sobota, 25 stycznia 2014

Rozdział 13."Mam złą wiadomość"




Leże i nasłuchuje się rozmowie. Na dole toczy się wymiana słów między babcią, a ojcem. Odkąd ojciec przyjechał minęło 25 godzin. To zbyt dużo. Zbyt dużo.
Nagle do mojego pokoju wpadł rozzłoszczony Dominic.
-Co to ma być?! - krzyknął rzucając na moje łóżko gazetę.
-O co Ci chodzi? - spojrzałam na niego.
-O co mi chodzi? Nie czytałaś gazety? Looknij główną stronę. - nadal krzyczał.
-Spokojnie. - wzięłam gazetę i zaniemówiłam. Na samym środku widniało moje i Justin'a zdjęcie. A nad nim wielki nagłówek "Czyżby nowa dziewczyna?" - Dom to nie tak jak myślisz. To nic nie znaczy!
-Dla Ciebie to nic nie znaczy?!  Zdradziłaś mnie!
-Ja? Ja Cię zdradziłam. Hahaha śmieszny jesteś. A teraz wyjdź. Wyjdź stąd jak najprędzej. Nie chcę Cię widzieć. - wskazałam palcem w stronę drzwi. - Albo wyjdziesz sam, albo Ci pomogę.
-Izzy to nie tak miało wyglądać, nie chciałem. Proszę, nie, przepraszam. - zauważyłam, że mu zależy.
-Nie Dom. Koniec. Mam dość twojego ciągłego oskarżania mnie. Spieprzyłeś to.
-Nie Izzy proszę.
-Wyjdź! - krzyknęłam.
-Przepraszam. - wyszeptał odchodząc. Dopiero, gdy wyszedł z oczu popłynęły mi łzy. Jak on mógł? Tak bez wytłumaczeń mnie oskarżać. Zadzwonił mój telefon.
-Tak? - spytałam w urządzenie.
-Izzy? Przepraszam. - usłyszałam
-Yyy z kim gadam? - pierwsze podejrzenie padło na Dominic'a, ale to nie mógł być on. Przecież mam jego numer.
-Oj sory. To ja Bieber.
-Aaaaa hej. Co się dzieje?
-Przepraszam za zdjęcie w gazecie.
-To nie twoja wina. Nic byś na to nie poradził.
-Muszę się z Tobą spotkać i przeprosić. A no tak mam jeszcze dla ciebie propozycję.
-Okej, ale gdzie?
-Ta śmierdząca kawiarenka?
-Okej będę czekać. - rozłączyłam się i pobiegłam się przebrać. Gotowa wyszłam bez słowa z domu, jedyne co zauważyłam to babcie wraz z ojcem, którzy siedzieli na sofie i oglądali telewizor.

***

Siedziałam i czekałam na Justin'a. Zamówiłam sobie czekoladę, ale po jednym łyku odstawiłam ją na bok. Spojrzałam na chłopaka siedzącego nieco dalej ode mnie. Przyglądał mi się odkąd tu przyszłam. Nagle wstał od stolika i usiadł na krześle na którym powinien siedzieć Justin.
-Cześć. - przywitał się.
-Eee hej. Znamy się?
-Tak, chodzisz ze mną do jednej klasy.
-Sorry, ale chyba nie nadajemy na tych samych falach. - uśmiechnęłam się grzecznie.
-Nie na prawdę.... - zaczął, ale jakiś głos mu przerwał.
-Nie zrozumiałeś? Ona nie chcę z tobą gadać. - był to JB.
-Okej spoko. - chłopak odszedł.
-Izzy na prawdę przepraszam.
-Oj zamknij się. Eee nie powinieneś się skrywać?
-Eee powinienem, ale mam to w dupie.
-Eee dlaczego?
-Eee sam nie wiem.
-Eee spoko.
-Eee może pójdziemy do mnie? Tam spokojnie pogadamy.
-Eee okej. - ruszyliśmy w stronę auta, ale tym razem nie zobaczyłam Kimberlly tylko jakiegoś czarnego Jeep'a. - A ten jaką nazwę nosi?
-Jake. Jakeuś. Jackob. Wsiadaj.
-Okej.

***

-Jak to? - siedziałam przy stole z kubkiem gorącej herbaty i nie mogłam uwierzyć w słowa Bieber'a.
-Tak to. Greta złamała nogę i nie ma kto prowadzić choreografii. Więc pomyślałem sobie, że może ty... - uśmiechnął się do mnie.
-Ale wiesz. Ja nie jestem zawodową choreografką. W Nowym Yorku prowadziłam zajęcia dla starszych osób, którzy występowali, ale no wiesz... nigdy nie pomagałam przy tańcu dla gwiazdy.
-To nie ma znaczenia. Dla mnie jesteś idealna to powinno wystarczać. - spojrzał mi głęboko w oczy, poczułam chęć pocałowania go. /Stop. Izzy przystopuj. Niedawno zerwałaś z Dom'em. A teraz masz ochotę go pocałować. O nie./ - Przestań o tym myśleć tylko powiedz mi czy się zgadzasz.
-Co masz na myśli mówiąc " przestań o tym myśleć"?
-To. - Jus wstał i zbliżył nasze usta w pocałunku. Miło było. Objęłam go za szyję. Podniosłam się z krzesła, a Jusin podniósł mnie za pupę tak, że oplatałam go nogami. Posadził na stole. Całowaliśmy się dalej. / Nie wiem sama co we mnie wstąpiło. Ale ja chyba jestem zabujana w nim! Tak w Justin'ie! Sama w to nie wierzę, ale tak już jest./ Przestaliśmy się całować. Uśmiechnęłam się pod nosem, tak samo Jus.
-Wiesz przyznam, że to było boskie. - wymamrotałam.
-Ja również tak uważam. Przyznam też, że od dawna o tym myślałem.
-Hahahaha. Zabawne. Nie no na serio mnie rozbawiłeś. Dobra czas wracać do tematu przed tym co się wydarzyło.
-Okej. To chcesz być? - spytał
-Oczywiście. - odpowiedziałam, a on ponownie mnie pocałował. - Mrr koteczku nigdzie Ci nie uciekam.
-Wiem, ale nie chcę stracić żadnej sekundy. - całował mnie delikatnie, było na prawdę magicznie.
-Ej Jus. - zawołał dziewczęcy głos gdzieś za mną. - Oj sory.
-Czego chcesz? - spytał patrząc na Daniel złym wzrokiem.
-Chłopcy i Scott Cię szukają.
-Okej. Zaraz wracam. Nigdzie się nie ruszaj. - pocałował mnie przelotnie i uciekł.
-On na prawdę Cię kocha. - odezwała się Dan.
-Co? O czym ty mówisz?
-Nie udawaj głupią, wiesz, że Justin jest w tobie zabujany po uszy. Gdy wczoraj wyszłaś ciągle o tobie gadał nie dało się zamknąć gęby. Sebastian się wkurzył i włożył mu skarpetkę do buzi.
-Okej. Dobra. Spoko. Dobrze wiedzieć. - wydukałam przez śmiech.
-Mam nadzieję, że Daniela Cię nie zanudziła. - w kuchni ponownie pojawił się Jus.
-Niee tylko powiedziała, że wczoraj zostałeś zakneblowany skarpetką.
-Taaa. Odpłacę mu się. Chodź do pokoju. - pociągnął mnie za rękę.
-A nie mówiłam. - Powiedziała bezgłośnie Dan. Wybuchłam głośnym śmiechem, a po chwili ona dołączyła do mnie. Usiadłam na łóżko. Poczułam się trochę zmęczona, kręciło mi się w głowie.
-Izzy wszystko ok? Trochę zbladłaś. - zaniepokoił się Jus.
-Nie wiem. - zakręciło mi się w głowie. - Muszę do toalety! - wybiegłam z pokoju i zwróciłam całe śniadanie do ubikacji.
-Izzy? Wszystko ok? - zza drzwi słychać było głos Justin'a. - Mogę wejść.
-Nie Justin. Zostań tam. Nie chcę byś widział mnie w tym stanie. - wstałam z kucek i obmyłam twarz zimną wodą. Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. Podkrążone oczy, blada twarz. Nie to nie ja. To jakiś sen ja nigdy tak nie wyglądałam. Nigdy. Otworzyłam drzwi i ujrzałam cztery pary  zmartwionych oczu wlepionych we mnie.
-Wszystko ok? - spytał Sebastian.
-Chyba tak. - Justin objął mnie i pocałował w czoło.
-Dziewczyno ty masz straszną gorączkę! - powiedział dość głośno.
-Ciśś głowa mi pęka. - zatkałam uszy kręcą głową.
-To pewnie grypa. - odezwała się Daniel.
-Odwieziesz mnie do domu? - spytałam cicho.
-Nie powinnaś teraz jechać możesz gorzej zachorować. - Sebastian spojrzał na mnie opiekuńczym wzrokiem.
-No właśnie. - dodał Xawier. - Chodź położysz się. - zrobiłam krok we właściwą stronę, ale chwilę potem upadłam. Jus i Sebastian od razu do mnie skoczyli.
-Podniosę ją. - ktoś się odezwał.
-Nie. Ja to zrobię. Ty przynieś coś z apteki.- dodał drugi.
-Ale co?
-Nie wiem. Nie znam się na tym! Powiedz, że jest osłabiona i ma straszną temperaturę. - nie mogłam rozróżnić głosów. Wszystko wydawało mi się, że to wszystko oddala się ode mnie. Chociaż nie to ja oddalam się od nich. Mdleje? Umieram?

