niedziela, 2 lutego 2014

Rozdział 15. "Nie ma i nie będzie już nas."


~Dominic~
 

-Co? - stałem oszołomiony.
-To! Będziemy mieli dziecko! - krzyczała przez łzy.
-To nie możliwe. -wyszeptałem.
-A jednak. To dziecko ma już miesiąc! Rozumiesz? Miesiąc! Jest tu. W moim brzuchu. - dotykał się w miejscu, gdzie znajduje się dziecko.
-Izzy... - chciałem złapać ją za dłoń, ale ją zabrała. - Proszę wróć. Stworzymy szczęśliwą rodzinę. Proszę.
-Nie Dom. Nie mogę. To koniec rozumiesz? Rozumiesz, że nic między nami już nie będzie? - patrzyła mi prosto w oczy.
-Ranisz... - zacząłem, ale mi przerwała
-Ty mnie tyle razy zraniłeś.
-Nie chciałem powiedzieć, że mnie ranisz tylko dziecko! Jak ono będzie się czuło bez ojca? Izzy zrozum. - staliśmy o krok od siebie.
-Nie. I więcej razy się nie powtórzę. Nie ma i nie będzie już nas. A teraz odwieź mnie do domu. - ruszyła przed siebie.
-A może twój Justin'ek zostanie ojcem dziecka? Może dziecko będzie do niego mówić "tatusiu", a nie do mnie? - powiedziałem przez zęby.
-A nawet gdyby tak to co? Na pewno byłby lepszy niż ty! Przynajmniej o nic mnie nie oskarża! - złapałem ją za nadgarstki.
-Zrozum, że on nie jest Ciebie wart. - patrzyłem jej prosto w oczy.
-A że niby ty frajerze jesteś mnie wart? On przynajmniej nie przeleciał Megan! A ty? Ile razy? 10? 20? - płakała. Płakała w moich ramionach. Dziewczyna, która jest dla mnie wszystkim.
-0. Ani razu się z nią nie przespałem! Zrozum, że tylko Ciebie kocham Izzy! - nachyliłem się i ją pocałowałem, ale ten pocałunek nie trwał wiecznie, ponieważ Iz odsunęła się ode mnie uderzając mnie w twarz.
-Nigdy więcej bez mojego pozwolenia tego nie rób. - powiedziała. - Zawieź mnie do domu.
Staliśmy pod domem Iz, cała droga minęła w ciszy. Dziewczyna całą drogę płakała, a ja nie mogłem jej pocieszyć.
-Przepraszam. - powiedziałem, gdy wychodziła z samochodu.
-Daruj sobie.

***
 

Siedziałem na podłodze z gitarą, pośród kartek. Wzięło mnie na pisanie piosenek. Idealny stan. Zranienie. Smutek. Ból.
-Dominic! - do pokoju wbiegła moja młodsza siostra Glen*. - Jakaś brzydka dziewczyna przyszła. Chce z tobą gadać.
-Już idę. - uśmiechnąłem się pod nosem. /Kim jest brzydka dziewczyna?/ Zbiegłem po schodach. W korytarzy stała Megan. /Mała miała rację. Brzydka jak skunks./ - Co chcesz?
-Musimy pogadać, ale sami. - spojrzała znacząco na Glen.
-Sory, ale nie mam ochoty z tobą gadać. Przez Ciebie Izzy ma mnie gdzieś! Powiedziałaś jej, że między nami coś było. Chociaż to nieprawda! Wynoś się stąd. - wypchałem ją za drzwi.
-Boziuu co za dziewczyna. Brzydka, a na dodatek głupia. - Glen zrobiła facepalm'a.
-Masz racje młoda. - poczochrałem jej włosy. - Dobra wracam do siebie.
-Mogę z tobą? Posłucham jak śpiewasz. - no tak mała uwielbia jak śpiewam, mogłaby siedzieć godzinami na moich próbach.
-Ok, ale musisz być cicho. - weszliśmy na górę, młoda usiadła na poduszkę kulkę, a ja zająłem miejsce na podłodze gdzie siedziałem wcześniej. Spojrzałem ostatni raz w okno Izzy. Paliło się światło, a na parapecie siedziała ONA.
-Tęsknisz za nią, prawda? - powiedział Glen.
-Jesteś zbyt mądra. Przed tobą nic się nie ukryje. - pokazałem jej język, a ona mi.
-Dobra śpiewaj. - zarządziła. W tym samym czasie zadzwonił telefon.
-Tak?
-Stary słuchaj. Pomagam Ci wrócić do Izzy. Wiem wszystko. - w słuchawce usłyszałem głos Matt'a.
-O czym wiesz? - udałem głupiego.
-O ciąży palancie. Sebastian nam wszystko powiedział. Słuchaj... - zaczął tłumaczyć mi plan. - Zgadzasz się?
-Jeśli jesteś pewien, że się uda to nie ma sprawy. - powiedziałem.
-Okej to o 20 u mnie. - rozłączył się.
-Dobrze słyszałam? Izzy w ciąży? - spytała młoda.
-Gumowe ucho. - krzyknąłem ze śmiechem. - Tak, tylko ani słówka mamie, ok?
-Buzia zamknięta na kłódkę.
-Kocham Cię mała. - przytuliłem ja mocno do siebie.
-No dobra bez tych czułości, dość. - wyrywała się.

