaczego się spóźniłaś? - naskoczyła na mnie nauczycielka.
-Kołdra nie chciała mnie puścić. - uśmiechnęłam się i powędrowałam na krzesło. Usiadłam wygodnie słuchając jej przemowy na temat spóźniania się. Niespodziewanie na moim zeszycie znalazła się mała karteczka.
"Co się stało?"
Odpisałam:
"Zaspałam."
Odsunęłam kartkę do Ellen, ale w złym momencie bo nauczycielka to zauważyła.
-Izzy Green! Co to ma być?! Spóźniasz się na lekcje, a na dodatek piszesz sobie liściki?! Do tablicy! - krzyczała. Podniosłam się z krzesła i ruszyłam w stronę środka sali. - Napisz mi wszystkie wzory chemiczne sprzed trzech lekcji.
-Jasne już pędzę. - odpowiedziałam.
-Czy ty masz mnie za idiotkę? - stanęła na przeciwko mnie.
-Mam mówić prawdę, czy kłamać? - uśmiechnęłam się chytrze.
-Do dyrektora! - wskazała palcem drzwi.
-Spokojnie, a i palcem się nie pokazuje. - zabrałam torbę spod ławki. - Do widzenia. - pomachałam jej odchodząc.
-Zaczekaj! - zawołał za mną znajomy głos, gdy byłam na korytarzu. Odwróciwszy się ujszałam bliźniaczki.
-Co tam? - przytuliłam je.
-Zasrany motocykl. Nie chciał odpalić. - skarżyła się Mia. Obie były miłośniczkami motoryzacji. Brały udziały w różnych wyścigach.
-Mhm... - uśmiechnęłam się szeroko.
-A ty? - spytała Hope.
-Co ja? - spojrzałam na nią.
-Czemu nie jesteś na lekcji.
-Aaa. Spóźniłam się na lekcje, później przyłapała mnie na pisaniu liścików i no powiedziałam, znaczy ona tak zrozumiała, że jest idiotką. Wysłała mnie do dyrka. - zaśmiałam się. - Dobra ja lecę bo będzie gorszy przypał.
-Narka.
-Paa.
Przeszłam przez korytarz, zapukałam do drzwi gabinetu pani Darky.
-Proszę Izzy. - zawołała zza drzwi. Ygh zapewne nauczycielka ją zawiadomiła o tym, że mam do niej wpaść.
-Dzień dobry. - weszłam do środka i usiadłam na fotelu.
-Witaj. - posłała mi szczery i pełny współczucia uśmiech. - Po raz kolejny nieźle dogadałaś pani Hav.
-Ja tylko się spytałam, czy mam być wobec niej szczera.
-Mhmm. Posłuchaj ostatnio bardzo często znajdujesz się w moim gabinecie. Nie podoba mi się to. Jeśli jeszcze raz się to wydarzy będę musiała wydalić cię ze szkoły. - zapisała coś w notesie.
-Dobrze wiedzieć. Mogę już iść? - wstałam z fotela.
-Jasne. Dowidzenia. - ponownie uśmiechnęła się.
-Taa. - wyszłam trzaskając drzwiami. Było po dzwonku na przerwę, więc moja paczka musi siedzieć pod wierzbą.
Zbiegłam ze schodków i zrobiłam wejście smoka. Przepraszam wyjście. Wszystkie oczy skierowały się w moją stronę. Dom na mój widok uśmiechnął się.
-Kooochaaanieee. - zawołał na cały głos.
-Zamknij się. - kopnęłam go w kostkę.
-Aż tak źle? - spytała Ellen.
-Mało powiedziane. Jeśli jeszcze raz znajdę się w jej gabinecie zostanę wywalona. - usiadłam na kolanach Dominic'a.
-Ale zaraz koniec roku. - odezwała się Nel.
-No właśnie! Jejku ja nie umiem siedzieć cicho. - kręciłam głową.
-Więc musisz uważać. - Dom wyszeptał w moje włosy.
-Ale ja nie umiem. - pogłaskałam się po brzuchu bo dzidziuś się przekręcił.
-To się naucz. - zaśmiał się Seb.
-Zamknij się tam braciszku. - pokazałam mu język.
-Izzy... spotkamy się dziś? - spytała Hope.
-O nie nie nie nie nie! Ona jest dziś moja. - Dom przytulił mnie do siebie.
-Ej nooo. - krzyknęła Ellen.
-Coo? - spytał Eric.
-Jajeczko. - mruknęła cicho.
-A może i dwa, a pomiędzy nimi parówka. - zaśmiał się chłopak.
-Ty to masz mózg! - wybuchłam śmiechem.
-Ja nie mam mózgu! Jestem mężczyzną bez mózgu. - krzyknął Er.
-Tak, tak... to prawda. - zaśmiała się Hope.
-Eeeej! - chłopak objął ją ramieniem.
-Zabieraj te łapy. - strzepnęła jego dłoń.
-Nie złość się piękna. - cmoknął ją w policzek.
-Idiota. - mruknęła.