***

Gdy otworzyłam oczy oślepiło mnie światło. /Gdzie ja jestem? Dlaczego nie mogę poruszać swoimi koniczynami?/ W oddali słyszałam głosy, które prowadziły rozmowę.
-Musimy jej o tym powiedzieć. - nalegał gruby męski głos.
-Ale ona ma dopiero 17 lat! Nie możecie jej o tym powiedzieć załamie się. - ten głos rozpoznam zawsze. To moja babcia. Babcia tu była. Więc jak ona tu jest to musi być też tata.
-O obudziłaś się. - ktoś zauważył, że mrugam oczami. Ten głos. To Daniela. Była tu.
-Jak się czujesz? - spytał kolejny znajomy głos. Sebastian. -Cześć. Obudziła się? - Xawier. Każdy z nich tu był, a z moich przyjaciół nikogo nie ma. Nawet Ellen.
-Hej. - wyszeptałam.
-Chcesz pić? - spytał Sebastian.
-Mhm... - przyniósł szklankę zimnej cieczy. Dopiero, gdy wypiłam kilka łyków zrozumiałam, że moje gardło było wyschnięte. - Dziękuje.
-Pomogę Ci usiąść. - Seb wsunął dłoń pod poduszkę i podniósł ją wraz ze mną do pionu.
-Mogę prosić o wyłączenie tej lampy?
-Jasne. - odezwał się Xawier. Wstał.
-Ja to zrobię. - dłoń Seby zgasiła lampę.
-Ogarnij się. - rzuciła Daniela do bruneta. - Nie zalecaj się do niej. Zajęta jest.
-Jus kazał mi jej pilnować i być na każde zawołanie.  Więc się odwal. - rzucił do niej.
-Ej ej zważaj na słówka. - wtrącił się Xawier. - Nie zapominaj, że to moja dziewczyna.
-Dzień dobry Izzy. - do sali wszedł otyły facet w kitlu. - Nazywam się doktor Harry Mankey.
-Witam. - uśmiechnęłam się do niego, a on odpowiedział mi tym samym gestem.
-Musimy porozmawiać. Na osobności. - spojrzał znacząco w stronę trójki tancerzy.
-Pójdę coś zjeść. - odezwała się Daniela, która jako jedyna zrozumiała przekaz doktora. - Xawier, Seb chodźcie.
-Ja muszę być z nią. - zaprotestował Grzywacz*.
-Sebastian! - krzyknęła Dan.
-Nie okej, niech zostanie. - chłopak uśmiechnął się szeroko i przysiadł na skraju łóżka.
-Izzy, mam zła wiadomość... - zaczął, gdy zostaliśmy tylko we trójkę. - Nie jest łatwo mi to mówić, ale ty...
-Niech pan w końcu to z siebie wydusi. - popędziłam go.
-Jesteś w ciąży. - wypalił.
-Co? Co? Co? Że co? - moje oczy zrobiły się tak wielkie, że o mały włos nie wyszły z orbit. - To nie możliwe.
-A jednak. Przykro mi to mówić, ale możesz usunąć ciąże, chyba, że chcesz nosić w sobie dziecko. -Chce pan żebym zrezygnowała z dziecka? Niee to jest nie możliwe. Coś musiał pan pomylić w wynikach. Ja nie mogę być w ciąży. Chyba, że... - te nagłe bóle brzucha, wymioty, nie chęć do jedzenia, brak okresu. Powinnam dostać go dwa dni po balu. Nie wnikałam w to. - Nie. Nie. Nie. Nie. To sen, to tylko sen. - kręciłam głową. Schowałam twarz w dłonie i zaczęłam płakać.
-Przykro mi. - powiedział odchodząc Harry. Poczułam czyjąś dłoń, która głaskała mnie po plecach.
-Izzy. Nie martw się wszystko będzie dobrze. Obiecuje. Pomogę Ci. - szeptał Sebastian.
-Dziękuje. Tylko proszę nie mów nic reszcie, a w szczególności Justin'owi. Obiecaj mi to.
-Obiecuje. - przytulił mnie do siebie, a ja schowałam twarz w zagłębienie między szyją, a ramieniem.
-Dziękuje.

***

~Tydzień później~

Czas do szkoły. Wstałam z łóżka i ruszyłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, gdy wyszłam przypomniałam sobie, że zapomniałam wziąć ubrań. Owinęłam wilgotne ciało ręcznikiem. Skierowałam się w stronę szafy. Chwyciwszy potrzebne rzeczy, wróciłam do łazienki. Zamykając drzwi zdjęłam ręcznik. Stałam naga przed lusterkiem i przyglądałam się swojemu odbiciu. /Czy możecie uwierzyć, że ja Izzy Green. 17-letnia dziewczyna noszę w sobie dziecko? Dziecko chłopaka, który oskarżył mnie o zdradę? Ja też nie./ Pogłaskałam się delikatnie po brzuchu.
-Cześć kochanie. To ja twoja mamusia. Wiesz? Jesteś teraz częścią mnie. Jesteśmy dwie w jednym ciele. - mówiłam szeptem, ale po chwili zrozumiałam swoją głupotę. Przecież ona Cię nie słyszy. /ONA? Skąd mi się wzięło, że to dziewczynka?/ Zrezygnowana ubrałam się i zeszłam do kuchni.Tam siedział tata. Czytał gazetę.
-Cześć tato. - uśmiechnęłam się do niego. /Tak wybaczyłam mu to. Każdy powinien dostać drugą szanse./
-Cześć kochanie. Jak się czujesz? - wiedziałam, że chodzi mu o ciąże. Był jedną z nielicznych osób, które o tym wiedziały. Dokładnie wiedziały trzy. Sebastian, tata i babcia. Nikt więcej.
-A dobrze. - otworzyłam lodówkę, wzięłam jogurt naturalny. Z szafki wyjęłam płatki musli i wsypałam garść do jogurtu. Wziąwszy łyżkę zaczęłam jeść posiłek.
-To się cieszę. - uśmiechnął się. Był na prawdę przystojnym facetem. Zastanawiam się dlaczego nie znajdzie sobie kogoś nowego.
-Tato...
-Tak córciu? - oderwał się od gazety i spojrzał na mnie.
-Dlaczego nie znajdziesz sobie innej?
-Kocham nadal twoją matkę, Izzy. Nie mógłbym wsadzić kogoś innego na jej miejsce.
-Aha. Spoko. Dobra ja lecę. Przypomnij babci, że ma dziś po mnie przyjechać bo mam USG. - wrzuciłam pusty pojemnik do kosza. Pocałowałam ojca przelotnie w policzek.
-Okej. Trzymaj się. - pobiegłam na górę po torbę i chwilę potem byłam z powrotem. Wyszłam z domu, a moim oczom ukazał się zadziwiający widok. Sebastian stał przy niebieskiej toyocie. Uśmiechnięty od ucha do ucha. Podeszłam bliżej i cmoknęłam chłopaka w policzek.
-Cóż się stało, że taki wspaniały uśmieszek pan ma?
-Dostałem pozwolenie by odwieźć panią do szkoły, czy panienka się zgadza? - otworzył drzwi od strony pasażera.
-Oczywiście, dla mnie to zaszczyt jechać z panem. - wsiadłam na miejsce, a kilka sekund później Sebastian siedział za kierownicą.
-Czemu się zgodziłeś tak wcześnie mnie zawieźć? Przecież dotarłabym sama.
-Jus kazał mi Cię pilnować przed paparazzi. A ja jestem rannym ptaszkiem. - nadal się uśmiechał.
-Tylko pamiętaj, że dziś mam USG i nie musisz ze mną jechać, babcia po mnie przyjeżdża.
-Oki doki. Jeśli coś Ci wypadnie dzwoń. Jestem na każde zawołanie. - podał mi karteczkę z numerem.
-Dziękuje.
-To mój rozkaz.
-Nie Seb, chodzi mi o całokształt. O to, że nikomu nie powiedziałeś. Że jesteś dla mnie taki miły. - pocałowałam go ponownie w policzek po czym moje policzki poczerwieniały.
-Nie ma za co Iz. - chciałam pogłośnić radio w tym samym czasie co Sebastian. Nasze dłonie się spotkały, przeszedł mnie lekki dreszcz. - Przepraszam.
-Nie no spoko. - od tamtej pory ręce trzymałam daleko od niego, on chyba o tym samym pomyślał bo odsunął się lekko.
-Jesteśmy.  - odezwał się po dłuższej ciszy.
-Dziękuje. - otworzyłam drzwiczki i już wysiadałam, gdy zatrzymał mnie jego głos.
-Izzy...
-Tak? - spojrzałam mu w oczy.
-Uważaj na siebie.
-Masz to jak w banku. - zamknęłam drzwi. Odchodząc spojrzałam przez ramię. Siedział dalej i patrzył. Pomachałam mu. Nie zdążyłam się odwrócić, a wpadłam na jakąś osobę. Ściełam ją wzrokiem. Dopiero po dłuższym czasie rozpoznałam. Owen Black.
-Witaj Izzy.
-Siemanko Owen. Cio tam?
-A nudy, dawno nie było Cię w szkole.
-Aa kłopoty ze zdrowiem.
-Mam nadzieję, że nic poważnego.
-Niee. Dobra Ow spadam. Mam matmę więc wolę być punktualnie. - odeszłam szybszym krokiem.