***


Siedziałem na środku pokoju i czekałem na Izzy. Ręce pociły mi się od stresu. /Co jak wyjdę na głupka? A jeśli nie przyjdzie? Co ja wtedy zrobię?/ Ludzi było coraz więcej. Chodzili, tańczyli, pili, a ja? Ja byłem głupi bo się zgodziłem.
-Pamiętasz co masz robić? - koło mnie przystanęła Ellen.
-Tak. - odpowiedziałem. - Ej El, a jak ona nie przyjdzie? Albo będzie miała mnie w dupie?
-Nie bój się. Ona właśnie wchodzi do domu. - wskazała palcem w stronę mojego "Anioła". Zgodnie z planem zaczęłam grać na gitarze. Wtedy nasze spojrzenia się spotkały.

~Izzy~
(Chwilę wcześniej)


-Po co mnie tu przywiozłeś? - krzyczałam na Sebastian'a.
-Przepraszam Iz. - popchał mnie na środek pokoju i wtedy zobaczyłam Dominic'a. Z gitarą. Spojrzałam na niego, a on patrzył na mnie. Zaczął grać jakąś melodię i śpiewać do niej.
- Mówiłaś często, że będzie zajebiście.
Ten cały widok to jak sztuka w Madrycie.
Pisałaś w liście, pozwól, zacytuję:
"Będę Cię kochać, ta miłość nie umrze".
Ten cały dom, jak z piasku runął.
Zamknęłaś drzwi, bo na wnioski za późno .
Pociąg odjechał, zabrał marzenia.
Zabrał mi coś, co trzymałem na rękach.
Tych parę sekund zamazało tą drogę
i wspólne plany, które były na potem.
To mogło trwać, zrozum, przez wieki.
Gdy czytam tą treść, parują powieki.
Tu obok mnie, w tym momencie, Ciebie nie ma
Dziś nowa scena za zasłoną milczenia.
Zbyt głęboko zanurzony w tym nurcie.
Choć kilometry dzielą - słyszę Twój uśmiech.
Wróć do mnie, proszę
Nie zamykaj dróg.
Wróć do mnie, błagam
Nie zostawiaj tu.
Wróć do mnie, proszę
Przecież kocham tak.
Wróć do mnie, błagam
Nie chcę żyć tu sam.
Widzę próżnię, kiedy wszystko mnie mija.
Nasz azyl pusty, zazdrość płynie w żyłach.
Czekam na Ciebie w pokoju za drzwiami;
Myślę, że przyjdziesz przemyć te rany
I wszystko wróci do normy, jak dawniej.
Nigdy więcej nie wyleje łez na papier,
A dawne plany nie będą fikcją.
Przeniosę się znów w tamtą rzeczywistość.
Gdybym mógł ściągnąłbym dla Ciebie księżyc.
Zrobiłbym wszystko, byś mogła uwierzyć,
Że każdy problem warto naprawić.
Nikt nigdy nie był tutaj idealny,
Dziś muszę prosić o kolejną szansę,
Walczyć o miłość, jak za pierwszym razem.
Nic tak dla mnie nie jest tu ważne
Jak Twoja obecność i szepty nad ranem.
Wróć do mnie, proszę
Nie zamykaj dróg.
Wróć do mnie, błagam
Nie zostawiaj tu.
Wróć do mnie, proszę
Przecież kocham tak.
Wróć do mnie, błagam **
Nie chcę żyć tu sam
.- gdy skończył odstawił gitarę na bok i stanął na przeciwko mnie. - Dlaczego płaczesz?

