niedziela, 19 stycznia 2014

Rozdział 12 "Staniczek się nie rozepnie"



/Nie to nie może być prawda. Nie. Oby tak nie było. To tylko sen. Głupi sen./ Otwieram ponownie oczy i widzę, widzę go stojącego pod domem. /Czy to możliwe? Oczywiście, że nie. Ja tylko śnie. To się nie dzieje na prawdę./ Otwieram ponownie oczy, nie ma go. Jednak to sen. Jeden z najgorszych. 
Wstałam z łóżka, ruszyłam do łazienki by się orzeźwić. Po prysznicu ubrałam się. Łapiąc leżącą na krześle torbę zeszłam wolnym krokiem na dół. Usłyszałam cichą rozmowę. /O nie ten głos. Kur*a! Jak to możliwe?/ Chwiejnym krokiem weszłam do kuchni. Siedział tam i gadał z babcią. Po moich policzkach poleciały łzy rozmazując tusz. Dlaczego znów pojawił się w moim życiu, już było okej. Ale nie kur*a musiał się pojawić.
-Co ty tu robisz? - wyłkałam przez łzy.
-Izzy... kochanie. - zaczęła babcia.
-Nie ciebie pytam babciu. Tylko jego. - machnęłam głową w stronę TEGO osobnika.
-Iz, przepraszam. Nie chciałem, żałuje tego. - powiedział patrząc mi w oczy.
-Wiesz? Wsadź te słowa sobie w dupę. Nie mam zamiaru tego słuchać. I nie licz na to, że Ci wybaczę. - odwróciłam się do nich plecami i odeszłam. Chwilę potem czyjaś dłoń szarpnęła mną do tyłu.
-Izzy Green! Nie tak Cię wychowałem! - był to ON. Mój walony ojciec. /Po co przyjechał? Po co chce ze mną gadać?/
-Przepraszam, że co? Hahah. Co ty powiedziałeś? - spojrzałam na niego ze szyderczym śmiechem. - Ty wychowałeś mnie na zimną sukę, która nie ma uczuć. To mama była dla mnie oparciem. Dla niej mogłam wszystko powiedzieć, a ty?? Ty chlałeś całymi dniami i nocami! Biłeś mnie i mamę. Zadowolony z tego jesteś? Obiecałam sobie kiedyś ze i ty poczujesz się jak ja kiedyś.
-Izzy. Proszę. Przestań. - babcia zbliżyła się do mnie.
-Nie babciu. Nie przestanę. Nie chcę mieć z nim nic wspólnego! On jest nikim w moim życiu. Nienawidzę go! - krzyczałam przez łzy.
-Iz, zastanów się co ty mówisz. - Susan położyła mi dłoń na ramieniu. - Mówisz to poprzez złość. Wiem o tym. Wiem jak się czujesz.
-Nie. Nikt nie wie jak się czuje! Nie chce was znać! - wybiegłam z domu wpadając na Dominic'a.
-Co się stało mojej księżniczce? - wytarł palcami moje łzy.
-Mój ojciec przyjechał i chce bym mu wybaczyła. Ale to sukninsyn. Nie mam zamiaru mu wybaczyć.
-Nie rozumiem Cie. - wypalił, a ja spojrzałam mu prosto w oczy. - Ja gdybym mógł spotkać ojca bym rzucił sie mu w ramiona. Nie wnikałbym na to, że zostawił nas bez niczego. Że bił moją młodszą siostrę. Ja byłem mądry bo uciekałem z domu, gdy widziałem tylko jak wraca pijany. On nas nienawidził. Mama zawsze tłumaczyła, że mu to przejdzie. Ale nic! Pewnej nocy wyszedł pijany i już nie wrócił! Ale ja nadal za nim tęsknie! Tęsknię za nim jak kur*a za nikim innym. Iz przemyśl to. Twój ojciec jak wrócił to znaczy, że musi za tobą tęsknić. - /Co? O czym on gada?! Nikt mnie nie rozumie./
-Wiesz co? Wal się! Wszyscy się walcie. Nienawidzę całego świata. - wyrwałam się z jego objęć i uciekłam. Biegłam. Biegłam w nieznane mi strony. Łzy dalej płynęły po policzkach. Zatrzymałam się. Stałam pod szkołą tańca. Załapałam za klamkę. Otwarta. Weszłam do środka. Światło w sali było zapalone. Podeszłam do magnetofonu i sprawdziłam płytę.
-Może być.  - mruknęłam. Położyłam torbę na krzesło. Włączyłam muzykę, próbując się w nią wczuć. Zaczęłam tańczyć. Przestało mi już na czymkolwiek zależeć... Pozostał mi tylko taniec on jest prawdziwą miłością, którą trwać będzie wiecznie, jest pasją i moim sposobem na przetrwanie. Nie zdaje sobie nawet sprawy z tego ile zdołał już mnie uratować. Zmęczona oparłam się o lustro ciężko dysząc. Od ścian obił się odgłos klaskania.
Rozejrzałam się. Nikogo nie widzę. Nagle z ciemnego zakątka wyłonił się blondyn.
-Wiedziałem, że jesteś wspaniała, ale, że aż tak? - zaśmiał się. Po chwili namysłu rozpoznałam ten śmiech.
-Justin Pustin. - zażartowałam.
-Królowa lodu. - odgryzł się. - Nie podejrzewałem, że tak szybko się spotkamy.
-Ja również. - złapałam wodę, którą do mnie rzucił. - Dzięki.
-To opowiadaj dlaczego ukradłaś mi 10 minut próby? - usiadł na podłodze obok moich nóg. Podążyłam w jego ślady.
-Eh... może ty mnie zrozumiesz. Tak więc. - zaczęłam opowiadać od samego początku aż do tego początku.
-To na prawdę dziwna historia. Ale wiedz, że to rozumiem. - powiedział, gdy skończyłam. - Twój chłopak jest głupi.
-Dzięki za opinie. - pierwszy raz w tym dniu uśmiechnęłam się.
-Zacny uśmiech milordzie. - zaśmiał się.
-Danke. - powiedziałam po niemiecku.
-Bitte. - odpowiedział w tym języku. - Może masz ochotę na  czekoladę? - dodał już po polsku.
-Czy ja wiem... Chociaż czemuż nie. Tylko gdzie?
-Zabiorę Cię do mojego pokoju w hotelu. Tylko uważaj na paparazzi. Są wszędzie nie dziwię się, że jeszcze tu nie dotarli.
-Okej to chodźmy. - wstałam. Pomogłam Justin'owi wstać i ruszyliśmy do samochodu. Po drodze zabrałam torbę. Wyjrzałam zza drzwi jak ninja. - Pusto.  - Bieber przeszedł obok mnie. Dopiero teraz zauważyłam, że ukrył swoją bujną czuprynę pod fulcapem, a na nos nałożył okulary. Nie wytrzymałam i wybuchłam śmiechem. - Na prawdę uważasz, że nikt Cię nie pozna? Człowieku nikt tu nie jeździ takimi mercedesami. Tu mieszkają ludzie bez dużej kasy.
-Przemyślałem już to i wychodzi na to, że prowadzisz samochód.
-Co? Śnisz. Raz jechałam i nigdy więcej nie pojadę. - nagle zza rogu wyszło kilka osób z aparatami. - Czy tak wyglądają paparazzi?
-Ee tak. Wsiadaj za kierownice. - powiedział, gdy się odwrócił. Przebiegliśmy szybko na drugą stronę. Podał mi kluczyki. Odpaliłam szybko auto i z piskiem opon wyjechałam.