***

Lekcje minęły spokojnie. Ellen i Matta nie było, a Dominc'a minęłam kilka razy na korytarzu.
Stałam pod szkołą czekając na babcie. Jest już 15.40, a ja jestem na 16.00 umówiona ginekologa. Nie mogłam dużej czekać. Potrzebna mi osoba, która mnie zawiezie, a potem odwiezie. Myśl Izzy myśl. Sebatian. Tak to jest to! Szukając w kieszeni karteczki z jego numerem jakiś samochód podjechał pod sam mój nos.
-Może podwieźć? - spojrzałam w szybę.
-Sebastian! Właśnie do ciebie pisałam. - otworzyłam drzwiczki i wsiadłam. - Skąd wiedziałeś, że będę potrzebować podwózki?
-Intuicja. - wyszczerzył zęby w uśmiechu.
Po 15 minutach byliśmy już na miejscu. Weszliśmy do gabinetu i usiedliśmy w kolejce.
-Seb... pamiętasz jak mówiłeś, że mogę na ciebie liczyć? - zaczęłam.
-Num.
-Wejdziesz tam ze mną?
-Ale Izzy, ja nie powinienem.
-Proszę.
-Okej.
-Izzy Green? - zza drzwi wystawała blond głowa.
-Tak to ja. - wstałam.
-Proszę. - wzięłam Sebe za dłoń. Weszliśmy do gabinetu.
-Dzień dobry. Proszę połóż się wygodnie i pociągnij koszulę. - powiedziała brunetka. Pani Dantley.
-Okej. - zrobiłam tak jak kazała. Chwilę potem posmarowała mi brzuch jakimś żelem i jeździła czymś po nim. Dzięki temu widziałam płód.
-Cieszę się, że przyszedł ojciec dziecka. Muszę wypełnić kilka papierów. - pani Dantley spojrzała na Sebastiana, który był czerwony.
-Ale to nie jest ojciec dziecka... - odezwałam się, a ona zrobiła wielkie oczy.



--------------------
 * Grzywacz - przezwisko Sebastiana.




Bum bum xd
Jestem! Wyrobiłam się.
Chodź szczerze przyznam zaczęłam go pisać wczoraj wieczorem.
Zdziwieni jesteście?
Hyhy :D
Mam kilka pytanek:
Czy Izzy powie Dominic'owi, że jest z nim w ciąży?
Ma być dziewczynka, czy chłopczyk?
O co chodzi Sebastian'owi?
Dobrze zrobiła wybaczając ojcu?
To na tyle.
Aaa xd Kolejny? Zapewne za tydzień. Postaram się napisać dość długi.
Alexis :*

niedziela, 19 stycznia 2014

Rozdział 12 "Staniczek się nie rozepnie"