-Bo tęsknie za takim pajacem jak ty. - powiedziałam przez łzy. /Dlaczego on tak na mnie działa? Przecież to frajer, który zdradza. No tak frajer, ale ja kocham tego frajera. Najbardziej na świecie! Za bardzo go kocham by go tak ranić./
-W jakim sensie tęsknisz? - spojrzał na mnie zdumiony.
-W takim, że gdy wstaje myślę o tobie, gdy jem myślę o tobie, gdy idę do szkoły myślę o tobie, gdy siedzę w szkole myślę o tobie, gdy wracam ze szkoły myślę o tobie, gdy jem kolację myślę o tobie, gdy zasypiam myślę o tobie. - uśmiechnęłam się szeroko.
-Czy to znaczy, że... - powiedział.
-Że jesteś frajerem, którego mam w dupie i nie chcę znać. - wściekłam się.
-A nie mówiłem? Mówiłem wam, że to poje*any plan! Zadowoleni? - patrzył na Ellen, Matty'ego oraz Sebastian'a. Zrobiłam krok do przodu. Złapałam jego twarz i zbliżyłam nasze usta w jeden wielki pocałunek.
-Uuu. - krzyknęli wszyscy wokół nas.
-Kocham Cię. - powiedział Dom.
-Ja Cię też. - wtuliłam się w jego ramie.
-Aww! A nie mówiłam! - przybiegła do nas Ellen. - Aww! Jesteście potrzebni dla siebie do życia. Oboje się kochacie, prawda? - gadała jak najęta. Nie wiele myśląc przytuliłam ją do siebie.
-Przepraszam. Przepraszam za wszystko. - wyszeptałam.
-Każdy popełnia błędy, nawet ktoś taki idealny jak ty. - uśmiechnęła się.
-Kochana jesteś. - zaśmiałam się.
-Ej ej. Kto mi tu porywa dziewczynę? - spojrzałam na Matt'a i wskoczyłam mu na ręce. - Spokojnie. - zaczął mną kręcić
-Aaaa! Ty cioto! - śmiałam się - Stooop. Dooość. - odstawił mnie na podłogę. - Pamiętaj mamy do pogadania.
-Okej.
-A mi coś zrobisz? - spytał nieśmiało Sebastian.
-Ci? Niee... Tylko wydłubie oczy śrubokrętem później odetnę igłą ręce, a na koniec pozbędę się twoich nóg za pomocą piły mechanicznej. - uśmiechnęłam się.
-Okej, to może ja wyjdę. - wszyscy wybuchliśmy głośnym śmiechem.
-Kocham was. Nawet Ciebie Matty. - przytuliłam wszystkich, ale Seb stał na uboczu. - Chodź teraz ty też należysz do tej psychicznej rodziny. - powiedziałam do niego, ale on mnie nie słuchał tylko patrzył na jakąś dziewczynę.
-Ooo proszę ktoś tu się zakochał w Nel... - zauważył Dom.
-Co? Ja? Nie. - zająkał się Grzywacz. - Tak sobie na nią patrzę.
-Na nią czy na jej tyłek? - odezwałam się.
-Nie żeby coś, ale tyłeczek to ona ma fajny. - zaśmiał się Dom, a ja uderzyłam go w głowę. - Auu za co to?
-Za Nel. - udałam obrażoną.
-Kocham tylko Ciebie. - pocałował mnie w nosek.
-Dominic miałeś rację. Tyłek jest... mhmmm! - uśmiechnął się Seb
-A nie mówiłem? - krzyknął Dom, a ja ponownie go uderzyłam. - Auć!
-Chcesz to zapoznam ją z tobą. - zaproponowałam.
-Na prawdę mogłabyś? - niemal nie skakał z radości.