***
Siedziałam na łóżku i zajadałam się czekoladowymi lodami. Za pół godziny ma przyjść Dominic i chce mnie gdzieś zabrać. W telewizji leciał jakiś durny film.
Ktoś zapukał do drzwi.
-Proszę. - powiedziałam.
-Nie wolno tak gadać z pełną buzią! - do pokoju wszedł Dominic.
-Miałeś być za pół godziny! - rzuciłam w niego łyżeczką.
-Ej! Ja chcę żyć! - krzyknął.
-Sorki. - uśmiechnęłam się szeroko.
-Spoko. Możemy już iść?
-Daj mi 10 minut tylko się przebiorę.
-Czekam.
-Ej, a jak mam się ubrać? Nie wiem, gdzie mnie zabierasz... - stałam przed szafą szukając czegoś na siebie.
-Ubierz się jak Ci będzie wygodnie, ale i elegancko. - zaśmiał się. Wzięłam odpowiedni strój i weszłam do łazienki.
Po 15 minutach siedziałam już na siedzeniu w samochodzie. Dojechaliśmy na pod wzgórze.
-No chyba nie myślisz, że będę tam wchodziła. - odezwałam się.
-Nie ma takiej potrzeby. - uśmiechnął się pod nosem. Objechał górkę, przed kolejnym zakrętem nałożył mi na oczy chustkę. Dojechaliśmy jeszcze kawałek i pomógł mi wysiąść z samochodu.
-Co ty wyprawiasz?! - krzyknęłam, gdy podniósł mnie.
-Nie odzywaj się przez chwilę. - wyszeptał. Postawił mnie i powoli zdjął chustę. Moim oczom ukazało się piękne wnętrze domu. Stałam w kuchni.
-Gdzie jesteśmy? - spytałam cicho.
-U siebie. - objął mnie od tyłu. - Podoba się?
-Co masz na myśli mówiąc "u siebie"? - odwróciłam się do niego przodem.
-To... - wskazał na kuchnie. - Jest nasze.
-To znaczy, że tu mieszkamy?! - krzyknęłam.
-Tak. - uśmiechnął się.
-Jejku! - wtuliłam się w niego.
-Chodź pokaże Ci resztę. - złapał mnie za dłoń i weszliśmy do salonu. Ciemne meble idealnie kontrastowały się z jasnym kolorem. - Masz ochotę zobaczyć naszą sypialnie? - spytał.
-Mhm. - powiedziałam cicho. Weszliśmy po schodach. Pozwolił otworzyć mi drzwi. Powoli nacisnęłam klamkę i ujrzałam śliczny pokój. - Jak to zrobiłeś?! - spojrzałam w jego oczy.
-Z małą pomocą przyjaciół. - uśmiechnął się. - Najlepsze zostawiłem na koniec. - Otworzył drzwi, które znajdowały się w naszej sypialni. W środku znajdował się słodki dziecięcy pokoik.
-Jejciu…. Kotek to jest boskie. – pocałowałam go w usta.
-Izzy jest jeszcze jedna sprawa… - zaczął.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Powróciłam :3
Szczęśliwi?!
Postanowiłam, ze dalej będę ciągnąć te wypociny <3
Ale nie będą zbyt często…
Rozdział jest jaki jest… :<
Jak sądzicie co będzie dalej ? :D
Następny jak będę miała wene :)
Wasza Alexis :*
sobota, 8 marca 2014
Zawieszenie
Przepraszam!
Muszę to zrobić :<
Muszę zawiesić bloga :(
Mało osób te gówno czyta :{
Wybaczcie :|
Dziękuje Bardzo za:
5 miesięcy spędzone ze mną,
5 obserwatorów,
83 komentarze,
2631 wyświetleń!
Żegnam!
Alexis:<
poniedziałek, 24 lutego 2014
Rozdział 18. " Yyyy jaja se robisz? "
-Ludzie zostały dwie minuty! - krzyczał przez mikrofon
Dominic. Stałam między Ellen i Nel. Obejmowałyśmy się nawzajem. - Minuta! Mam
jeszcze jedną sprawę... - spojrzał wprost na mnie. Uśmiechnął się szeroko. -
Szczęśliwego Nowego Roku! - krzyknął równo z petardami, które zostały
wystrzelone zza okien. Każdy zaczął sobie po kolei składać życzenia.
-Szczęśliwego Nowego Roku kochanie. - wyszeptał Dom obejmując mnie w pasie.
-Nawzajem, przystojniaku. - wpiłam się w jego usta.
-Mhm zakochańce! - krzyknął Matty robiąc grupowe tuli tuli. Przytulaliśmy się w szóstkę. Ja, Ellen, Nel, Dominic, Matty oraz Sebastian. Przez te kilka tygodni staliśmy się paczką przyjaciół. Mówimy sobie wszystko... no dobra nie wszystko ja i Matheow mamy tajemnice. -O czym myślisz? - spytał Matty.
-Musimy pogadać. - pociągnęłam go za koszulę w stronę pokoju Nelani. Tak to Nel urządziła dziką imprezę sylwestrową. - Kiedy to zrobisz?
-Sam nie wiem... boję się! - krzyknął.