***

Po kilku wskazówkach Justin'a dotarłam do hotelu. Ale niestety pod nim aż roiło się od fotografów.
-Ludziów jak mrówków. - zażartowałam.
-Zjebi*ście. - mruknął. - Musimy jakoś wejść tędy.
-Mogę zadać Ci dwa krótkie pytania?
-Jeśli musisz.
-Dlaczego taka gwiazdeczka jak ty nie ma ochrony?!
-Myślisz, że fajnie tak? Chodzi za tobą krok w krok. Nawet do kibla nie mam jak wyjść.
-Okej, dobra. A teraz drugie. Jak do cholery mamy przejść przez to coś. - machnęłam dłonią w stronę tłumu.
-Kopiąc, bić, po prostu uderzaj gdzie popadnie.
-Skoro nalegasz. - wyszliśmy.
-Patrzcie tam jest! - zawołał ktoś i wszyscy ruszyli w naszą stronę.
-Kim ona jest?
-To twoja dziewczyna?
-Jak się nazywa ta młoda dama? -Zdradź nam chociaż skąd się znacie. - zaczęły się pytania. Jedna z osób podeszła do mnie  robiąc mi zdjęcia. /Uderzaj gdzie popadnie./ Przypomniałam sobie słowa Justin'a. Zacisnęłam dłoń w pięść i zamachnęłam się mocno. Cios prosto w twarz. Idealnie.
-Spadać. - krzyknęłam. Doszliśmy, przepraszam raczej dobiegliśmy do drzwi. Bieber otworzył je przede mną. - Justin... - pokręciłam głową w prawo i lewo.
-Słucham Cię Isabel.
-Ile razy mam Ci mówić, że jestem....
-Izzy? - przerwał mi. - Pamiętam, pamiętam tylko się z tb drocze. Ale o co Ci chodzi z tym "Justin" - zaczął naśladować mój głos.
-Nie lubię szlachetnych manier.
-Spoko, spoko, więc będę traktował Cię jak kumpla. - spojrzał na mnie z boku.
-I to mi się podoba.
-Słuchaj stary. - dał mi kuśca w bok. - Ostatnio zaliczyłem kilka fajnych panienek.
-Co?! Juuustin! - zaczęłam go gonić. - Przepraszam, przepraszam. - mówiłam zawsze, gdy na kogoś wpadałam po drodze. - Mam Cię! - złapałam go za ramię.
-Nie tak prędko, maleńka. - przybliżył się do mnie z szerokim uśmiechem. Dłonie położył nad moją głową.
-Jus co chcesz zrobić? - wystraszyłam się lekko.
-Jaa? Niiiic. - nagle jeden z paparazzi wyskoczył zza rogu i zrobił nam zdjęcie. - O w mordę.
-Lepiej chodźmy do pokoju. - powiedziałam.
-Okej. - Bieber zbliżył się jeszcze bardziej, zamknęłam oczy. /Nie. Nie. Nie całuj./ Nie zrobił tego. Po prostu sięgał do klamki.
-Już Ci mówiłem księżniczko, że nie tak prędko.
-Ha ha ha. - udałam śmiech.
-Siemka chłopcy. - przywitał się z chłopakami, którzy siedzieli na sofie i grali w fife.
-Cześć. - powiedział chłopak w ful capie*
-Yo. - machnął głową drugi**.
-Oderwiecie się chociaż na chwilę? - warknął Pustin.
-Sory stary. - powiedzieli na raz. -Ooo, cześć ślicznotko. - uśmiechnął się chłopak z czupryną.
-A przestawić Ci nosek? - spytałam.
-Śliczna, słodka i zadziorna. Ideał. - zaśmiał się w full capie.
-Jus... mogę im coś zrobić? - spojrzałam na blondyna.
-Jasne. Proszę. - podeszłam bliżej i podniosłam prawą pięść do góry.
-Nie zrobi tego prawda? - spytał Czupryniak.
-Zaraz się przekonasz. - zaśmiał się cicho piosenkarz. Nagle do pomieszczenia weszła ***blondynka.
-Cześć Justin. Siema chłopcy. Eee cześć dziewczyno, która chce zrobić coś mojemu chłopakowi. - odwróciłam się w lewo. Stała i patrzyła mi w oczy.
-No dobra. Stop. - Justin podniósł do góry dłoń. - Izzy poznaj Sebastiana. - wskazał na chłopaka w full capie. - Xawier'a i słodką Daniel.
-To mogę już przestawić nosek Xawier'owi? Prooooszę. - spojrzałam na niego niczym kot ze Shreka.
-Przykro mi, ale nie chce mieć chłopaka z krzywym nosem. - odezwała się Daniel.
-Noo dobra.
-Chodź Izzy do kuchni. - Jus złapał mnie za rękę i poprowadził. - Gorąca czekolada i ciasteczka? Do tego film?
-Idealnie.
-Czy dobrze usłyszałem film, ciasteczka? Uuu romantycznie Bieber. - do kuchni wszedł Seb.
-Spadaj cipo. Ja przynajmniej mam kogoś. - Jus spojrzał na mnie ukradkiem i puścił oczko.
-Kochanie długo mam jeszcze czekać? Moje ubranie samo się nie zdejmie, a staniczek się nie rozepnie. - powiedziałam poważnie. Sebastian zrobił się czerwony. Gdy tylko wyszedł wybuchliśmy śmiechem.
-Nie zła jesteś. - przybiłam mu piątkę.

~Dominic~

/Co jej strzeliło do głowy? Dlaczego nie chce uwierzyć, że jej ojciec ją kocha./ Siedziałem w bibliotece i myślałem o Izzy.. Nagle nade mną pojawił się czyjś cień. Odwróciłem się do tyłu i ujrzałem...
-Cześć słodziaku. Co dziś porabiasz? - zapiszczała Megan.
-Nic ciekawego. - odpowiedziałem niechętnie. Nie przepadam za nią.
-Słuchaj robię imprezę może byś wpadł?
-Nie wiem zobaczę. Narka. - wstałem i odeszłam wolnym krokiem.

***

/Dlaczego nie odbierasz? Izzy. Proszę. Mam nadzieje, że wszystko z tobą ok./ Chodziłem w kółko z dziwnymi myślami, które kłębiły mi się w głowie. /Izzy leży z pociętymi dłońmi na białym śniegu./ Potrząsnąłem szybko głową to nie możliwe ona taka nie jest.
-Cześć stary. - do pokoju wszedł Matty.
-Siemson. - usiadłem na łóżku i zakryłem głowę dłońmi.
-Co jest?
-Izzy nie odbiera telefonów. Nie było jej w szkole, a rano się posprzeczaliśmy.
-Ellen też próbowała się do niej dodzwonić. Ale na marne. Była nawet u niej na chacie. Babacia powiedziała, że nie ma jej. - przez słowa Mattheow w mojej głowie pojawiły się kolejne straszne myśli.
-Kur*a! Gdyby nie ja było by inaczej. - wstając kopnąłem krzesło.
-Ej... nie obwiniaj siebie. Mam pomysł, idziemy na imprezę. Trochę się odstresować.
-Nie mogę. Ciągle będę myślami przy Izzy.
-Stary nie karz się prosić dwa razy. - poklepał mnie po ramieniu.