-Num chodź. - ruszyliśmy w kierunku Nel. - Cześć Nel. - przywitałam się.
-O siemka Iz. - uśmiechnęła się. -Co Cię do mnie sprowadza?
-Mój kolega Sebastian chciałby Cię poznać.
-Ooo słodko. - zarumieniła się.
-Dobra Nel to Sebastian, Sebastian to Nel. Już się znacie, a ja mykam. - już miałam iść, gdy przypomniało mi się, że nie ma Megan. - Ej ej, a gdzie Meg?
-A ja wiem? Gdzieś ją mam. Nie interesuje mnie. - uśmiechnęła się.
-Jak coś to mnie gdzieś tu znajdziesz... - pomachałam im na pożegnanie. - To co robimy kochanie? - usiadłam na kolan Dom'a i mocno go przytuliłam.
-Stęskniłem się. - wyszeptał mi we włosy. - Zatańczymy?
-Oki doki. - złapał mnie za dłoń i już po chwili wirowaliśmy na parkiecie, a obok nas Nelania z Sebastian'em.
-Zamiana. - powiedział Matty, który robił za Dj'a. Trafiłam w ramiona Grzywacza, a Nel w Dominic'a.
-Co powiesz Justin'owi? - spytał.
-A co mam mu się tłumaczyć? - uśmiechnęłam się głupkowato.
-No nie, ale on potrafi być nieźle stuknięty. Lepiej żeby ktoś był jak będziesz z nim gadać.
-Okej, Ellen może być?
-Musi to być ktoś silniejszy by mógł przytrzymać Justin'a. - przestraszyłam się truszku, ale gdy ponownie znalazłam się w objęciach Dom'a minęło.
-Musimy coś zrobić z Justin'em. - powiedziałam.
-I z Megan. Ona nie da mi spokoju. - dodał. Usiedliśmy na sofie, a chwilę później obok nas przysiedli roześmiani od ucha do ucha Seb z Nel. - Ej Cross Meg lubi JB?
-Ona? Ona za nim szaleje. Gdyby tylko z nim się spotkała... Omg co za szał byłby. - zaśmiała się.
-Dom mam pomysł! - krzyknęłam, a chwilę potem opowiedziałam szczegóły.
-To może wypalić. - uśmiechnęła się Nelania.
-Ej Nel mogę wiedzieć czemu przestałaś się z nią zadawać? - /One były najlepszymi przyjaciółeczkami! Co mogło je rozdzielić?/
-To zimna suka. Nie da się z nią wysiedzieć. Ciągle na kogoś gada, a sama nie jest lepsza. Wiecie, że ona myje się raz na tydzień? - wybuchliśmy wszyscy śmiechem.
-Wiesz Nel myślałam, że ty też jesteś zimną suką, ale się myliła. Z tobą da się pogadać. Ale pamiętaj jeśli złamiesz mu serce to ja złamię Ci nosek. - wskazałam na Grzywacza - Dom możemy już wracać? Chce pobyć chwilę z tobą.
-Okej. Chodźmy. - pożegnaliśmy się z wszystkimi i wyszliśmy. Ruszyliśmy spacerkiem do domów. - Cieszę się, że mi wybaczyłaś. Wiecznie o tobie myślałem.
-Ja też się cieszę. - pocałowałam go w policzek.
Po 40 minutach byliśmy pod domami. - Wejdziesz? Zostaniesz? Na noc? Na dzień? Tydzień? Miesiąc? Rok? Na zawsze?!
-Mogę zostać na noc. - weszliśmy do domu i pobiegliśmy na górę. Dominic usiadł na łóżku, a ja na nim. Zaczęliśmy się całować. - Tęskniłem za tym.
-A ja za tym. - zaczęłam go rozbierać... reszty już możecie się domyślić.