-Ciśś. - zatkałam mu buzię dłonią. - Musisz to zrobić, kumasz? Zaraz, teraz, natychmiast! Na dół. - rozkazałam. Zeszyliśmy jak niby nic. - Masz 5 minut. - wyszeptałam na pożegnanie. Ruszyłam w kierunku Dom'a tańczącego z...
-Kogo my tu mamy? Świnkę Peegy? - zaśmiałam się sztucznie. – Na dodatek podrywającą mojego chłopaka?
-Izzy to nie tak jak myślisz. - zaczął Dominic, ale mu przerwałam.
-Zamknij się.
-Okej... - zdziwił się.
-Powiedziałam zamknij się. - pokazałam mu język. - No to co masz mi do powiedzenia świnko?
-Dużo suko. - stanęła przede mną z założonymi rękoma na piersi.
-Sory, ale wjechałaś za daleko. - stanęłam bliżej. Dzieliły nas zaledwie dwa centymetry. - Jak Ci już mówiłam trzymaj się z daleka od mojego chłopaka.
-Izzy spokojnie tylko tańczyliśmy. - odsunął mnie lekko Dominc.
-Tylko tańczyliście? Super! Tańczcie dalej! - krzyknęłam. /Tylko tańczyliśmy. Jezu, czy on jest ślepy? Nie widzi, że ta dzi*ka próbuje mi go odebrać? Czy on na prawdę jest aż tak ślepy?/ W kuchni wpadłam na jakiegoś przystojnego chłopaka. - Cześć jestem Izzy Greem.
-Siemka. Wiem kim jesteś. - uśmiechnął się szeroko.
-Dziękuje. A jak brzmi twoje imię? - usiadłam na blat.
-Eric Hederson*. - usiadł obok. - Piwa?
-Nie dzięki, nie mogę. - odmówiłam uśmiechając się od ucha do ucha.
-Dlaczego nie siedzisz ze swoim chłopakiem? - spytał po chwili ciszy.
-Jest zajęty tańczeniem z Megan. - burknęłam.
-To ty zepsułaś śliczną mordkę Meg? - zaczął się cicho śmiać.
-Zasłużyła.
-Izzy! - krzyknęła do mnie Ellen.
-Słucham?! - również krzyknęłam chociaż stała naprzeciwko.
-Muszę Ci coś powiedzieć. - niemal skakała z radości. - O cześć Eric. - pomachała mu.
-Cześć Tantan. - uśmiechnął się do niej.
-Zaraz wracam. - zeszłam z blatu. - Co jest? - spytałam, gdy byłyśmy w odpowiedniej odległości.
-Matty mi się oświadczył! Kumasz to?! - pokazała mi pierścionek na palcu.
-W końcu to zrobił. - powiedziałam pod nosem. - Suuuper! Gratulacje! - mocno ją przytuliłam i ucałowałam w oba policzki.
-Lecę pokazać Nel. - odwróciła się plecami. - A i uważaj na Eric'a.
-Co o nim wiesz?
-Były Megan, ona nadal za nim tęskni. Interesuje się fotografią. Noi jest starszy o rok. - pomachała mi.
-Wróciłam. - usiadłam z powrotem na blat.
-Widzę.
-Masz ochotę zatańczyć? - spytałam.
-Jasne czemu nie. - zszedł podając mi dłoń. Złapałam ją i również zeskoczyłam. Ruszyliśmy w stronę pokoju, gdzie ludzie tańczyli. Akurat DJ puścił wolną piosenkę. Oplątałam dłonie wokół jego szyi, a on położył dłonie na moich biodrach. Położyłam głowę na jego klatce piersiowej i bujaliśmy się w rytm muzyki. Poczułam czyjś wzrok na sobie. Otworzyłam oczy. Miałam racje. Dominic wypalał mi dziurę w głowie. Uśmiechnęłam się pod nosem.
-Ona jest moja. - warknął Dom stojący obok.
-Dom, my tylko tańczymy. - powiedziałam.
-Tylko tańczycie? On cię maca, a ty się w niego wtulasz? - mówił ze złością.
-Tak tylko tańczymy! - krzyknęłam odrywając się od Eric'a. - Ja Ci odpuściłam, gdy tańczyłeś z Megan!
-Stary odpuść. - odezwał się Hederson.
-Zamknij się! - uderzył go w nos. -Dominic! Ty bęcwale! - krzyknęłam na niego. - Chodź Eric przyłożymy coś zimnego. - ruszyłam z nim w kierunku kuchni. Eric usiadł na blacie, a ja podałam mu lód. - Przepraszam za niego. Nie wiedziałam, że tak zareaguje.
-Spoko. Sam się prosiłem. - uśmiechnął się mino wolnie.
-Zaraz wrócę. - weszłam do salonu, gdzie Dom siedział na sofie, a wokół niego paczka moich przyjaciół.
-Izzy, przepraszam, nie chciałem go uderzać! - powiedział, gdy mnie zobaczył.
-Przegiąłeś Dominic. Na prawdę przegiąłeś. - odwróciłam się na pięcie i wróciłam do chłopaka w kuchni. -Jak się czujesz?