***

Matty namówił mnie. Teraz siedzę narąbany w trzy dupy  i nie wiem co się dzieje. Koło mnie siedzi jakaś blondynka... chwila to Megan.
-Mhmm słodki jesteś, gdy tak na mnie niewinnie patrzysz. - wyszeptała mi do ucha.
-Sso? Troszeczke tu głośno... - wybłąkałem.
-Chodź. - wstając podała mi dłoń. Złapałem ją i ruszyliśmy w stronę schodów. Weszliśmy do pokoju. Popchnęła mnie na łóżko, siadając mi na kolana.
-Meg? Co ty wyprawiasz? - spytałem.
-Ciśśś. - zamknęła mi usta pocałunkiem. - Wiem, że tego pragniesz, tak samo jak ja.
-Nie wiem o czym ty mówisz. - próbowałem się jakoś wydostać, ale na marne. Megan zaczęła mnie rozbierać. Dotykała moją nagą klatę i całowała. Chwilę potem zdjęła z siebie wszystko co miała. Zaczęliśmy się całować. Chciałem przestać, ale moje ciało odmawiało. Przełożyłem ją pod siebie. W jednej sekundzie ktoś wszedł do pokoju. Odwróciłem się, a tam stał Owen. Dobrze, że miałem spodnie. Nie chciałbym żeby jakiś bęcwał oglądał moje jędrne pośladki.
Odskoczyłem jak poparzony od Meg. Złapałem swoją koszule i zacząłem ją wkładać.
-Zabije Cię gnoju. - wysyczał Owen podbiegając do mnie.
-Za co? Jeśli dobrze słyszałem wy razem już nie jesteście. - podniosłem ręce w geście obronnym.
-Nie chodzi mi o tą sukę. - machnął głową w stronę Megan, która siedziała naga pod kołdrą. - Chodzi mi o Izzy. Dlaczego ty ją tak ranisz? Ona jest idealna! A ty frajerze chciałeś zdradzić ją na imprezie. Taki plan sobie ułożyłaś prawda, Meg? - zwrócił się do niej.
-Spadaj Black. - powiedziała tylko.
-Co jaki plan? Owen o co Ci chodzi? - zerkałem to na niego to na nią.
-Ta sucza od samego początku próbuje Cię rozkochać w sobie.  W tym zawsze przeszkadzała jej Iz. A, gdy nadarzyła się okazja porwała Cię do łóżka. - wytłumaczył mi. - Zadowolony?
-Meg powiedz, że to nie prawda.
-Owen zginiesz. - powiedziała wstając z kołdrą.
-Stary słuchaj to nie tak, że mam coś do ciebie. Ale jeśli zrobisz coś Izzy to wiedz, że nie wyjdziesz z tego cało.
-Dzięki.



----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


 *Sebastian Truman - 18 lat. Przyjaciel Justin'a. Tańczy w jego grupie tanecznej.
**Xawier Payne - 19 lat. Przyjaciel Justin'a i Sebastian'a. Chłopak Daniel. Tak samo jak Seb jest w grupie tanecznej.
 ***Daniela Ford - 18 lat. Kumpela Seby i Justin'a. Dziewczyna Xawier'a. Tańczy u Justin'a.


















Ja was naprawdę bardzo przepraszam :c Pisanie idzie mi naprawdę bardzo ciężko :<

Następny prawdopodobnie za tydzień.
Alexis :3


Ps.. Przepraszam za każdy błąd :<
Zachęcam do komentowania :3

sobota, 4 stycznia 2014

Rozdział 11. "'O proszę panienka myśli, że mnie to zaboli?”



            /Ten rozdział czytasz na swoją odpowiedzialność. Tekst może zawierać treść erotyczną.   
                                                      Przepraszamy za usterki:)/
14.12 ( dzień przyjazdu Justin'a Bieber'a)

~Izzy~

/W co tu się ubrać?/ Siedziałam przed szafą i zastanawiałam się co na siebie włożyć./ Dziś jest wielki dzień. Do Pill przyjeżdża Justin Bieber. Ellen jest strasznie tym podniecona. Ktoś wszedł do mojego pokoju. O wilku mowa.
-Cześć. Dlaczego siedzisz i się nie ubierasz? - spytała El.
-Nie mam w co się ubrać.
-Jejku ty to masz problemy... - ruszyła w moim kierunku i wyjęła potrzebne rzeczy.
-Ty jak widzę nie masz problemów z dobraniem ubrań. - wskazałam głową jej sukienkę.
-Mama mi kupiła. Jest słodka. - zapiszczała. - Dobra leć, czekam na Ciebie. Pobiegłam do łazienki. Przebrana wróciłam.
-Idealnie. - skomentowała.

***

-Ile ludu. - powiedziałam na widok zebranych fanów. Każdy miał coś na sobie z podobizną Bieber'a. - Po co ja tu w ogóle przyszłam?
-Jesteś tu ze mną. Bo ja Cię o to poprosiłam. - uśmiechnęła się Ellen szeroko.
-Tsa jasne. Ale ja zaraz mykam bo mam trening.
-Ooo żal myślałam, że pójdziemy razem na kawę. Obgadamy sylwestra.
-Ja na sylwka nic nie planuje.
-O o o idzie! - krzyknęła jakaś psychofanka.
-Gdzie? Ooop Justin! - odpowiedziała jakaś, gdy tylko zobaczyła gwiazdę zaczęła głośno krzyczeć i piszczeć.
-Omg. Raatunku. To nie mój klimat. - wyszeptałam sama do siebie.

***

-Ehm, kim jesteś? - usłyszałam jakiś głos za sobą. Odwróciłam się i ujrzałam Justina Bieber'a.
-E e e... cześć jestem Izzy... mogę wiedzieć co ty tu robisz? - nie żebym była nie miła, ale nie przepadam za nim.
-Mam próbę... znaczy powinienem mieć, ale ty tu jesteś. - stał i się przyglądał.
-Sorki, ale musiałeś się pomylić bo za 10 minut zaczynam kurs z dzieciakami.
-Eee. Scoot powiedział mi, że będę mógł sobie tu sobie w ciszy poćwiczyć. - Justin lekko się zarumienił.
-Wiesz możesz pójść za lustro weneckie. - wskazałam wielkie lustro, w którym było nas widać.
-O nie! Nie będę ćwiczył w jakimś składziku! Chyba sobie śnisz, że tam pójdę! - krzyczał.
-Hola hola. Ogarnij tą swoją gębę, bo nie życzę sobie żeby jakaś laleczka wchodziła do mojego miasta i się na mnie wydzierała! Nie jesteś kimś ważny w mojej głowie za jakiego się uważasz, jesteś jakimś nastolatkiem, który zaśpiewał kilka piosenek, nagrał kilkadziesiąt płyt, ma wielu fanów i myśli, że wolno mu wszystko. Więc NIE KRZYCZ NA MNIE!!! - sama zaczęłam na niego krzyczeć.
-O proszę, panienka myśli, że mnie to zaboli. Ups to się chyba troszkę pomyliłaś. - uśmiechnął się w szyderczy sposób. /Ciekawe ile dostane za przyjebanie gwiazdce w ryj./
-Słuchaj no cioto... jak powiesz jeszcze raz na mnie "panienka" to twój słodki pyszczek  tego pożałuje. - zabrałam torbę i wyszłam na zimne powietrze. - Hej Tina! - krzyknęłam, gdy zobaczyłam mała dziewczynkę kierującą się w moim kierunku.
-Cześć Izzy, czemu stoisz na podwórku? - po chwili pojawiła się grupka roześmianych dzieci.
-Słyszeliście, że Justin Bieber, jest już u nas? - powiedziała Tina, gdy zobaczyła przyjaciół.
-Tak!!!! Nie mogę się doczekać jego koncertu!! Chce go poznać! - krzyczała Lola, mała blondyneczka.
-Co Ci się tak podoba w Justin'ie? Przecież to idiota. - przyłączyłam się do rozmowy
-Idiota? Mówisz o moim mężu... - Lola złożyła swoją mała dłoń w pięść i zaczęła mi machać nią przed nosem. - Wiedz, że jeśli jeszcze raz tak powiesz to nie zawaham się jej użyć.
- Okej, spokojnie Lolitko - złapałam ją za nos i wybuchłam śmiechem. - Chodźcie, bo zamarzniecie. - otworzyłam drzwi do pomieszczenia, usłyszałam głośną muzykę.
-Kto tam jest? - spytała Tina.
-Nie wiem zaraz zobaczymy. Idźcie się przebrać, ja poczekam na sali. - podeszłam do DVD i wyłączyłam muzykę.
-Co kurw... - Justin odwrócił sie w moją stronę - To znowu ty? Czy nie jasno się wyraziłem? Ja tu mam trening.
-Really? - uśmiechnęłam się sztucznie - Myślałeś, że stchórzyłam? Pomyliłeś się ja po prostu wyszłam zebrać swoją ekipę. - podeszłam do niego bliżej i wyszeptałam – Za chwilę tu przyjdą i jest tam wiele twoich mega fanów, więc albo wyjdziesz normalnie albo będziesz uciekał od Lolity.
-Haha śnisz dziewczynko myślisz, że przestraszysz mnie tymi słowami. - zbliżył twarz do mojej twarzy, że dzieliły nas jakieś 2 centymetry. Miał duże niebieskie oczy w których widziałam złość. Nagle usłyszałam stłumiony krzyk.
-O jeeeezu!!! Izzy co on tu robi?! Omg Justin Bieber!!! Aaaaa - gdy JB się odwrócił zauważył Lole, która biegła w jego stronę i mocno się do niego przytuliła. Wybuchłam śmiechem, a po chwili reszta dzieci zaczęła krzyczeć i skakać. Spojrzałam w kierunku Justin'a również patrzył w moją stronę. Tym razem zamiast złości w jego oczach widziałam strach.
-Help me - wyszeptał bezgłośnie.
-Hey dzieciaki!!! Spokój!! Liczę do trzech i stoicie na swoich miejscach. Raz. Dwa. - wszystkie maluchy od razu stawiły się na miejscach. - No dobra, a teraz po kolei... Tina. Zaczynasz za 8 minut.
-Eeej, dlaczego ja?!  Ale ja nie pamiętam kroków! - oburzyła się
-Dla tego dałam Ci czas na przypomnienie sobie. Zostało Ci 6 minut. - podeszłam wolnym krokiem do Justin'a. - I co powiesz na to "laleczko", będziesz grzeczny? Czy mam znów ich nasłać na ciebie?
-Nie dzięki... Ej mogę zostać? Wydajesz się na ciekawą osobę.
-O proszę, nasza gwiazdeczka potrafi pytać "czy może". Spoko siadaj tylko nam nie przeszkadzaj.- usiadł na krzesło, a ja ruszyłam na środek.