/Nie to nie może być prawda. Nie. Oby tak nie było. To tylko sen. Głupi sen./ Otwieram ponownie oczy i widzę, widzę go stojącego pod domem. /Czy to możliwe? Oczywiście, że nie. Ja tylko śnie. To się nie dzieje na prawdę./ Otwieram ponownie oczy, nie ma go. Jednak to sen. Jeden z najgorszych. 
Wstałam z łóżka, ruszyłam do łazienki by się orzeźwić. Po prysznicu ubrałam się. Łapiąc leżącą na krześle torbę zeszłam wolnym krokiem na dół. Usłyszałam cichą rozmowę. /O nie ten głos. Kur*a! Jak to możliwe?/ Chwiejnym krokiem weszłam do kuchni. Siedział tam i gadał z babcią. Po moich policzkach poleciały łzy rozmazując tusz. Dlaczego znów pojawił się w moim życiu, już było okej. Ale nie kur*a musiał się pojawić.
-Co ty tu robisz? - wyłkałam przez łzy.
-Izzy... kochanie. - zaczęła babcia.
-Nie ciebie pytam babciu. Tylko jego. - machnęłam głową w stronę TEGO osobnika.
-Iz, przepraszam. Nie chciałem, żałuje tego. - powiedział patrząc mi w oczy.
-Wiesz? Wsadź te słowa sobie w dupę. Nie mam zamiaru tego słuchać. I nie licz na to, że Ci wybaczę. - odwróciłam się do nich plecami i odeszłam. Chwilę potem czyjaś dłoń szarpnęła mną do tyłu.
-Izzy Green! Nie tak Cię wychowałem! - był to ON. Mój walony ojciec. /Po co przyjechał? Po co chce ze mną gadać?/
-Przepraszam, że co? Hahah. Co ty powiedziałeś? - spojrzałam na niego ze szyderczym śmiechem. - Ty wychowałeś mnie na zimną sukę, która nie ma uczuć. To mama była dla mnie oparciem. Dla niej mogłam wszystko powiedzieć, a ty?? Ty chlałeś całymi dniami i nocami! Biłeś mnie i mamę. Zadowolony z tego jesteś? Obiecałam sobie kiedyś ze i ty poczujesz się jak ja kiedyś.
-Izzy. Proszę. Przestań. - babcia zbliżyła się do mnie.
-Nie babciu. Nie przestanę. Nie chcę mieć z nim nic wspólnego! On jest nikim w moim życiu. Nienawidzę go! - krzyczałam przez łzy.
-Iz, zastanów się co ty mówisz. - Susan położyła mi dłoń na ramieniu. - Mówisz to poprzez złość. Wiem o tym. Wiem jak się czujesz.
-Nie. Nikt nie wie jak się czuje! Nie chce was znać! - wybiegłam z domu wpadając na Dominic'a.
-Co się stało mojej księżniczce? - wytarł palcami moje łzy.
-Mój ojciec przyjechał i chce bym mu wybaczyła. Ale to sukninsyn. Nie mam zamiaru mu wybaczyć.
-Nie rozumiem Cie. - wypalił, a ja spojrzałam mu prosto w oczy. - Ja gdybym mógł spotkać ojca bym rzucił sie mu w ramiona. Nie wnikałbym na to, że zostawił nas bez niczego. Że bił moją młodszą siostrę. Ja byłem mądry bo uciekałem z domu, gdy widziałem tylko jak wraca pijany. On nas nienawidził. Mama zawsze tłumaczyła, że mu to przejdzie. Ale nic! Pewnej nocy wyszedł pijany i już nie wrócił! Ale ja nadal za nim tęsknie! Tęsknię za nim jak kur*a za nikim innym. Iz przemyśl to. Twój ojciec jak wrócił to znaczy, że musi za tobą tęsknić. - /Co? O czym on gada?! Nikt mnie nie rozumie./
-Wiesz co? Wal się! Wszyscy się walcie. Nienawidzę całego świata. - wyrwałam się z jego objęć i uciekłam. Biegłam. Biegłam w nieznane mi strony. Łzy dalej płynęły po policzkach. Zatrzymałam się. Stałam pod szkołą tańca. Załapałam za klamkę. Otwarta. Weszłam do środka. Światło w sali było zapalone. Podeszłam do magnetofonu i sprawdziłam płytę.
-Może być.  - mruknęłam. Położyłam torbę na krzesło. Włączyłam muzykę, próbując się w nią wczuć. Zaczęłam tańczyć. Przestało mi już na czymkolwiek zależeć... Pozostał mi tylko taniec on jest prawdziwą miłością, którą trwać będzie wiecznie, jest pasją i moim sposobem na przetrwanie. Nie zdaje sobie nawet sprawy z tego ile zdołał już mnie uratować. Zmęczona oparłam się o lustro ciężko dysząc. Od ścian obił się odgłos klaskania.
Rozejrzałam się. Nikogo nie widzę. Nagle z ciemnego zakątka wyłonił się blondyn.
-Wiedziałem, że jesteś wspaniała, ale, że aż tak? - zaśmiał się. Po chwili namysłu rozpoznałam ten śmiech.
-Justin Pustin. - zażartowałam.
-Królowa lodu. - odgryzł się. - Nie podejrzewałem, że tak szybko się spotkamy.
-Ja również. - złapałam wodę, którą do mnie rzucił. - Dzięki.
-To opowiadaj dlaczego ukradłaś mi 10 minut próby? - usiadł na podłodze obok moich nóg. Podążyłam w jego ślady.
-Eh... może ty mnie zrozumiesz. Tak więc. - zaczęłam opowiadać od samego początku aż do tego początku.
-To na prawdę dziwna historia. Ale wiedz, że to rozumiem. - powiedział, gdy skończyłam. - Twój chłopak jest głupi.
-Dzięki za opinie. - pierwszy raz w tym dniu uśmiechnęłam się.
-Zacny uśmiech milordzie. - zaśmiał się.
-Danke. - powiedziałam po niemiecku.
-Bitte. - odpowiedział w tym języku. - Może masz ochotę na  czekoladę? - dodał już po polsku.
-Czy ja wiem... Chociaż czemuż nie. Tylko gdzie?
-Zabiorę Cię do mojego pokoju w hotelu. Tylko uważaj na paparazzi. Są wszędzie nie dziwię się, że jeszcze tu nie dotarli.
-Okej to chodźmy. - wstałam. Pomogłam Justin'owi wstać i ruszyliśmy do samochodu. Po drodze zabrałam torbę. Wyjrzałam zza drzwi jak ninja. - Pusto.  - Bieber przeszedł obok mnie. Dopiero teraz zauważyłam, że ukrył swoją bujną czuprynę pod fulcapem, a na nos nałożył okulary. Nie wytrzymałam i wybuchłam śmiechem. - Na prawdę uważasz, że nikt Cię nie pozna? Człowieku nikt tu nie jeździ takimi mercedesami. Tu mieszkają ludzie bez dużej kasy.
-Przemyślałem już to i wychodzi na to, że prowadzisz samochód.
-Co? Śnisz. Raz jechałam i nigdy więcej nie pojadę. - nagle zza rogu wyszło kilka osób z aparatami. - Czy tak wyglądają paparazzi?
-Ee tak. Wsiadaj za kierownice. - powiedział, gdy się odwrócił. Przebiegliśmy szybko na drugą stronę. Podał mi kluczyki. Odpaliłam szybko auto i z piskiem opon wyjechałam.

***

Po kilku wskazówkach Justin'a dotarłam do hotelu. Ale niestety pod nim aż roiło się od fotografów.
-Ludziów jak mrówków. - zażartowałam.
-Zjebi*ście. - mruknął. - Musimy jakoś wejść tędy.
-Mogę zadać Ci dwa krótkie pytania?
-Jeśli musisz.
-Dlaczego taka gwiazdeczka jak ty nie ma ochrony?!
-Myślisz, że fajnie tak? Chodzi za tobą krok w krok. Nawet do kibla nie mam jak wyjść.
-Okej, dobra. A teraz drugie. Jak do cholery mamy przejść przez to coś. - machnęłam dłonią w stronę tłumu.
-Kopiąc, bić, po prostu uderzaj gdzie popadnie.
-Skoro nalegasz. - wyszliśmy.
-Patrzcie tam jest! - zawołał ktoś i wszyscy ruszyli w naszą stronę.
-Kim ona jest?
-To twoja dziewczyna?
-Jak się nazywa ta młoda dama? -Zdradź nam chociaż skąd się znacie. - zaczęły się pytania. Jedna z osób podeszła do mnie  robiąc mi zdjęcia. /Uderzaj gdzie popadnie./ Przypomniałam sobie słowa Justin'a. Zacisnęłam dłoń w pięść i zamachnęłam się mocno. Cios prosto w twarz. Idealnie.
-Spadać. - krzyknęłam. Doszliśmy, przepraszam raczej dobiegliśmy do drzwi. Bieber otworzył je przede mną. - Justin... - pokręciłam głową w prawo i lewo.
-Słucham Cię Isabel.
-Ile razy mam Ci mówić, że jestem....
-Izzy? - przerwał mi. - Pamiętam, pamiętam tylko się z tb drocze. Ale o co Ci chodzi z tym "Justin" - zaczął naśladować mój głos.
-Nie lubię szlachetnych manier.
-Spoko, spoko, więc będę traktował Cię jak kumpla. - spojrzał na mnie z boku.
-I to mi się podoba.
-Słuchaj stary. - dał mi kuśca w bok. - Ostatnio zaliczyłem kilka fajnych panienek.
-Co?! Juuustin! - zaczęłam go gonić. - Przepraszam, przepraszam. - mówiłam zawsze, gdy na kogoś wpadałam po drodze. - Mam Cię! - złapałam go za ramię.
-Nie tak prędko, maleńka. - przybliżył się do mnie z szerokim uśmiechem. Dłonie położył nad moją głową.
-Jus co chcesz zrobić? - wystraszyłam się lekko.
-Jaa? Niiiic. - nagle jeden z paparazzi wyskoczył zza rogu i zrobił nam zdjęcie. - O w mordę.
-Lepiej chodźmy do pokoju. - powiedziałam.
-Okej. - Bieber zbliżył się jeszcze bardziej, zamknęłam oczy. /Nie. Nie. Nie całuj./ Nie zrobił tego. Po prostu sięgał do klamki.
-Już Ci mówiłem księżniczko, że nie tak prędko.
-Ha ha ha. - udałam śmiech.
-Siemka chłopcy. - przywitał się z chłopakami, którzy siedzieli na sofie i grali w fife.
-Cześć. - powiedział chłopak w ful capie*
-Yo. - machnął głową drugi**.
-Oderwiecie się chociaż na chwilę? - warknął Pustin.
-Sory stary. - powiedzieli na raz. -Ooo, cześć ślicznotko. - uśmiechnął się chłopak z czupryną.
-A przestawić Ci nosek? - spytałam.
-Śliczna, słodka i zadziorna. Ideał. - zaśmiał się w full capie.
-Jus... mogę im coś zrobić? - spojrzałam na blondyna.
-Jasne. Proszę. - podeszłam bliżej i podniosłam prawą pięść do góry.
-Nie zrobi tego prawda? - spytał Czupryniak.
-Zaraz się przekonasz. - zaśmiał się cicho piosenkarz. Nagle do pomieszczenia weszła ***blondynka.
-Cześć Justin. Siema chłopcy. Eee cześć dziewczyno, która chce zrobić coś mojemu chłopakowi. - odwróciłam się w lewo. Stała i patrzyła mi w oczy.
-No dobra. Stop. - Justin podniósł do góry dłoń. - Izzy poznaj Sebastiana. - wskazał na chłopaka w full capie. - Xawier'a i słodką Daniel.
-To mogę już przestawić nosek Xawier'owi? Prooooszę. - spojrzałam na niego niczym kot ze Shreka.
-Przykro mi, ale nie chce mieć chłopaka z krzywym nosem. - odezwała się Daniel.
-Noo dobra.
-Chodź Izzy do kuchni. - Jus złapał mnie za rękę i poprowadził. - Gorąca czekolada i ciasteczka? Do tego film?
-Idealnie.
-Czy dobrze usłyszałem film, ciasteczka? Uuu romantycznie Bieber. - do kuchni wszedł Seb.
-Spadaj cipo. Ja przynajmniej mam kogoś. - Jus spojrzał na mnie ukradkiem i puścił oczko.
-Kochanie długo mam jeszcze czekać? Moje ubranie samo się nie zdejmie, a staniczek się nie rozepnie. - powiedziałam poważnie. Sebastian zrobił się czerwony. Gdy tylko wyszedł wybuchliśmy śmiechem.
-Nie zła jesteś. - przybiłam mu piątkę.