-Bywało lepiej.
-Co powiesz na spacer? - zaproponowałam
-Jasne czemu nie.
-To czekaj na mnie za 10 minut przy drzwiach.
-Okej. - pomachał mi na odchodne.
Ruszyłam do pokoju Nel, gdzie zostawiłam kurtkę. Weszłam do środka, a widok jaki zastałam trochę mnie zdziwił chociaż wiedziałam, że tak będzie. Nel całowała się z Sebastian'em.
-Sorry przyszłam tylko po kurtkę. - zająknęłam się.
-Nie no spoko. Bierz i wypad. - zażartował Seb.
-Spoczko. Ej, ale wy przed chwilą byliście na dole. - zdziwiłam się.
-Teleportacja. - zaśmiała się Nelania.
-Hahah. Dobra spadam. Niezły sylwek. Do zoba. - pożegnałam się z nimi.
-Gdzie idziesz? - spytała Ellen stojąca przy schodach.
-Z Eric'iem na spacer. - pocałowałam ją w policzek.
-Uważaj na siebie. - powiedziała, gdy schodziłam po schodach.
-Jasne. - uśmiechnęłam się sztucznie. Zauważyłam stojącego Eric'a. - Gotowa. - oznajmiłam.
-To chodźmy. - szliśmy drogą przy wodzie. Było mi cholernie zimno. Przecież miałam na sobię tylko sukienkę i cieniutki płaszczyk. Zatrzęsłam się lekko.- Zimno Ci? - spytał
-Trochę. - odpowiedziałam, a chwilę potem zostałam okryta jego kurtką. - Zmarzniesz.
-Ważne by Ci było ciepło. - uśmiechnął się. Ustałam na palcach i cmoknęłam go w policzek. - Za co to?
-Dziękuje.
***
-Izzy wstawaj! - usłyszałam głos babci.
-Szoo sie dzieje? - usłyszałam przez sen.
-Ma gościa.
-Już wstaje. - otworzyłam oczy,a przed nimi ukazał mi się Dominic. - Czego? - warknęłam.
-Kochanie... - zaczął.
-Babciu, wyjdziesz? - spojrzałam na staruszkę.
-Jasne. - zostaliśmy tylko we dwójkę. Patrzyliśmy na siebie w ciszy.
-Przepraszam za wczoraj. - przerwał ją.
-Ja też. Nie powinnam z nim tańczyć.
-A ja z Megan. - patrzyłam w jego oczy uśmiechając się lekko. - Kocham Cię Izzy i tylko Ciebie!
-Ja Cię też kocham. - pocałowałam go delikatnie. Przechylił mnie na łóżko, że on leżał na mnie.
-Co dziś robi... - do pokoju weszła Ellen, a chwilę potem zamknęła za sobą drzwi. Wybuchliśmy śmiechem.
-Właź! - krzyknęłam. Usiadłam na kolana Dominic'a i czekałam, aż wejdzie. Ale ona sama nie weszła, weszła cała nasza paczka rzucając się na nas, przy okazji głośno się śmiejąc.
-Idiooooci! - krzyknęłam.
-Ale i tak nas kochasz. - uśmiechnęła się El.
-Najbardziej na świecie.
***
-Kocham Cię słonko. - dostałam buziaka w policzek od Dominic'a.
-Coś się stało?
-Nie czemu?
-No bo wiesz tak nagle powiedziałeś, że mnie kochasz. Jak nigdy. - pokazałam mu język i uciekłam w stronę plaży. Był bardzo słoneczny styczniowy dzień. Śnieg powoli topniał.
(przepraszam za błędy)
5 KOMENTARZY = 19 ROZDZIAŁ
-Szczęśliwego Nowego Roku kochanie. - wyszeptał Dom obejmując mnie w pasie.
-Nawzajem, przystojniaku. - wpiłam się w jego usta.
-Mhm zakochańce! - krzyknął Matty robiąc grupowe tuli tuli. Przytulaliśmy się w szóstkę. Ja, Ellen, Nel, Dominic, Matty oraz Sebastian. Przez te kilka tygodni staliśmy się paczką przyjaciół. Mówimy sobie wszystko... no dobra nie wszystko ja i Matheow mamy tajemnice. -O czym myślisz? - spytał Matty.
-Musimy pogadać. - pociągnęłam go za koszulę w stronę pokoju Nelani. Tak to Nel urządziła dziką imprezę sylwestrową. - Kiedy to zrobisz?
-Sam nie wiem... boję się! - krzyknął.
-Ciśś. - zatkałam mu buzię dłonią. - Musisz to zrobić, kumasz? Zaraz, teraz, natychmiast! Na dół. - rozkazałam. Zeszyliśmy jak niby nic. - Masz 5 minut. - wyszeptałam na pożegnanie. Ruszyłam w kierunku Dom'a tańczącego z...
-Kogo my tu mamy? Świnkę Peegy? - zaśmiałam się sztucznie. – Na dodatek podrywającą mojego chłopaka?