*** 

-Nie zła jesteś. - skomentował Justin, gdy zajęcia się skończyły.
-Dzięki. - odpowiedziałam i ruszyłam do wyjścia.
-Hej zaczekaj... sorki za tamto na początku, ale trochę mnie poniosło. Dziś po prostu miałem zły dzień i chyba się wyżyłem na tobie. W ramach przeprosin może byś poszła ze mną na kawę? -/Słucham?! Czy dobrze słyszę? Justin zaprasza mnie na kawę. Hahaha chyba śni./
-Sorki, ale umówiłam się z przyjaciółką. Na razie Lolitko - dziewczyna się odwróciła i pokazała mi język. Po chwili jednak z powrotem podbiegła do nas.
-Ej, mogę Cię o coś po prosić? - zwróciła się do Bieber'a.
-Słucham Cię...
-Czy mogę pocałować Cię w policzek? - mała lekko się zarumieniła tak samo jak "laleczka"
-Spoko nie ma sprawy - nachylił się, a Lola go pocałowała.
-Dziękuje. Ej Izzy tylko nie podrywaj mi męża! Pamiętaj, że nie zawaham się jej użyć. - pokazała pięść. Wybuchłam śmiechem.
-No Bieber nie wiedziałam, że jesteś już żonaty. - zatrzasnęłam drzwi  i zamknęłam je na klucz.
-Szczerze? Ja też nie. Hymm, a w sprawie tej kawy. Twoja przyjaciółka też może się z nami wybrać.
-No sama nie wiem. - /Chociaż co mi szkodzi? Przynajmniej Ellen spełni jedno ze swoich marzeń./ -Okej, ale muszę iść do domu, wziąć prysznic, a potem jestem twoja...
-Moja? Oj maleńka nie rozpędzaj się tak. - zaśmiał się cicho.
-Słuchaj no... obiecuje Ci, że jak jeszcze raz powiesz do mnie maleńka to przestawię Ci ten twój idealny nosek. Tylko mój chłopak może tak do mnie mówić. - to go trochę zbiło z tropu.
-Ehe twój chłopak, to może jednak zostaniesz z przyjaciółką.- chyba się lekko wystraszył.
-Mięczak.
-Ja mięczak? Hahaha chyba w twojej główce. Po prostu nie chcę by twój chłopak miał jakieś wąty do mnie.
-Mhm... spoko, ale on taki nie jest. Chodzi poczekasz u mnie. - ruszyłam w stronę domu, ale pan Wielka Gwiazda nie miał chyba zamiaru się ruszać ze swojego miejsca. - Co jeszcze kurwa mi powiedz, że mam Cię zanieść.
-Miło by było, ale nie rozstaje się z Kimberlly.
-Omg co za facet - powiedziałam do siebie.
-O proszę nowa twoja wada mówisz sama do siebie.
-Mówi to facet co nazywa samochody ludzkimi imionami. - pokręciłam głową i zawróciłam.- To gdzie ta twoja Kim?
-Kimberlly. - poprawił mnie. Ruszył w kierunku parkingu, a ja ruszyłam za nim. Przed oczami ukazał mi się . mercedes. Dość nowoczesny.
-Nie złe cacko. - powiedziałam.
-Dzięki. Wsiadaj. - otworzyłam drzwiczki od strony pasażera i powoli umieściłam pupę na właściwym miejscu. Już po chwili Jus był za kierownicą. -  Gdzie jechać?
-Wyjedziesz stąd i w prawo potem prosto. Zatrzymaj się, gdy zobaczysz biały dom. Trochę starodawny.
-Ok ok. - odpalił silnik, którego w ogóle nie było słychać. Wyjęłam telefon z kieszeni i napisałam do Ellen.

                                  Do: Ellenka:>
           Hay!Hey!Hallo!
Cześć Ellenko, mam dla ciebie           niespodziankę. Wpadnij do mnie za jakieś pół godzinki. Będę czekać. Kosiam :***