~Dominic~

/Co jej strzeliło do głowy? Dlaczego nie chce uwierzyć, że jej ojciec ją kocha./ Siedziałem w bibliotece i myślałem o Izzy.. Nagle nade mną pojawił się czyjś cień. Odwróciłem się do tyłu i ujrzałem...
-Cześć słodziaku. Co dziś porabiasz? - zapiszczała Megan.
-Nic ciekawego. - odpowiedziałem niechętnie. Nie przepadam za nią.
-Słuchaj robię imprezę może byś wpadł?
-Nie wiem zobaczę. Narka. - wstałem i odeszłam wolnym krokiem.

***

/Dlaczego nie odbierasz? Izzy. Proszę. Mam nadzieje, że wszystko z tobą ok./ Chodziłem w kółko z dziwnymi myślami, które kłębiły mi się w głowie. /Izzy leży z pociętymi dłońmi na białym śniegu./ Potrząsnąłem szybko głową to nie możliwe ona taka nie jest.
-Cześć stary. - do pokoju wszedł Matty.
-Siemson. - usiadłem na łóżku i zakryłem głowę dłońmi.
-Co jest?
-Izzy nie odbiera telefonów. Nie było jej w szkole, a rano się posprzeczaliśmy.
-Ellen też próbowała się do niej dodzwonić. Ale na marne. Była nawet u niej na chacie. Babacia powiedziała, że nie ma jej. - przez słowa Mattheow w mojej głowie pojawiły się kolejne straszne myśli.
-Kur*a! Gdyby nie ja było by inaczej. - wstając kopnąłem krzesło.
-Ej... nie obwiniaj siebie. Mam pomysł, idziemy na imprezę. Trochę się odstresować.
-Nie mogę. Ciągle będę myślami przy Izzy.
-Stary nie karz się prosić dwa razy. - poklepał mnie po ramieniu.

***

Matty namówił mnie. Teraz siedzę narąbany w trzy dupy  i nie wiem co się dzieje. Koło mnie siedzi jakaś blondynka... chwila to Megan.
-Mhmm słodki jesteś, gdy tak na mnie niewinnie patrzysz. - wyszeptała mi do ucha.
-Sso? Troszeczke tu głośno... - wybłąkałem.
-Chodź. - wstając podała mi dłoń. Złapałem ją i ruszyliśmy w stronę schodów. Weszliśmy do pokoju. Popchnęła mnie na łóżko, siadając mi na kolana.
-Meg? Co ty wyprawiasz? - spytałem.
-Ciśśś. - zamknęła mi usta pocałunkiem. - Wiem, że tego pragniesz, tak samo jak ja.
-Nie wiem o czym ty mówisz. - próbowałem się jakoś wydostać, ale na marne. Megan zaczęła mnie rozbierać. Dotykała moją nagą klatę i całowała. Chwilę potem zdjęła z siebie wszystko co miała. Zaczęliśmy się całować. Chciałem przestać, ale moje ciało odmawiało. Przełożyłem ją pod siebie. W jednej sekundzie ktoś wszedł do pokoju. Odwróciłem się, a tam stał Owen. Dobrze, że miałem spodnie. Nie chciałbym żeby jakiś bęcwał oglądał moje jędrne pośladki.
Odskoczyłem jak poparzony od Meg. Złapałem swoją koszule i zacząłem ją wkładać.
-Zabije Cię gnoju. - wysyczał Owen podbiegając do mnie.
-Za co? Jeśli dobrze słyszałem wy razem już nie jesteście. - podniosłem ręce w geście obronnym.
-Nie chodzi mi o tą sukę. - machnął głową w stronę Megan, która siedziała naga pod kołdrą. - Chodzi mi o Izzy. Dlaczego ty ją tak ranisz? Ona jest idealna! A ty frajerze chciałeś zdradzić ją na imprezie. Taki plan sobie ułożyłaś prawda, Meg? - zwrócił się do niej.
-Spadaj Black. - powiedziała tylko.
-Co jaki plan? Owen o co Ci chodzi? - zerkałem to na niego to na nią.
-Ta sucza od samego początku próbuje Cię rozkochać w sobie.  W tym zawsze przeszkadzała jej Iz. A, gdy nadarzyła się okazja porwała Cię do łóżka. - wytłumaczył mi. - Zadowolony?
-Meg powiedz, że to nie prawda.
-Owen zginiesz. - powiedziała wstając z kołdrą.
-Stary słuchaj to nie tak, że mam coś do ciebie. Ale jeśli zrobisz coś Izzy to wiedz, że nie wyjdziesz z tego cało.
-Dzięki.



----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


 *Sebastian Truman - 18 lat. Przyjaciel Justin'a. Tańczy w jego grupie tanecznej.
**Xawier Payne - 19 lat. Przyjaciel Justin'a i Sebastian'a. Chłopak Daniel. Tak samo jak Seb jest w grupie tanecznej.
 ***Daniela Ford - 18 lat. Kumpela Seby i Justin'a. Dziewczyna Xawier'a. Tańczy u Justin'a.


















Ja was naprawdę bardzo przepraszam :c Pisanie idzie mi naprawdę bardzo ciężko :<

Następny prawdopodobnie za tydzień.
Alexis :3


Ps.. Przepraszam za każdy błąd :<
Zachęcam do komentowania :3

sobota, 4 stycznia 2014

Rozdział 11. "'O proszę panienka myśli, że mnie to zaboli?”



            /Ten rozdział czytasz na swoją odpowiedzialność. Tekst może zawierać treść erotyczną.   
                                                      Przepraszamy za usterki:)/
14.12 ( dzień przyjazdu Justin'a Bieber'a)

~Izzy~

/W co tu się ubrać?/ Siedziałam przed szafą i zastanawiałam się co na siebie włożyć./ Dziś jest wielki dzień. Do Pill przyjeżdża Justin Bieber. Ellen jest strasznie tym podniecona. Ktoś wszedł do mojego pokoju. O wilku mowa.
-Cześć. Dlaczego siedzisz i się nie ubierasz? - spytała El.
-Nie mam w co się ubrać.
-Jejku ty to masz problemy... - ruszyła w moim kierunku i wyjęła potrzebne rzeczy.
-Ty jak widzę nie masz problemów z dobraniem ubrań. - wskazałam głową jej sukienkę.
-Mama mi kupiła. Jest słodka. - zapiszczała. - Dobra leć, czekam na Ciebie. Pobiegłam do łazienki. Przebrana wróciłam.
-Idealnie. - skomentowała.