-Izzy to nie tak jak myślisz. - zaczął Dominic, ale mu przerwałam.
-Zamknij się.
-Okej... - zdziwił się.
-Powiedziałam zamknij się. - pokazałam mu język. - No to co masz mi do powiedzenia świnko?
-Dużo suko. - stanęła przede mną z założonymi rękoma na piersi.
-Sory, ale wjechałaś za daleko. - stanęłam bliżej. Dzieliły nas zaledwie dwa centymetry. - Jak Ci już mówiłam trzymaj się z daleka od mojego chłopaka.
-Izzy spokojnie tylko tańczyliśmy. - odsunął mnie lekko Dominc.
-Tylko tańczyliście? Super! Tańczcie dalej! - krzyknęłam. /Tylko tańczyliśmy. Jezu, czy on jest ślepy? Nie widzi, że ta dzi*ka próbuje mi go odebrać? Czy on na prawdę jest aż tak ślepy?/ W kuchni wpadłam na jakiegoś przystojnego chłopaka. - Cześć jestem Izzy Greem.
-Siemka. Wiem kim jesteś. - uśmiechnął się szeroko.
-Dziękuje. A jak brzmi twoje imię? - usiadłam na blat.
-Eric Hederson*. - usiadł obok. - Piwa?
-Nie dzięki, nie mogę. - odmówiłam uśmiechając się od ucha do ucha.
-Dlaczego nie siedzisz ze swoim chłopakiem? - spytał po chwili ciszy.
-Jest zajęty tańczeniem z Megan. - burknęłam.
-To ty zepsułaś śliczną mordkę Meg? - zaczął się cicho śmiać.
-Zasłużyła.
-Izzy! - krzyknęła do mnie Ellen.
-Słucham?! - również krzyknęłam chociaż stała naprzeciwko.
-Muszę Ci coś powiedzieć. - niemal skakała z radości. - O cześć Eric. - pomachała mu.
-Cześć Tantan. - uśmiechnął się do niej.
-Zaraz wracam. - zeszłam z blatu. - Co jest? - spytałam, gdy byłyśmy w odpowiedniej odległości.
-Matty mi się oświadczył! Kumasz to?! - pokazała mi pierścionek na palcu.
-W końcu to zrobił. - powiedziałam pod nosem. - Suuuper! Gratulacje! - mocno ją przytuliłam i ucałowałam w oba policzki.
-Lecę pokazać Nel. - odwróciła się plecami. - A i uważaj na Eric'a.
-Co o nim wiesz?
-Były Megan, ona nadal za nim tęskni. Interesuje się fotografią. Noi jest starszy o rok. - pomachała mi.
-Wróciłam. - usiadłam z powrotem na blat.
-Widzę.
-Masz ochotę zatańczyć? - spytałam.
-Jasne czemu nie. - zszedł podając mi dłoń. Złapałam ją i również zeskoczyłam. Ruszyliśmy w stronę pokoju, gdzie ludzie tańczyli. Akurat DJ puścił wolną piosenkę. Oplątałam dłonie wokół jego szyi, a on położył dłonie na moich biodrach. Położyłam głowę na jego klatce piersiowej i bujaliśmy się w rytm muzyki. Poczułam czyjś wzrok na sobie. Otworzyłam oczy. Miałam racje. Dominic wypalał mi dziurę w głowie. Uśmiechnęłam się pod nosem.
-Ona jest moja. - warknął Dom stojący obok.
-Dom, my tylko tańczymy. - powiedziałam.
-Tylko tańczycie? On cię maca, a ty się w niego wtulasz? - mówił ze złością.
-Tak tylko tańczymy! - krzyknęłam odrywając się od Eric'a. - Ja Ci odpuściłam, gdy tańczyłeś z Megan!
-Stary odpuść. - odezwał się Hederson.
-Zamknij się! - uderzył go w nos. -Dominic! Ty bęcwale! - krzyknęłam na niego. - Chodź Eric przyłożymy coś zimnego. - ruszyłam z nim w kierunku kuchni. Eric usiadł na blacie, a ja podałam mu lód. - Przepraszam za niego. Nie wiedziałam, że tak zareaguje.
-Spoko. Sam się prosiłem. - uśmiechnął się mino wolnie.
-Zaraz wrócę. - weszłam do salonu, gdzie Dom siedział na sofie, a wokół niego paczka moich przyjaciół.
-Izzy, przepraszam, nie chciałem go uderzać! - powiedział, gdy mnie zobaczył.
-Przegiąłeś Dominic. Na prawdę przegiąłeś. - odwróciłam się na pięcie i wróciłam do chłopaka w kuchni. -Jak się czujesz?
-Bywało lepiej.
-Co powiesz na spacer? - zaproponowałam
-Jasne czemu nie.
-To czekaj na mnie za 10 minut przy drzwiach.
-Okej. - pomachał mi na odchodne.
Ruszyłam do pokoju Nel, gdzie zostawiłam kurtkę. Weszłam do środka, a widok jaki zastałam trochę mnie zdziwił chociaż wiedziałam, że tak będzie. Nel całowała się z Sebastian'em.