                                           ***

Justin usiadł na łóżko i przyglądał mi się ukradkiem. W końcu nie wytrzymałam i wybuchłam.
-Mam coś na twarz, że tak mi się przyglądasz?
-Tak masz te słodkie oczy. - odparł ze słodkim uśmiechem.
-Oj nie cukruj Bieber nie cukruj. Zaraz wracam. Uważaj tylko na moją przyjaciółkę! - zawołałam zza drzwi od łazienki. Odkręciłam wodę i weszłam pod prysznic. Nagle usłyszałam głośny pisk. /Ellen./ Wybuchłam stłumionym śmiechem. Umyłam dokładnie każdy zakamarek ciała, wyszłam i już po 10 minutach byłam gotowa.
-Heeej Ellee...- przerwałam, gdy zobaczyłam, że to nie Ellen stoi tylko Matty. - Co tu robisz?
-Myślałem, że jesteś sama, ale widzę, że jednak źle myślałem. - odparł wskazując lekko głową na Justin'a.
-Nie, wybieram się z "laleczką" i Ellen na kawę. - uśmiechnęłam się.
-Laleczką? Aaaa kumam. Nie no okej, jak coś to potem się zgadamy. - już miał wychodzić, ale go zatrzymałam.
-Kto tak wiszczał? Myślałam, że to El.
-Ee ja. Nie żeby coś, ale lubię tą twoją "laleczkę"- przyznał się zarumieniony Matty.
-Okeeej spoko... - /Omg z kim ja się zadaje?!/  - Jak coś to dam Ci znać jak będę sama.
-Ok. - wyszedł. Usiadłam obok Justin'a i przyjrzałam się mu. Ten zaś wpatrywał się w zdjęcie, gdzie byłam z mamą.
-To twoja mama? - spytał wolno.
-Tak.
-Czy coś się stało z nią?
-Po co Ci kurwa to wiedzieć?! Nie interesuj się nie swoimi sprawami! - nie wiem czemu zaczęłam się na niego wydzierać. Po prostu zabolało to jego pytanie.
-Przepraszam, chciałem być miły. - odwrócił wzrok w stronę okna.
-Nie to ja przepraszam, nie powinnam na ciebie tak naskakiwać. - usłyszałam trzaśnięcie drzwi frontowych, a po chwili w drzwiach stała Ellen. Stała nieruchomo.
-Hallo? Ziemia do Tantan... szzz odbiór... Tantan...odpowiedz nam... szzz - udawałam, że mówię przez łoki toki, a Bieber śmiał się.
-Izzy mam omamy... widzę Justin'a Bieber'a. - powiedziała tak cicho, że prawie nic nie usłyszałam.
-Nie Ellen, on tu naprawdę jest. - powiedziałam.
-Tak jestem tu.- dodał Bieber.
-E e e. Heej... - pierwszy raz odkąd poznałam El, zamurowało ją nie wiedziała co powiedzieć. - Wiem, że tak głupio pytać, ale mogę zrobić sobie z tobą zdjęcie?
-Czemu nie. - Jus zrobił miejsce dla Ellen. - Królowo lodu mogła byś nam zrobić?
-Zamknij się laleczko. - wzięłam telefon od El i cyknęłam kilka fotek. - Już. - oddałam jej urządzenie. - Słuchaj no Bieber u nas o tej godzinie są tłumy w kawiarenkach. Więc albo zostaniemy tu u mnie, albo zostaniesz zaatakowany przez swoich fanów. To co wybierasz?
-Ej Iz pamiętasz tamtą knajpkę na skrzyżowaniu? Tam zawsze są pustki. - wtrąciła się Ellen.
-Hmm nie wiem możemy zobaczyć. - schowałam telefon do kieszeni. - Idziemy?
-Tak, tak już. - Justin wstał i ruszył na dół do samochodu. Poszłyśmy w jego ślad.

                                         ***  

Stało się tak, że knajpa o której wspomniała El była pusta. Nie dziwię się, śmierdziało tam starymi skarpetkami, a kawa nie smakowała jak kawa tylko siki. Fuuu...
-Izabell jesteśmy. - odezwał się Justin, gdy tylko Kimberlly się zatrzymała pod domem.
-Jestem Izzy, a nie Izabell. - poprawiłam go. Powoli zaczęłam wychodzić z samochodu, ale zatrzymał mnie Bieber.
-Spotkamy się jeszcze?
-Eee nwm zależy jaki los nas czeka - powiedziałam zatrzaskując drzwiczki. Szłam powoli, nagle wpadłam w poślizg i upadlam na pupę. Pośpiesznie odwróciłam się w stronę, gdzie znajdował się samochód. Dalej tam stał, a Justin zanosił się od śmiechu. Opuścił powoli szyby i zawołał ze środka:
-Udam, że tego nie widziałem! - pokazałam fack you. Wstałam ruszając do domu.
-Wróciłam! - krzyknęłam w korytarzu.
-Hej Izzy jestem w kuchni... - usłyszałam babcię. Weszłam do pomieszczenia i zobaczyłam Dominic'a siedzącego obok babuni.
-E e hej. - pocałowałam go w policzek. - Coś się stało?
-Tak, ale możemy pogadać na osobności? - spojrzał znacząco na babcie.
-Tsa spoko chodź na górę. - idąc tak w stronę pokoju myślałam o czym on chce rozmawiać. Bałam się. - Słucham. - powiedziałam, gdy usiadłam na łóżku. Dom zrobił to samo, ale po chwili opadł na poduszki.
-Tak się zastanawiałem... ukrywasz coś przede mną? - zaczął powoli
-Niby co? Co mam przed tobą ukrywać?! - mój ton lekko się podwyższył.
-Uspokój się Izzy, zadałem proste pytanie, a ty Od razu się denerwujesz. Pytam ostatni raz ukrywasz coś przede mną?
-Zależy w jakim sensie. - oczywiście, że nie wiedział o problemie Matt'a ani o tym, że byłam dziś z Justin'em  na kawie.
-Eh... Widziałem dziś jak wsiadałaś do jakiegoś odjechanego samochodu. Znalazłaś sobie kogoś lepszego? Kogoś kto ma dużo forsy i da Ci wszystko? Może i da Ci dużo, ale nie da Ci czegoś co mogę ja Ci zaoferować. Prawdziwą miłość. - poczułam jak w oczach zbierają mi się łzy, spojrzałam na niego.
-Myślisz, że lecę na bogatych? Myślisz, że jestem kurwą, która puszcza się za kasę? - wyszeptałam
-Nie nie myślę tak o tobie - przerwał mi.
-Dziś u mnie na zajęciach był Justin Bieber, trochę się pokłóciliśmy i w wyrazach wdzięczności zaprosił mnie i Ellen na kawę. Dlatego wysiadałam z drogiego auta, ale widzę, że ty myślałeś inaczej, myślałeś, że Cię zdradziłam. Miałeś mi zaufać! Nie zrobiłeś tego! Proszę wyjdź. Wynoś się z mojego pokoju! - nagle przed oczami zrobiło mi się ciemno, a w brzuchu poczułam ostry ból. Upadłam na podłogę.
-Izzy? - poczułam jego dłoń na plecach.
-Dom boli... - otworzyłam oczy i zobaczyłam bladego Dominic'a. Próbowałam się podnieść, ale znów przeszedł mnie ból.
-Poczekaj pomogę Ci. - podniósł mnie i położył na łóżku.
-Dom... zostań ze mną proszę. -   nagle naszła mnie chęć na coś miłego. Przyciągnęłam go do siebie i namiętnie pocałowałam.
-Ale twoja babcia jest na dole. -wyszeptał
-Trudno, ale ja mam na ciebie ochotę więc, albo się godzisz, albo wypad stąd.
-O nie takiej okazji to nie przegapię. - nachylił się i mnie pocałował. Włożyłam ręce pod jego bluzę i ją zdjęłam tak samo koszulkę. Potem on mnie rozebrał. Nasze ciała się dotykały czułam jak bije mu serce. Całowaliśmy się namiętnie, dotykając się dłońmi po całym ciele. Włożył mi rękę pod głowę, a drugą pod plecy. Po chwili to ja leżałam na nim. Dotykałam jego klaty, całowałam szyję i gryzłam za wargi. Dotykał mnie w miejscach intymnych pieszcząc mnie i moje ciało. W końcu postanowił wejść we mnie, poczułam lekki ból, ale dzięki  jego pocałunkowi zapomniałam o tym  i znów się  całowaliśmy. Robił to delikatnie, wiedziałam, że nie chce mnie zranić. Kochał mnie i nie pozwoliłby bym przez niego cierpiała. Zaczęłam go mocniej do siebie przytulać jakbym się bała, że zaraz zniknie. Po chwili poczułam to czego pragnęłam, było mi tak dobrze. Dominic położył się obok mnie i przykrył nas kołdrą. Położyłam głowę na jego brzuszku.
-Dziękuje. - wyszeptałam całując go w klatę.
-Dla mojej księżniczki wszystko.