***

-Ile ludu. - powiedziałam na widok zebranych fanów. Każdy miał coś na sobie z podobizną Bieber'a. - Po co ja tu w ogóle przyszłam?
-Jesteś tu ze mną. Bo ja Cię o to poprosiłam. - uśmiechnęła się Ellen szeroko.
-Tsa jasne. Ale ja zaraz mykam bo mam trening.
-Ooo żal myślałam, że pójdziemy razem na kawę. Obgadamy sylwestra.
-Ja na sylwka nic nie planuje.
-O o o idzie! - krzyknęła jakaś psychofanka.
-Gdzie? Ooop Justin! - odpowiedziała jakaś, gdy tylko zobaczyła gwiazdę zaczęła głośno krzyczeć i piszczeć.
-Omg. Raatunku. To nie mój klimat. - wyszeptałam sama do siebie.

***

-Ehm, kim jesteś? - usłyszałam jakiś głos za sobą. Odwróciłam się i ujrzałam Justina Bieber'a.
-E e e... cześć jestem Izzy... mogę wiedzieć co ty tu robisz? - nie żebym była nie miła, ale nie przepadam za nim.
-Mam próbę... znaczy powinienem mieć, ale ty tu jesteś. - stał i się przyglądał.
-Sorki, ale musiałeś się pomylić bo za 10 minut zaczynam kurs z dzieciakami.
-Eee. Scoot powiedział mi, że będę mógł sobie tu sobie w ciszy poćwiczyć. - Justin lekko się zarumienił.
-Wiesz możesz pójść za lustro weneckie. - wskazałam wielkie lustro, w którym było nas widać.
-O nie! Nie będę ćwiczył w jakimś składziku! Chyba sobie śnisz, że tam pójdę! - krzyczał.
-Hola hola. Ogarnij tą swoją gębę, bo nie życzę sobie żeby jakaś laleczka wchodziła do mojego miasta i się na mnie wydzierała! Nie jesteś kimś ważny w mojej głowie za jakiego się uważasz, jesteś jakimś nastolatkiem, który zaśpiewał kilka piosenek, nagrał kilkadziesiąt płyt, ma wielu fanów i myśli, że wolno mu wszystko. Więc NIE KRZYCZ NA MNIE!!! - sama zaczęłam na niego krzyczeć.
-O proszę, panienka myśli, że mnie to zaboli. Ups to się chyba troszkę pomyliłaś. - uśmiechnął się w szyderczy sposób. /Ciekawe ile dostane za przyjebanie gwiazdce w ryj./
-Słuchaj no cioto... jak powiesz jeszcze raz na mnie "panienka" to twój słodki pyszczek  tego pożałuje. - zabrałam torbę i wyszłam na zimne powietrze. - Hej Tina! - krzyknęłam, gdy zobaczyłam mała dziewczynkę kierującą się w moim kierunku.
-Cześć Izzy, czemu stoisz na podwórku? - po chwili pojawiła się grupka roześmianych dzieci.
-Słyszeliście, że Justin Bieber, jest już u nas? - powiedziała Tina, gdy zobaczyła przyjaciół.
-Tak!!!! Nie mogę się doczekać jego koncertu!! Chce go poznać! - krzyczała Lola, mała blondyneczka.
-Co Ci się tak podoba w Justin'ie? Przecież to idiota. - przyłączyłam się do rozmowy
-Idiota? Mówisz o moim mężu... - Lola złożyła swoją mała dłoń w pięść i zaczęła mi machać nią przed nosem. - Wiedz, że jeśli jeszcze raz tak powiesz to nie zawaham się jej użyć.
- Okej, spokojnie Lolitko - złapałam ją za nos i wybuchłam śmiechem. - Chodźcie, bo zamarzniecie. - otworzyłam drzwi do pomieszczenia, usłyszałam głośną muzykę.
-Kto tam jest? - spytała Tina.
-Nie wiem zaraz zobaczymy. Idźcie się przebrać, ja poczekam na sali. - podeszłam do DVD i wyłączyłam muzykę.
-Co kurw... - Justin odwrócił sie w moją stronę - To znowu ty? Czy nie jasno się wyraziłem? Ja tu mam trening.
-Really? - uśmiechnęłam się sztucznie - Myślałeś, że stchórzyłam? Pomyliłeś się ja po prostu wyszłam zebrać swoją ekipę. - podeszłam do niego bliżej i wyszeptałam – Za chwilę tu przyjdą i jest tam wiele twoich mega fanów, więc albo wyjdziesz normalnie albo będziesz uciekał od Lolity.
-Haha śnisz dziewczynko myślisz, że przestraszysz mnie tymi słowami. - zbliżył twarz do mojej twarzy, że dzieliły nas jakieś 2 centymetry. Miał duże niebieskie oczy w których widziałam złość. Nagle usłyszałam stłumiony krzyk.
-O jeeeezu!!! Izzy co on tu robi?! Omg Justin Bieber!!! Aaaaa - gdy JB się odwrócił zauważył Lole, która biegła w jego stronę i mocno się do niego przytuliła. Wybuchłam śmiechem, a po chwili reszta dzieci zaczęła krzyczeć i skakać. Spojrzałam w kierunku Justin'a również patrzył w moją stronę. Tym razem zamiast złości w jego oczach widziałam strach.
-Help me - wyszeptał bezgłośnie.
-Hey dzieciaki!!! Spokój!! Liczę do trzech i stoicie na swoich miejscach. Raz. Dwa. - wszystkie maluchy od razu stawiły się na miejscach. - No dobra, a teraz po kolei... Tina. Zaczynasz za 8 minut.
-Eeej, dlaczego ja?!  Ale ja nie pamiętam kroków! - oburzyła się
-Dla tego dałam Ci czas na przypomnienie sobie. Zostało Ci 6 minut. - podeszłam wolnym krokiem do Justin'a. - I co powiesz na to "laleczko", będziesz grzeczny? Czy mam znów ich nasłać na ciebie?
-Nie dzięki... Ej mogę zostać? Wydajesz się na ciekawą osobę.
-O proszę, nasza gwiazdeczka potrafi pytać "czy może". Spoko siadaj tylko nam nie przeszkadzaj.- usiadł na krzesło, a ja ruszyłam na środek.

*** 

-Nie zła jesteś. - skomentował Justin, gdy zajęcia się skończyły.
-Dzięki. - odpowiedziałam i ruszyłam do wyjścia.
-Hej zaczekaj... sorki za tamto na początku, ale trochę mnie poniosło. Dziś po prostu miałem zły dzień i chyba się wyżyłem na tobie. W ramach przeprosin może byś poszła ze mną na kawę? -/Słucham?! Czy dobrze słyszę? Justin zaprasza mnie na kawę. Hahaha chyba śni./
-Sorki, ale umówiłam się z przyjaciółką. Na razie Lolitko - dziewczyna się odwróciła i pokazała mi język. Po chwili jednak z powrotem podbiegła do nas.
-Ej, mogę Cię o coś po prosić? - zwróciła się do Bieber'a.
-Słucham Cię...
-Czy mogę pocałować Cię w policzek? - mała lekko się zarumieniła tak samo jak "laleczka"
-Spoko nie ma sprawy - nachylił się, a Lola go pocałowała.
-Dziękuje. Ej Izzy tylko nie podrywaj mi męża! Pamiętaj, że nie zawaham się jej użyć. - pokazała pięść. Wybuchłam śmiechem.
-No Bieber nie wiedziałam, że jesteś już żonaty. - zatrzasnęłam drzwi  i zamknęłam je na klucz.
-Szczerze? Ja też nie. Hymm, a w sprawie tej kawy. Twoja przyjaciółka też może się z nami wybrać.
-No sama nie wiem. - /Chociaż co mi szkodzi? Przynajmniej Ellen spełni jedno ze swoich marzeń./ -Okej, ale muszę iść do domu, wziąć prysznic, a potem jestem twoja...
-Moja? Oj maleńka nie rozpędzaj się tak. - zaśmiał się cicho.
-Słuchaj no... obiecuje Ci, że jak jeszcze raz powiesz do mnie maleńka to przestawię Ci ten twój idealny nosek. Tylko mój chłopak może tak do mnie mówić. - to go trochę zbiło z tropu.
-Ehe twój chłopak, to może jednak zostaniesz z przyjaciółką.- chyba się lekko wystraszył.
-Mięczak.
-Ja mięczak? Hahaha chyba w twojej główce. Po prostu nie chcę by twój chłopak miał jakieś wąty do mnie.
-Mhm... spoko, ale on taki nie jest. Chodzi poczekasz u mnie. - ruszyłam w stronę domu, ale pan Wielka Gwiazda nie miał chyba zamiaru się ruszać ze swojego miejsca. - Co jeszcze kurwa mi powiedz, że mam Cię zanieść.
-Miło by było, ale nie rozstaje się z Kimberlly.
-Omg co za facet - powiedziałam do siebie.
-O proszę nowa twoja wada mówisz sama do siebie.
-Mówi to facet co nazywa samochody ludzkimi imionami. - pokręciłam głową i zawróciłam.- To gdzie ta twoja Kim?
-Kimberlly. - poprawił mnie. Ruszył w kierunku parkingu, a ja ruszyłam za nim. Przed oczami ukazał mi się . mercedes. Dość nowoczesny.
-Nie złe cacko. - powiedziałam.
-Dzięki. Wsiadaj. - otworzyłam drzwiczki od strony pasażera i powoli umieściłam pupę na właściwym miejscu. Już po chwili Jus był za kierownicą. -  Gdzie jechać?
-Wyjedziesz stąd i w prawo potem prosto. Zatrzymaj się, gdy zobaczysz biały dom. Trochę starodawny.
-Ok ok. - odpalił silnik, którego w ogóle nie było słychać. Wyjęłam telefon z kieszeni i napisałam do Ellen.