-Sorry przyszłam tylko po kurtkę. - zająknęłam się.
-Nie no spoko. Bierz i wypad. - zażartował Seb.
-Spoczko. Ej, ale wy przed chwilą byliście na dole. - zdziwiłam się.
-Teleportacja. - zaśmiała się Nelania.
-Hahah. Dobra spadam. Niezły sylwek. Do zoba. - pożegnałam się z nimi.
-Gdzie idziesz? - spytała Ellen stojąca przy schodach.
-Z Eric'iem na spacer. - pocałowałam ją w policzek.
-Uważaj na siebie. - powiedziała, gdy schodziłam po schodach.
-Jasne. - uśmiechnęłam się sztucznie. Zauważyłam stojącego Eric'a. - Gotowa. - oznajmiłam.
-To chodźmy. - szliśmy drogą przy wodzie. Było mi cholernie zimno. Przecież miałam na sobię tylko sukienkę i cieniutki płaszczyk. Zatrzęsłam się lekko.- Zimno Ci? - spytał
-Trochę. - odpowiedziałam, a chwilę potem zostałam okryta jego kurtką. - Zmarzniesz.
-Ważne by Ci było ciepło. - uśmiechnął się. Ustałam na palcach i cmoknęłam go w policzek. - Za co to?
-Dziękuje.
***
-Izzy wstawaj! - usłyszałam głos babci.
-Szoo sie dzieje? - usłyszałam przez sen.
-Ma gościa.
-Już wstaje. - otworzyłam oczy,a przed nimi ukazał mi się Dominic. - Czego? - warknęłam.
-Kochanie... - zaczął.
-Babciu, wyjdziesz? - spojrzałam na staruszkę.
-Jasne. - zostaliśmy tylko we dwójkę. Patrzyliśmy na siebie w ciszy.
-Przepraszam za wczoraj. - przerwał ją.
-Ja też. Nie powinnam z nim tańczyć.
-A ja z Megan. - patrzyłam w jego oczy uśmiechając się lekko. - Kocham Cię Izzy i tylko Ciebie!
-Ja Cię też kocham. - pocałowałam go delikatnie. Przechylił mnie na łóżko, że on leżał na mnie.
-Co dziś robi... - do pokoju weszła Ellen, a chwilę potem zamknęła za sobą drzwi. Wybuchliśmy śmiechem.
-Właź! - krzyknęłam. Usiadłam na kolana Dominic'a i czekałam, aż wejdzie. Ale ona sama nie weszła, weszła cała nasza paczka rzucając się na nas, przy okazji głośno się śmiejąc.
-Idiooooci! - krzyknęłam.
-Ale i tak nas kochasz. - uśmiechnęła się El.
-Najbardziej na świecie.
***
-Kocham Cię słonko. - dostałam buziaka w policzek od Dominic'a.
-Coś się stało?
-Nie czemu?
-No bo wiesz tak nagle powiedziałeś, że mnie kochasz. Jak nigdy. - pokazałam mu język i uciekłam w stronę plaży. Był bardzo słoneczny styczniowy dzień. Śnieg powoli topniał.
Zaczęliśmy ganiać się po całej plaży. Śmialiśmy się w niebo głosy. Uciekałam od
Nel, gdy nagle wpadłam na kogoś i upadliśmy razem na glebę.
-Przepraszam. - powiedział chłopak. - Nie zauważyłem Cię. Byłem zamyślony. - podał mi rękę by pomóc mi wstać.
-Spoko. - uśmiechnęłam się promiennie. - Oo Eric. - rozpoznałam chłopaka.
-O Izzy. - chłopak lekko się speszył.
-Izzy! Nic Ci nie jest? - usłyszałam Dominic'a i resztę.
-Nie jest spoko. - odkrzyknęłam - Jak nos? - zwróciłam się do niego.
-Jakoś działa. - zaśmiał się.
-Na pewno nic Ci nie jest? - poczułam jak ktoś mnie obejmuje. Dom pocałował mnie w policzek. - Siemka Eric.
-Ta... cześć. - odpowiedział blondyn.
-Stary słuchaj, na prawdę mi przykro w sprawie nosa. - przeprosił Dominic.
-Rozumiem Cię. Dobra będę lecieć. - odwrócił się i powoli odszedł.
-Ej! - usłyszałam głos zza siebie.
-Hym? - ponownie się odwrócił.
-Masz ochotę spędzić dzień z nami? - zaproponował Dom.
-Jesteś pewien? - spytał.
-Noo. To co? - uśmiechnął się.
-Jeśli nikt nie ma nic przeciwko to spoko. - zawrócił.
-Ja... - zaczął Matty, ale kopnęłam go w piszczel. - Au!
-Nie nikt nie ma nic przeciwko. - dodałam.
-To super.