***

Obudziłam się z przerażającym bólem głowy. /Co ja robiłam?/ podniosłam się lekko i zauważyłam leżącego obok Dominic'a. /Aaa... Małe szaleństwo w nocy./ Ubrałam dresy i koszulkę wchodząc na łóżko pocałowałam go w nosek, a on otworzył oczy.
-Jak się spało kochanie? - spytałam.
-Najlepiej na świecie. - uśmiechnął się i pociągnął do siebie. Zaczął mnie gilgotać, śmiałam się chyba za głośno bo po chwili w drzwiach stała zaspana babcia.
-Co wy tu wyrabiacie? - spytała przecierając oczy.
-Mała rozgrzewka by w ciągu dnia krew lepiej krążyła. - powiedział Dominc.
-Wczoraj wieczorem nie poćwiczyliście za dużo? - babcia uśmiechnęła się szeroko.
-Babciu! - rzuciłam w nią poduszką. Spojrzałam na Dom'a był czerwony jak burak. - Wypad stąd!
-No dobra, dobra, idę, tylko dajcie mi spać bo jest niedziela. - odwróciła się i ruszyła do sypialni obok.
-To co robimy przez resztę dnia? - spytałam patrząc na jego słodkie oczka.
-Miałem ochotę przeleżeć cały dzień z tobą. - pocałował mnie w szyje. - No chodź, kochanie. - pociągnął mnie tak, że leżałam na nim. Pocałowałam go w usta. Już chciał zdjąć mi bluzkę, gdy odparłam.
-O nie! Wstawiaj! - wybuchłam śmiechem i uciekłam do łazienki. Spojrzałam w lustro. Moja twarz była delikatna, uśmiech szeroki, a oczy miały małe iskierki.
-Puk, puk. Jest tam moja księżniczka? - usłyszałam głos Dominic'a za drzwiami.
-Nie ma mnie. - otworzyłam i po chwili stałam przyciśnięta do ściany. - Puszczaj chce cię wykąpać.
-To umyję się z tobą. - zdjął mi koszulkę, a ja sama zdjęłam spodnie i bieliznę. Weszłam do wanny, po mnie wszedł Dominic. Puściłam wodę, nalałam płynu by zrobić pianę.
-Mhmm przyjemnie. - Pocałował mnie w usta.
-Proszę Pana, a wie Pan, że mi na Panu zależy?
-Naprawdę? Dziwny zbieg okoliczność, bo mi na Pani też.

***

 Siedziałam na łóżku i czytałam "Jutro 4 ". Naprawdę ciekawa książka, ale coś tą czwarta część    mi nie idzie. Odłożyłam ją na stół. Włożyłam słuchawki w uszy i się położyłam zamykając oczy. Wspominałam swoje dawne czasy spędzone z Niną, zabawy w śniegu, wspólne wypady na plaże. Tęskniłam za nią. Postanowiłam wysłać do niej sms'a.

Do: Ninka:>
Hejka skarbie :* Dawno się nie odzywałam bo miałam kilka spraw do załatwienia. Co u ciebie słychać? Odezwij się szybko... czekam Izzy :*

Do pokoju wszedł Dominic.
-Gotowa? - mieliśmy iść na spacer, ale na śmierć o tym zapomniałam.
-Eee no jeszcze chwilka. - skłamałam.
-I tak wiem, że kłamiesz. Leć się przebierz, poczekam.
-Okej już lecę. - wzięłam ubrania z szafy i poszłam się przebrać. Po 5 minutach byłam już gotowa. Wróciłam tanecznym krokiem do Dom'a.
-Śliczna jesteś. - objął mnie w pasie.
-Dziękuje koteczku. - cmoknęłam go w policzek. Zeszliśmy wolnym krokiem po schodach. - Babciu wychodzę.
-Tak, tak. Idź zostaw babkę samą. - usłyszałam głos babci.
-Oj babciu wynagrodzę Ci to jakoś, jutro nie pójdę do szkoły to pojedziemy na zakupy.
-Ooo na pewno nie. Od szkoły to ty mi się maleńka nie wymigasz. Jeśli pozwolisz mi się dziś wieczorem uczesać to zapomnę o tej sprawie. - Susan uwielbiała moje włosy, ale nigdy nie pozwalałam ich dotykać.
-No dobrze, ale tylko jedna fryzura.
-Nooo okej, bawcie się dobrze. - pomachała nam.
-Oj z nim zawsze się dobrze bawię.

***

-Daleko jeszcze? - nogi mi już odpadały od tego spaceru, ale Dominic uparł się, że chce mnie zaprowadzić do ważnego miejsca.
-Nie marudź tylko chodź.
-Nogi mi wysiadają. - żaliłam się.
-Jeszcze tylko kawałeczek. No chooodź. - złapał mnie za łokieć bym mogła przejść po dużej kłodzie. - Noi jesteśmy. - rozchylił gałęzie drzew i wyszliśmy na górkę z której było widać całe Pill.
-Jak tu ślicznie. - wyszeptałam.
-Wiesz Izzy, może i pomyślisz, że jestem głupi, ale chcę z tobą zamieszkać w tym miejscu, na tej górze. Mieć słodkie dzieci i byś nosiła moje nazwisko. Po prostu chcę spędzić z tobą resztę swojego życia. Kocham cię nad życie. - Dominic
stał na przeciwko mnie i patrzył mi głęboko w oczy.
-Oj Dom ja też Cię kocham. Tak uważam, że jesteś głuptas mój kochany głuptas. - podeszłam bliżej i mocno go przytuliłam.



---------------------------------------------------------------------------------------------------------



Rozdział dłuuuugi :3 Jak nigdy...
Następny? Nie wiem kiedy:( Brak weny.
 Przepraszam za każdy błąd :(
Lukajcie na mojego aska :) 

Wasza Alexis <3

sobota, 28 grudnia 2013

Rozdział 10."Kto by się spodziewał królowo "



~Izzy~
Stałam przed lusterkiem przyglądając się swojemu odbiciu. Jestem zbyt chuda, muszę lekko przytyć. Wszystko
było ok, tylko nie moje włosy.
-Przydałby się fryzjer. - mruknęłam, a chwilę potem zadzwonił mój telefon. Rzuciłam się w jego kierunku. Na wyświetlaczu pojawił się nie znany numer. - Tak?
-Izzy? - usłyszałam znajomy głos. Ojciec. Nie mogłam wydusić z siebie ani jednego słowa. - Jesteś tam? Izzy...
-Czego chcesz?! - krzyknęłam.
-Muszę Cię przeprosić. Zmieniłem się, wróć do mnie, proszę. Izzy... - jak on śmiał dzwonić do mnie po tym wszystkim?  Poczułam jak zbiera się we mnie złość.
-Nie chce twoich przeprosin! Nie chcę Cie znać! - rozłączyłam się. Usiadłam na łóżku i zalałam się łzami. Dlaczego płaczę? Dlaczego jest taki mi źle? Dlaczego mam poczucie winny? Przecież to nie moja wina, że nie chcę go znać. A może jednak chcę. Może chcę by był ze mną tu teraz. Siedział i śmiał się wraz ze mną? NIE. Nie mogę na to pozwolić. Leżałam z zamkniętymi oczami, gdy naglę ktoś wszedł do mojego pokoju.
-A tu co się dzieje?! Dlaczegosz płaczesz? - nie otworzyłam nawet oczu bo wiedziałam, że to Ellen. - Wstawaj! Lecimy na zakupy, trzeba kupić sukienki.
-Nie mam humoru. Ojciec dzwonił. - powiedziałam.
-Aaa to pewnie on siedzi w salonie z twoją babcia.
-CO?! Pośpiesznie wstałam. Wytarłam brudne od tuszu policzki i zbiegłam na dół. W salonie nikogo nie było, a w kuchni siedziała babcia nucąc piosenkę Agnieszki Chylińskiej.
-Gdzie on jest? - spytałam
-Kogo masz na myśli? - odpowiedziała pytaniem na pytanie.
-Ojca. Dzwonił do mnie, a potem Ellen powiedziała, że jest na dole z tobą.
-Nie miałam innego wyjścia. Inaczej byś nie zeszła. - usprawiedliwiła się El, która schodziła właśnie po schodach.
-Wiesz dziecinko, przydadzą Ci się te zakupy, całymi dniami siedzisz w domu, albo w szkole, a czasami jesteś na zajęciach i to wszystko! Powinnaś się rozerwać... Chcesz to pożyczę Ci trochę pieniędzy oddasz jak tylko będziesz miała. - wtrąciła Susan.
-Ale babciu z kim ty zostaniesz?
-Nie martw się o mnie, pojadę do Denis'a, zagramy sobie partyjkę szachów. - uśmiechnęła się.
-No to okej. Zaraz wracam. - wbiegłam na górę i po chwili byłam już z powrotem. Babcia wyjęła ze skrytki pieniądze. - Nie chcę twoich pieniędzy, mam swoje.
-Ależ Izzy, nie ma, że nie chcesz. Masz brać, a nie mi tu gadasz, że nie chcesz! Raz dwa! - wepchała mi je do dłoni i odeszła.
-Eh uparta jak osioł. - pokręciłam głową.
-Słyszałam to! - zawołała babunia z salonu.