                                  Do: Ellenka:>
           Hay!Hey!Hallo!
Cześć Ellenko, mam dla ciebie           niespodziankę. Wpadnij do mnie za jakieś pół godzinki. Będę czekać. Kosiam :***

                                           ***

Justin usiadł na łóżko i przyglądał mi się ukradkiem. W końcu nie wytrzymałam i wybuchłam.
-Mam coś na twarz, że tak mi się przyglądasz?
-Tak masz te słodkie oczy. - odparł ze słodkim uśmiechem.
-Oj nie cukruj Bieber nie cukruj. Zaraz wracam. Uważaj tylko na moją przyjaciółkę! - zawołałam zza drzwi od łazienki. Odkręciłam wodę i weszłam pod prysznic. Nagle usłyszałam głośny pisk. /Ellen./ Wybuchłam stłumionym śmiechem. Umyłam dokładnie każdy zakamarek ciała, wyszłam i już po 10 minutach byłam gotowa.
-Heeej Ellee...- przerwałam, gdy zobaczyłam, że to nie Ellen stoi tylko Matty. - Co tu robisz?
-Myślałem, że jesteś sama, ale widzę, że jednak źle myślałem. - odparł wskazując lekko głową na Justin'a.
-Nie, wybieram się z "laleczką" i Ellen na kawę. - uśmiechnęłam się.
-Laleczką? Aaaa kumam. Nie no okej, jak coś to potem się zgadamy. - już miał wychodzić, ale go zatrzymałam.
-Kto tak wiszczał? Myślałam, że to El.
-Ee ja. Nie żeby coś, ale lubię tą twoją "laleczkę"- przyznał się zarumieniony Matty.
-Okeeej spoko... - /Omg z kim ja się zadaje?!/  - Jak coś to dam Ci znać jak będę sama.
-Ok. - wyszedł. Usiadłam obok Justin'a i przyjrzałam się mu. Ten zaś wpatrywał się w zdjęcie, gdzie byłam z mamą.
-To twoja mama? - spytał wolno.
-Tak.
-Czy coś się stało z nią?
-Po co Ci kurwa to wiedzieć?! Nie interesuj się nie swoimi sprawami! - nie wiem czemu zaczęłam się na niego wydzierać. Po prostu zabolało to jego pytanie.
-Przepraszam, chciałem być miły. - odwrócił wzrok w stronę okna.
-Nie to ja przepraszam, nie powinnam na ciebie tak naskakiwać. - usłyszałam trzaśnięcie drzwi frontowych, a po chwili w drzwiach stała Ellen. Stała nieruchomo.
-Hallo? Ziemia do Tantan... szzz odbiór... Tantan...odpowiedz nam... szzz - udawałam, że mówię przez łoki toki, a Bieber śmiał się.
-Izzy mam omamy... widzę Justin'a Bieber'a. - powiedziała tak cicho, że prawie nic nie usłyszałam.
-Nie Ellen, on tu naprawdę jest. - powiedziałam.
-Tak jestem tu.- dodał Bieber.
-E e e. Heej... - pierwszy raz odkąd poznałam El, zamurowało ją nie wiedziała co powiedzieć. - Wiem, że tak głupio pytać, ale mogę zrobić sobie z tobą zdjęcie?
-Czemu nie. - Jus zrobił miejsce dla Ellen. - Królowo lodu mogła byś nam zrobić?
-Zamknij się laleczko. - wzięłam telefon od El i cyknęłam kilka fotek. - Już. - oddałam jej urządzenie. - Słuchaj no Bieber u nas o tej godzinie są tłumy w kawiarenkach. Więc albo zostaniemy tu u mnie, albo zostaniesz zaatakowany przez swoich fanów. To co wybierasz?
-Ej Iz pamiętasz tamtą knajpkę na skrzyżowaniu? Tam zawsze są pustki. - wtrąciła się Ellen.
-Hmm nie wiem możemy zobaczyć. - schowałam telefon do kieszeni. - Idziemy?
-Tak, tak już. - Justin wstał i ruszył na dół do samochodu. Poszłyśmy w jego ślad.

                                         ***  

Stało się tak, że knajpa o której wspomniała El była pusta. Nie dziwię się, śmierdziało tam starymi skarpetkami, a kawa nie smakowała jak kawa tylko siki. Fuuu...
-Izabell jesteśmy. - odezwał się Justin, gdy tylko Kimberlly się zatrzymała pod domem.
-Jestem Izzy, a nie Izabell. - poprawiłam go. Powoli zaczęłam wychodzić z samochodu, ale zatrzymał mnie Bieber.
-Spotkamy się jeszcze?
-Eee nwm zależy jaki los nas czeka - powiedziałam zatrzaskując drzwiczki. Szłam powoli, nagle wpadłam w poślizg i upadlam na pupę. Pośpiesznie odwróciłam się w stronę, gdzie znajdował się samochód. Dalej tam stał, a Justin zanosił się od śmiechu. Opuścił powoli szyby i zawołał ze środka:
-Udam, że tego nie widziałem! - pokazałam fack you. Wstałam ruszając do domu.
-Wróciłam! - krzyknęłam w korytarzu.
-Hej Izzy jestem w kuchni... - usłyszałam babcię. Weszłam do pomieszczenia i zobaczyłam Dominic'a siedzącego obok babuni.
-E e hej. - pocałowałam go w policzek. - Coś się stało?
-Tak, ale możemy pogadać na osobności? - spojrzał znacząco na babcie.
-Tsa spoko chodź na górę. - idąc tak w stronę pokoju myślałam o czym on chce rozmawiać. Bałam się. - Słucham. - powiedziałam, gdy usiadłam na łóżku. Dom zrobił to samo, ale po chwili opadł na poduszki.
-Tak się zastanawiałem... ukrywasz coś przede mną? - zaczął powoli
-Niby co? Co mam przed tobą ukrywać?! - mój ton lekko się podwyższył.
-Uspokój się Izzy, zadałem proste pytanie, a ty Od razu się denerwujesz. Pytam ostatni raz ukrywasz coś przede mną?
-Zależy w jakim sensie. - oczywiście, że nie wiedział o problemie Matt'a ani o tym, że byłam dziś z Justin'em  na kawie.
-Eh... Widziałem dziś jak wsiadałaś do jakiegoś odjechanego samochodu. Znalazłaś sobie kogoś lepszego? Kogoś kto ma dużo forsy i da Ci wszystko? Może i da Ci dużo, ale nie da Ci czegoś co mogę ja Ci zaoferować. Prawdziwą miłość. - poczułam jak w oczach zbierają mi się łzy, spojrzałam na niego.
-Myślisz, że lecę na bogatych? Myślisz, że jestem kurwą, która puszcza się za kasę? - wyszeptałam
-Nie nie myślę tak o tobie - przerwał mi.
-Dziś u mnie na zajęciach był Justin Bieber, trochę się pokłóciliśmy i w wyrazach wdzięczności zaprosił mnie i Ellen na kawę. Dlatego wysiadałam z drogiego auta, ale widzę, że ty myślałeś inaczej, myślałeś, że Cię zdradziłam. Miałeś mi zaufać! Nie zrobiłeś tego! Proszę wyjdź. Wynoś się z mojego pokoju! - nagle przed oczami zrobiło mi się ciemno, a w brzuchu poczułam ostry ból. Upadłam na podłogę.
-Izzy? - poczułam jego dłoń na plecach.
-Dom boli... - otworzyłam oczy i zobaczyłam bladego Dominic'a. Próbowałam się podnieść, ale znów przeszedł mnie ból.
-Poczekaj pomogę Ci. - podniósł mnie i położył na łóżku.
-Dom... zostań ze mną proszę. -   nagle naszła mnie chęć na coś miłego. Przyciągnęłam go do siebie i namiętnie pocałowałam.
-Ale twoja babcia jest na dole. -wyszeptał
-Trudno, ale ja mam na ciebie ochotę więc, albo się godzisz, albo wypad stąd.
-O nie takiej okazji to nie przegapię. - nachylił się i mnie pocałował. Włożyłam ręce pod jego bluzę i ją zdjęłam tak samo koszulkę. Potem on mnie rozebrał. Nasze ciała się dotykały czułam jak bije mu serce. Całowaliśmy się namiętnie, dotykając się dłońmi po całym ciele. Włożył mi rękę pod głowę, a drugą pod plecy. Po chwili to ja leżałam na nim. Dotykałam jego klaty, całowałam szyję i gryzłam za wargi. Dotykał mnie w miejscach intymnych pieszcząc mnie i moje ciało. W końcu postanowił wejść we mnie, poczułam lekki ból, ale dzięki  jego pocałunkowi zapomniałam o tym  i znów się  całowaliśmy. Robił to delikatnie, wiedziałam, że nie chce mnie zranić. Kochał mnie i nie pozwoliłby bym przez niego cierpiała. Zaczęłam go mocniej do siebie przytulać jakbym się bała, że zaraz zniknie. Po chwili poczułam to czego pragnęłam, było mi tak dobrze. Dominic położył się obok mnie i przykrył nas kołdrą. Położyłam głowę na jego brzuszku.
-Dziękuje. - wyszeptałam całując go w klatę.
-Dla mojej księżniczki wszystko.