***
~Dwa miesiące później~
Jestem już w czwartym miesiącu ciąży. Jak razie jest spoko. Pogoda jest zajebista. Jak to marzec. Słońce świeci jak nie wiem co. Ostatnio bardzo często wychodzę z Dominic'iem na noce spacery. Między nami jest idealnie. Nasza paczka powiększyła się o 3 osoby.Doszedł Eric, Mia oraz Hope. Mia** i Hope*** to bliźniaczki. Przyszły do naszej szkoły po sylwestrze. Od razu podpadły Megan, ale potrafiły jej dokopać. Meg powoli traciła przyjaciół. Został jej jedynie brat Nel. Timothy. Był w niej zakochany więc nie widział jej głupstw.
-Izzy Green! - usłyszałam głośny trzask.
-Słucham panno Kitty? - uśmiechnęłam się złośliwie.
-Od 5 minut próbuje się z tobą dogadać, ale ty mnie nie słuchasz! - krzyczała. Panna Kitty była kobietą po 30. Ubierała się w krótkie spódniczki, bluzki z dekoltem i wysokie obcasy. Miała rude, do pasa włosy, a na jej nosie leżały różowe okulary.
-Tak mi przykro. - posmutniałam na niby. - A o co mnie pytała pani?
-Czy bym mogła porozmawiać z twoim ojcem? - usiadła wygodnie w swoim fotelu.
-Oczywiście, zjawi się jutro. - nauczycielka wróciła do dyktowania notatki.
Gdy tylko zadzwonił dzwonek wyszłam jako pierwsza. To była moja ostatnia lekcja. Odłożyłam do szafki książki i nałożyłam kurtkę.
-Porywam Cię. - usłyszałam za sobą. Odwróciłam się i był to Seb.
-Gdzieee? - spytałam.
-Moja mama chce Cię poznać.
-Yyy okej... - zarumieniłam się. - Dlaczego mnie, a nie Nel?
-Noo wiesz. - zaśmiał się. - Dużo jej o tobie opowiadam noi nalega by Cię poznać.
-No dobra, ale chociaż pozwól mi się przebrać.
-Po co?
-Bo mam na sobie rurki i zwykłą bluzkę. Nie wypada mi iść w takim ubraniu.
-Noo niech Ci będzie.
***
Staliśmy przed domem mamy Sebastian'a. W drodze opowiedział mi, że jego ojciec uciekł od mamy kiedy dowiedział się o ciąży. Prawdo podobnie miał już kogoś, a mama Sebastian'a była zabawką.
-Dobra chodźmy. - Seb obszedł samochód, otworzył mi drzwi i pomógł wysiąść. Weszliśmy po stromych schodach, ale ja się zatrzymałam.
-Ej. A tak w ogóle co robi twoja mama w Pill?
-Przeprowadziła się, kiedy dowiedziała się, że tu zostaje na zawszę. - otworzył drzwi, przepuścił mnie pierwszą.
-Dzień dobry. - powiedziałam na widok kobiety w fartuszku.
-O już jesteście! - ucałowała syna w oba policzki, a później mnie. Chwilę mi się przyglądała. - Ale jesteś podobna do Derek'a. - uśmiechnęła się.
-Do kogo? - zdziwiłam się. Przecież mój ojciec nazywa się Derek, skąd ona może go znać?
-Do Derek'a. - powtórzyła.
-Derek to mój biologiczny ojciec. - wytłumaczył mi Seb.
-Mhm... ma może pani jego zdjęcie? - musiałam się dowiedzieć, czy to o czym myślę to prawda.
-Tak gdzieś mam. Poczekajcie chwilę. - weszła do salonu i chwilę potem wróciła z fotografią w dłoni. Podała mi ją.
Przyjrzałam się dobrze. Jednak to prawda. Z wrażenia, aż upadłam na krzesło.
-To nie może być prawda. - wyszeptałam.
-Izzy? Co się dzieje? - dłoń Sebastian'a znalazła się na moim ramieniu.
-Ty i ja.. my... jesteśmy... - jąkałam się. - przyrodnim... rodzeństwem.
-Yyyy jaja se robisz? - on również usiadł na krześle.
-Nie. Derek Green. Mój ojciec i twój. - wyjaśniłam.
-Zajebiście. - skomentował.
-Przepraszam. - powiedział chłopak. - Nie zauważyłem Cię. Byłem zamyślony. - podał mi rękę by pomóc mi wstać.
-Spoko. - uśmiechnęłam się promiennie. - Oo Eric. - rozpoznałam chłopaka.
-O Izzy. - chłopak lekko się speszył.
-Izzy! Nic Ci nie jest? - usłyszałam Dominic'a i resztę.
-Nie jest spoko. - odkrzyknęłam - Jak nos? - zwróciłam się do niego.
-Jakoś działa. - zaśmiał się.
-Na pewno nic Ci nie jest? - poczułam jak ktoś mnie obejmuje. Dom pocałował mnie w policzek. - Siemka Eric.
-Ta... cześć. - odpowiedział blondyn.
-Stary słuchaj, na prawdę mi przykro w sprawie nosa. - przeprosił Dominic.
-Rozumiem Cię. Dobra będę lecieć. - odwrócił się i powoli odszedł.
-Ej! - usłyszałam głos zza siebie.
-Hym? - ponownie się odwrócił.
-Masz ochotę spędzić dzień z nami? - zaproponował Dom.