***

-Ellen ile jeszcze chcesz odwiedzić sklepów? - byłyśmy już ponad w 15 sklepach, ale El nie mogła się zdecydować.
-Jeszcze kilka. A ty dlaczego nic nie wybierasz? - uśmiechnęła się szeroko.
-No bo nie wiem co by do mnie pasowało. Widziałam kilka, ale są za krótkie, a wyobrażałam sobie siebie w długiej sukni. Niczym księżniczka.
-Powiadasz długie? Na rogu jest sklep z takimi sukienkami. Chodźmy! - pociągnęła mnie za rękę. - Izzy! Tą! Tą! Musisz ją przymierzyć! - krzyczała na widok sukni na wystawie.
-Okeeej. - weszłam do środka. - Dzień dobry. Mogła bym przymierzyć sukienkę z wystawy?
-Oczywiście, już ją daje. - sprzedawczyni poszła i po chwili przyszła z czerwoną sukienką.
-Dziękuje. - wzięłam ją. Ruszyłam w stronę przymierzalni. /Gdzie jest Ellen? Zniknęła mi gdzieś. Pewnie znalazła coś dla siebie./  Włożyłam ją. Była idealna. Jej barwa idealnie pasowała do moich czarnych włosów. Wyszłam z pomieszczenia i przeszukałam wzrokiem sklep w poszukiwaniu Ellen.
-Wyglądasz pięknie. - usłyszałam za sobą męski głos. Owen.
-Co ty tu robisz? - odwróciłam się do niego.
-Aaa przyszedłem z Megan. O właśnie wyszła z przymierzalni. O o - przekręciłam głowę o 180° i się załamałam.
-Jak? Co? - wyszeptałam. Megan stała w takiej samej sukience, ale na niej wygląda ona o wiele lepiej. Jej blond włosy kontrastowały się z czerwoną barwą sukni. Wyglądało to jakby były dla siebie idealne.
-Nie możesz jej kupić, ja byłam pierwsza. - zabroniła mi.
-Nawet nie chcę. Ty lepiej w niej wyglądasz, twój świński ryjek pasuje do tej czerwieni. - pokazałam jej fuck you i odeszłam  z uśmiechem na twarzy. Nie mogłam jej powiedzieć prawdy, co by o mnie pomyślała? Wole być zła kurwą niż miłą dziewczynką. Zdjęłam sukienkę potem przebrałam się w swoje ubranie.
-O tu jesteś! - zawołałam do Ellen, która chodziła w przedziale z butami.
-I jak sukienka? - spytała.
-Była spoko, ale Megan kupiła identyczną.
-Wiesz, widziałam jeszcze taką fajną miętową. Chodź przymierzysz. - pobiegłyśmy w jej kierunku.

***

-Mówię Ci babciu, nigdy nie byłam, w tylu sklepach w ciągu jednego dnia!  Ellen wszędzie chciała zajść, wszędzie. - opowiadałam babci o dzisiejszych zakupach. Było już późno, ale nie chciało nam się spać więc usiadłyśmy z lodami przed telewizorem  i oglądałyśmy "Tylko mnie kochaj" czasami przerywając rozmową.
-Wiesz Izzy, twoja mama była taka sama, zawszę marudziła na temat chodzenia. Mogłaby siedzieć i siedzieć. Była leniem. - zaśmiała się cicho.
-Heeej babuńciu! Ja nie jestem leniem. Przecież tańczę. - włożyłam do ust łyżkę z lodami.
-No tak, tak, tak. Ale jeśli chodzi o zakupy, czy spacer od razu odmawiasz. - spojrzałam na babcie spod byka. - No dobra nie jesteś leniem.
-No i jest git!
-Mam jeszcze jedną sprawę. - nagle mina Susan zrobiła się poważna.
-Coś nie tak?
-Wiesz Izzy, powinnaś pogadać tak normalnie z ojcem. Nie mówię, że od razu masz mu wybaczyć, tylko dobrze by było gdybyś z nim pogadała.
-Co?! - nie mogłam uwierzyć. Babcia chyba straciła mózg.
-Pewnie myślisz, że straciłam mózg, ale tak nie jest. Każdy zasługuje na drugą szanse. Nawet tacy ludzie jak Derek.
-Nie, on nie zasługuje. Zbyt bardzo mnie zranił. - wstałam z sofy. - Idę spać. Dobranoc.

***

(Tydzień później.)

/To już dziś. Głupi bal. Nie cieszę się zbytnio. Głupie tańczenie, picie po kryjomu mocniejszego picia, lizanie się po kątach i nawet więcej./ Stałam w pokoju czekając aż babcia upnie mi włosy. Temat o tacie nie został poruszony ani razu.
-Noi gotowe. Jeszcze tylko ubierzesz sukienkę to Cię pomaluje. - wstałam i przyjrzałam się w lusterku. Wyglądałam bosko! Włosy miałam ślicznie uczesane. Babcia spisała się na medal.
-Kocham Cię babciu. - przytuliłam ją mocno.
-Dobra, dobra. Dość tych przytulanek, ubieraj się. Masz pół godziny do przyjścia Dominic'a. A muszę jeszcze zrobić Ci makijaż.
-Oki doki. - szybko się przebrałam i usiadłam z powrotem na miejsce. Po skończonym dziele nie mogłam uwierzyć, że to ja. Babcia idealnie dobrała kolory. O mało co się nie popłakałam ze szczęścia.
-Wyglądasz pięknie, tylko czegoś mi tu brakuje. Zaraz wracam. - wybiegła i po chwili wróciła z małym pudełeczkiem. -Twoja prababcia to nosiła, potem ja, a kilka lat temu twoja mama miała to na sobie, gdy szła na bal. Teraz kolej na ciebie. - założyła mi piękny srebrnym naszyjnik.
-Na prawdę? Jejku! - usłyszałam pukanie do drzwi. - Idź otwórz ja zaraz zejdę.

~Dominic~
/Nie mogłem się doczekać, aż w końcu ją zobaczę! Tą jedyną. Moją księżniczkę. Moją miłość. Dla niej nawet się zabije./ Stałem pod drzwiami Izzy. Zapukać, czy wejść normalnie? Wybrałem te pierwsze. Cicho zapukałem, a po chwili w drzwiach stała babcia Izzy.
-Wejdź. Iz zaraz powinna zejść. - oznajmiła.
-Dziękuje za info. - usiadłem w salonie rozglądając się dookoła.-O idzie. - nadchodzi moja piękność. Wygląda zjawiskowo! Moja królowa. Moja księżniczka.
-Zamknij buźkę skarbie bo Ci mucha wleci. - powiedziała i uśmiechnęła się szeroko.
-Ślicznie wyglądasz. - pocałowałem ją w policzek. - To dla ciebie. - podałem jej kotylion.
-Założysz? - wsunąłem na dłoń.
-Proszę płaszcz. - pomogłem jej włożyć. - Chodźmy limuzyna czeka.