***

Obudziłam się z przerażającym bólem głowy. /Co ja robiłam?/ podniosłam się lekko i zauważyłam leżącego obok Dominic'a. /Aaa... Małe szaleństwo w nocy./ Ubrałam dresy i koszulkę wchodząc na łóżko pocałowałam go w nosek, a on otworzył oczy.
-Jak się spało kochanie? - spytałam.
-Najlepiej na świecie. - uśmiechnął się i pociągnął do siebie. Zaczął mnie gilgotać, śmiałam się chyba za głośno bo po chwili w drzwiach stała zaspana babcia.
-Co wy tu wyrabiacie? - spytała przecierając oczy.
-Mała rozgrzewka by w ciągu dnia krew lepiej krążyła. - powiedział Dominc.
-Wczoraj wieczorem nie poćwiczyliście za dużo? - babcia uśmiechnęła się szeroko.
-Babciu! - rzuciłam w nią poduszką. Spojrzałam na Dom'a był czerwony jak burak. - Wypad stąd!
-No dobra, dobra, idę, tylko dajcie mi spać bo jest niedziela. - odwróciła się i ruszyła do sypialni obok.
-To co robimy przez resztę dnia? - spytałam patrząc na jego słodkie oczka.
-Miałem ochotę przeleżeć cały dzień z tobą. - pocałował mnie w szyje. - No chodź, kochanie. - pociągnął mnie tak, że leżałam na nim. Pocałowałam go w usta. Już chciał zdjąć mi bluzkę, gdy odparłam.
-O nie! Wstawiaj! - wybuchłam śmiechem i uciekłam do łazienki. Spojrzałam w lustro. Moja twarz była delikatna, uśmiech szeroki, a oczy miały małe iskierki.
-Puk, puk. Jest tam moja księżniczka? - usłyszałam głos Dominic'a za drzwiami.
-Nie ma mnie. - otworzyłam i po chwili stałam przyciśnięta do ściany. - Puszczaj chce cię wykąpać.
-To umyję się z tobą. - zdjął mi koszulkę, a ja sama zdjęłam spodnie i bieliznę. Weszłam do wanny, po mnie wszedł Dominic. Puściłam wodę, nalałam płynu by zrobić pianę.
-Mhmm przyjemnie. - Pocałował mnie w usta.
-Proszę Pana, a wie Pan, że mi na Panu zależy?
-Naprawdę? Dziwny zbieg okoliczność, bo mi na Pani też.

***

 Siedziałam na łóżku i czytałam "Jutro 4 ". Naprawdę ciekawa książka, ale coś tą czwarta część    mi nie idzie. Odłożyłam ją na stół. Włożyłam słuchawki w uszy i się położyłam zamykając oczy. Wspominałam swoje dawne czasy spędzone z Niną, zabawy w śniegu, wspólne wypady na plaże. Tęskniłam za nią. Postanowiłam wysłać do niej sms'a.

Do: Ninka:>
Hejka skarbie :* Dawno się nie odzywałam bo miałam kilka spraw do załatwienia. Co u ciebie słychać? Odezwij się szybko... czekam Izzy :*

Do pokoju wszedł Dominic.
-Gotowa? - mieliśmy iść na spacer, ale na śmierć o tym zapomniałam.
-Eee no jeszcze chwilka. - skłamałam.
-I tak wiem, że kłamiesz. Leć się przebierz, poczekam.
-Okej już lecę. - wzięłam ubrania z szafy i poszłam się przebrać. Po 5 minutach byłam już gotowa. Wróciłam tanecznym krokiem do Dom'a.
-Śliczna jesteś. - objął mnie w pasie.
-Dziękuje koteczku. - cmoknęłam go w policzek. Zeszliśmy wolnym krokiem po schodach. - Babciu wychodzę.
-Tak, tak. Idź zostaw babkę samą. - usłyszałam głos babci.
-Oj babciu wynagrodzę Ci to jakoś, jutro nie pójdę do szkoły to pojedziemy na zakupy.
-Ooo na pewno nie. Od szkoły to ty mi się maleńka nie wymigasz. Jeśli pozwolisz mi się dziś wieczorem uczesać to zapomnę o tej sprawie. - Susan uwielbiała moje włosy, ale nigdy nie pozwalałam ich dotykać.
-No dobrze, ale tylko jedna fryzura.
-Nooo okej, bawcie się dobrze. - pomachała nam.
-Oj z nim zawsze się dobrze bawię.

***

-Daleko jeszcze? - nogi mi już odpadały od tego spaceru, ale Dominic uparł się, że chce mnie zaprowadzić do ważnego miejsca.
-Nie marudź tylko chodź.
-Nogi mi wysiadają. - żaliłam się.
-Jeszcze tylko kawałeczek. No chooodź. - złapał mnie za łokieć bym mogła przejść po dużej kłodzie. - Noi jesteśmy. - rozchylił gałęzie drzew i wyszliśmy na górkę z której było widać całe Pill.
-Jak tu ślicznie. - wyszeptałam.
-Wiesz Izzy, może i pomyślisz, że jestem głupi, ale chcę z tobą zamieszkać w tym miejscu, na tej górze. Mieć słodkie dzieci i byś nosiła moje nazwisko. Po prostu chcę spędzić z tobą resztę swojego życia. Kocham cię nad życie. - Dominic
stał na przeciwko mnie i patrzył mi głęboko w oczy.
-Oj Dom ja też Cię kocham. Tak uważam, że jesteś głuptas mój kochany głuptas. - podeszłam bliżej i mocno go przytuliłam.



---------------------------------------------------------------------------------------------------------



Rozdział dłuuuugi :3 Jak nigdy...
Następny? Nie wiem kiedy:( Brak weny.
 Przepraszam za każdy błąd :(
Lukajcie na mojego aska :) 

Wasza Alexis <3