-Jesteś pewien? - spytał.
-Noo. To co? - uśmiechnął się.
-Jeśli nikt nie ma nic przeciwko to spoko. - zawrócił.
-Ja... - zaczął Matty, ale kopnęłam go w piszczel. - Au!
-Nie nikt nie ma nic przeciwko. - dodałam.
-To super.
***
~Dwa miesiące później~
Jestem już w czwartym miesiącu ciąży. Jak razie jest spoko. Pogoda jest zajebista. Jak to marzec. Słońce świeci jak nie wiem co. Ostatnio bardzo często wychodzę z Dominic'iem na noce spacery. Między nami jest idealnie. Nasza paczka powiększyła się o 3 osoby.Doszedł Eric, Mia oraz Hope. Mia** i Hope*** to bliźniaczki. Przyszły do naszej szkoły po sylwestrze. Od razu podpadły Megan, ale potrafiły jej dokopać. Meg powoli traciła przyjaciół. Został jej jedynie brat Nel. Timothy. Był w niej zakochany więc nie widział jej głupstw.
-Izzy Green! - usłyszałam głośny trzask.
-Słucham panno Kitty? - uśmiechnęłam się złośliwie.
-Od 5 minut próbuje się z tobą dogadać, ale ty mnie nie słuchasz! - krzyczała. Panna Kitty była kobietą po 30. Ubierała się w krótkie spódniczki, bluzki z dekoltem i wysokie obcasy. Miała rude, do pasa włosy, a na jej nosie leżały różowe okulary.
-Tak mi przykro. - posmutniałam na niby. - A o co mnie pytała pani?
-Czy bym mogła porozmawiać z twoim ojcem? - usiadła wygodnie w swoim fotelu.
-Oczywiście, zjawi się jutro. - nauczycielka wróciła do dyktowania notatki.
Gdy tylko zadzwonił dzwonek wyszłam jako pierwsza. To była moja ostatnia lekcja. Odłożyłam do szafki książki i nałożyłam kurtkę.
-Porywam Cię. - usłyszałam za sobą. Odwróciłam się i był to Seb.
-Gdzieee? - spytałam.
-Moja mama chce Cię poznać.
-Yyy okej... - zarumieniłam się. - Dlaczego mnie, a nie Nel?
-Noo wiesz. - zaśmiał się. - Dużo jej o tobie opowiadam noi nalega by Cię poznać.
-No dobra, ale chociaż pozwól mi się przebrać.
-Po co?
-Bo mam na sobie rurki i zwykłą bluzkę. Nie wypada mi iść w takim ubraniu.
-Noo niech Ci będzie.
***
Staliśmy przed domem mamy Sebastian'a. W drodze opowiedział mi, że jego ojciec uciekł od mamy kiedy dowiedział się o ciąży. Prawdo podobnie miał już kogoś, a mama Sebastian'a była zabawką.
-Dobra chodźmy. - Seb obszedł samochód, otworzył mi drzwi i pomógł wysiąść. Weszliśmy po stromych schodach, ale ja się zatrzymałam.
-Ej. A tak w ogóle co robi twoja mama w Pill?
-Przeprowadziła się, kiedy dowiedziała się, że tu zostaje na zawszę. - otworzył drzwi, przepuścił mnie pierwszą.
-Dzień dobry. - powiedziałam na widok kobiety w fartuszku.
-O już jesteście! - ucałowała syna w oba policzki, a później mnie. Chwilę mi się przyglądała. - Ale jesteś podobna do Derek'a. - uśmiechnęła się.
-Do kogo? - zdziwiłam się. Przecież mój ojciec nazywa się Derek, skąd ona może go znać?
-Do Derek'a. - powtórzyła.
-Derek to mój biologiczny ojciec. - wytłumaczył mi Seb.
-Mhm... ma może pani jego zdjęcie? - musiałam się dowiedzieć, czy to o czym myślę to prawda.
-Tak gdzieś mam. Poczekajcie chwilę. - weszła do salonu i chwilę potem wróciła z fotografią w dłoni. Podała mi ją.
Przyjrzałam się dobrze. Jednak to prawda. Z wrażenia, aż upadłam na krzesło.
-To nie może być prawda. - wyszeptałam.
-Izzy? Co się dzieje? - dłoń Sebastian'a znalazła się na moim ramieniu.
-Ty i ja.. my... jesteśmy... - jąkałam się. - przyrodnim... rodzeństwem.
-Yyyy jaja se robisz? - on również usiadł na krześle.
-Nie. Derek Green. Mój ojciec i twój. - wyjaśniłam.
-Zajebiście. - skomentował.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Załamka,
załamka, załamka, załamka, załamka, załamka, załamka, załamka, załamka!
Jpdl >.< Rozdział do dupy, ale musiałam coś napisać.
Przepraszam. :<
Alexis
Jpdl >.< Rozdział do dupy, ale musiałam coś napisać.
Przepraszam. :<
Alexis
5 KOMENTARZY = 19 ROZDZIAŁ
Subskrybuj:
Posty (Atom)