***

~Izzy~

Siedziałam między Ellen, a Dominic'iem i odpoczywałam. Okazało się, że Dominic też nie źle tańczy. Wirowaliśmy na scenie jak szaleni. Matty i Ellen dotrzymywali nam towarzystwa.
Nagle obok nas zatrzymała się Megan z uśmiechem.
-Cześć Dominic. - zapiszczała. - Miałbyś ochotę zatańczyć?
-Jaja sobie robisz dziewczynko. - odpowiedział.
-Nie Dom idź bo się nie odczepi. - usłyszałam swój głos. /Co ja do cholery jasnej wyprawiam? Oddaje moje kochanie w szpony tej suki./
-Jesteś pewna? - spytał z niedowierzającą miną.
-Tak. Nie. Eh idź. - wstał, a ja zwróciła się do Meg. - Tylko jeśli zobaczę, że się do niego kleisz, albo przytulasz to Cię zniszczę, kumasz?
-Może. - posłała mi sztuczny uśmiech i za chwilę już wirowała z Dominic' iem na parkiecie.
-Cześć piękna. - na moim ramieniu znalazła się dłoń Owen'a. - Zatańczysz?
-Cześć Owen. - dlaczego miałabym nie zatańczyć z nim? Dominic tańczy z Megan, a ja mogę z Black'iem. - Czemuż nie. Chodź. - ruszyliśmy na środek. Objął mnie jedną ręką w pasie a drugą złapał moją.
-Nie sądziłem, że pozwolisz dla Dominc'a zatańczyć z Meg. Przecież ona tylko czeka by być sam na sam z nim i wtedy... - gadał Owen.
-Zamknij się Black. Dom nie jest taki. A jak ona spróbuje go dotknąć to straci kilka zębów i nos wgniotę jej do środka.
-Jesteś taka mała, ale groźna. - zaśmiał się cicho.
-Jak się bawicie? - z głośników usłyszeliśmy głos Matty'ego. Zatrzymaliśmy się. - Czas na ogłoszenie wyników na królową i króla balu. Jesteście gotowi? Ellen kochanie masz wyniki? - na scenie pojawiła się szeroko uśmiechnięta El.
-No dobra. Ja mówię kto jest królem, a ty królową. - oznajmiła.  - Królem balu zostaje... - ktoś zagrał na perkusji oczekującą melodie. Spojrzałam w tamtym kierunku. Na krzesełku siedział Dominic z pałeczkami w dłoni. - Owen Black!
-Jak co roku. - wyszeptał Ow (skrót od Owen.) sam do siebie. Wszedł na scenę, El włożyła mu na głowę koronę i podała berło
-A królową.... - znów melodia. - Jak myślicie kto nią będzie?
-Na pewno ja! - krzyknął Dominic. Po sali przeszedł głośny śmiech.
-Nie Dom mylisz się. Naszą królową zostaje... Izzy Green! - /Że co? Ja? Hahah. Nie wierzę./ -No chodź... Izzy... - ruszyłam na scenę. Matthew włożył mi koronę podał bukiet kwiatów i małe berło.
-Zabije was. - wyszeptałam, gdy Ellen całowała mnie w policzek.
-Oj Izzy... teraz czeka Cię najgorsze musisz znów z nim zatańczyć.
-Eh... - westchnęłam. Po raz kolejny ruszyłam na środek. Leciała wolna piosenka. Przytuliłam się delikatnie do Owen'a.
-Kto by się spodziewał królowo. - powiedział blondyn w moje włosy.
-Maczałeś w tym palce? - spytałam groźnie.
-Ja? No co ty! Spytaj się Megan ona coś tam o tym gadała.
-Co?! - wywinęłam się z objęć Black'a i udałam się w stronę Meg, która znów tańczyła z Dom'em.
-Ty suko. - zaczęłam.
-Ja? - spytała
-Nie wiesz ja. Zostaw go. - Pads odsunął się o dwa kroki. - A teraz powiedz po co chciałaś by, została królową? - krzyczałam.
-Nie cieszysz się? - jej tonu głosu zmienił się.
-Nie.
-Dlaczego?
-Pomyślmy... Może dlatego że chciałaś zaciągnąć Dominic'a do łóżka?
-Owen! - krzyknęła. - Co tyś najlepszego narobił!
-Sory  Meg, ale ja jestem uczciwy. Nie chce by Iz była smutna. - uśmiechnął się szeroko blondyn. Megan odeszła ze łzami w oczach.
-Izzy ja przepraszam. Nie wiedziałem. - Dom patrzył mi się głęboko w oczy.
-Wiem Dominc. Chodźmy tańczyć.

***

Dominic odprowadził mnie pod same drzwi domu. Było zimno.
-Czas się pożegnać. - powiedziałam cicho.
-Niestety. - pocałował mnie namiętnie. - Świetnie się bawiłem.
-Ja również.
-Trudno mi się z tobą rozstać. - przytulił mnie do siebie. - Zmarzłaś.
-Nie wcale. Jest upał 40° rozpływam się, wiesz? - zaśmiałam się cicho. - Dom, czy twoja mama będzie miała coś przeciwko jeśli zostaniesz u mnie na noc?
-Nie powinna. A co chcesz?
-Num, bo nie chcę się z tobą rozstawać. Chodź. - pociągnęłam go za rękę do środka. - Ciśśś babcia pewnie śpi.
-Ok ok. - pobiegliśmy na górę. Zamknęłam drzwi od pokoju. Uśmiechnęłam się pod nosem. Dominic podszedł bliżej i zaczął mnie całować po szyi.
-Mrrr. - zamruczałam. - Masz ochotę zrobić coś szalonego?
-Co masz na myśli?
-Usiądź. - popchnęłam go w stronę łóżka. Ruszyłam w stronę łazienki, zdjęłam sukienkę i w samej bieliźnie wróciłam do chłopaka.
-Mmmm... wyglądasz o niebo lepiej bez sukienki. - powiedział Dominic, gdy tylko mnie zobaczył. Usiadłam mu na kolana. Pocałowałam go namiętnie, rozpinając jego koszule. - Na pewno chcesz tego?
-Pragnę. Już od dawna mam na Ciebie ochotę. - położył mnie na łóżko, a sam się pozbył swoich ubrań. Nachylił się i zaczął całować moje nagie ciało. - Zdejmiesz w końcu to ze mnie? - pokazałam palcem bieliznę.
-Już się za to biorę. -przez dotyk jego dłoni miałam lekkie dreszcze podniecenia. Ciągle się uśmiechałam pod nosem. Całował moje piersi, szyje, usta, oczy. Wszystko. Rozchylił lekko moje nogi i wszedł we mnie. Cicho syknęłam z bólu.
-Przestać? - spytał wystraszony.
-Nie. Rób tak dalej.
Po godzinie leżałam przytulona do niego i lekko sapałam.
-Kocham Cię Izzy. - pocałował mnie w czoło
-Ja cię też, kotku. - zasnęłam.





---------------------------------------------------------------------------------------

 Jejku jak mi się ciężko pisało :(
Nie mogę w to uwierzyć. :/ Nigdy nie pisze mi się tak ciężko.
Mam do was prośbę, jeśli macie facebook'a polubcie tą stonkę. 
Będę wam strasznie wdzięczna.
Alexis :>

Przepraszam za każdy błąd.

Ps. Dziękuje, za każdy komentarz jesteście kochani :*