-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Glen Pads- 7 letnia siostra Dominic'a. Jest mądra jak na swój wiek. Kocha swojego brata i uwielbia jak on śpiewa.

















**
Stinko - Wróć do mnie


Bum bum :3
Były 4 komentarze więc dodaje :3
Natalioo ty to masz nie równo :3
Następny? Jak będzie 6 komentarzy :3
Mam prośbę... napiszcie co byście zmienili w tym opo :3 
Alexis :*




Czytasz = Komentujesz
6 Komentarzy = 16 Rozdział 

piątek, 31 stycznia 2014

Rozdział 14. "Od niego też trzymaj się z daleka."



Dzień koncertu.

/Izzy dasz rade, zobaczysz dasz radę./ Dopingowałam siebie w myślach. Za jakieś 10 minut miałam wejść na scenę i zatańczyć mój własny układ. A co do czego przychodzi zapominam kroków! Jak to możliwe? Stres? Tak to stres.
Dowiedziałam się, że Ellen i reszta też tu będą. Nawet Dominc.
-Hej Izzy, wszystko ok? - na moim ramieniu znalazła się męska dłoń.
-Tak wszystko okej. - uśmiechnęłam się szeroko do Sebastian'a. - Dzięki za troskę.
-Nie ma sprawy.
-Ej Seb, zapomniałam Cię przeprosić. - wspomniałam.
-Za co? - spytał zdziwiony.
-Za tą cała sprawę z ginekologiem. Nie miałam chwili by z tobą  o tym pogadać. Ciągle byliśmy czymś zajęci.
-Spoko to nie twoja wina. Wiesz dla mnie to byłby zaszczyt być ojcem tego maleństwa. - uśmiechnął się szeroko.
-Dzięki.
-Za 5 minut wchodzicie... - oznajmił Scott.
-O nie nie nie nie. - zaczęłam skakać.
-Ej ej spokój. - Seb złapał mnie za ramiona i przytrzymał. - Spokojnie. Ciśśś. Luz. - staliśmy tak przez chwilę.
-Dzięki wielkie. - przytuliłam się do niego. - Jesteś wielki.
-Heh, dobrze wiedzieć. Chodź Diagra poprawi Ci makijaż. - popchał mnie w stronę stylistki
-Aż tak źle wyglądam? - zaśmiałam się.
-Niestety. - uśmiechnął się szeroko.
-Szczerość. - skomentowała Diagra. Była wysoką dziewczyną. Jej włosy były w kolorze różu. Idealnie podkreślone oczy było widać z daleka. Była piękna.
-Poprawisz? - spytał Seb.
-Jasne.
-Tylko szybko bo już wchodzimy. - dodał cicho.
-Spoko.
-Hej Diagra, wiesz może gdzie Daniel? - zaczęłam, gdy Seba odszedł.
-Ona zawsze znika przed koncertem. Chce się uspokoić przed wejściem medytując. Taka no wiesz... - zażartowała.
-No tak. Kumam. - poprawiła mi szybko makijaż, a później popryskała lakierem włosy by się utrzymały.
-Minuta! - krzyknął Xawier. - Izzy chodź.
-Juuuuż. - podbiegłam do nich. Jakże jestem choreografką wybiegam pierwsza. To takie dobijające!
-Wchodzicie. - krzyknął Scott, a ja wbiegłam po schodkach i, gdy byłam na scenie zaczęłam robić salta i gwiazdy. Zatrzymałam się na swoim miejscu. Spojrzałam na Sebastian'a, który stał zaledwie dwa kroki koło mnie. Zrobiło się ciemno. Ludzie gwizdali, krzyczeli i nie tylko. Nagle z góry na metalowej huśtawce zlatywał Justin. Krzyki były jeszcze głośniejsze. Stanął na scenie, a ja podbiegłam by zabrać kurtkę. Uśmiechnął się do mnie szeroko. Oddałam kurtkę Scott'owi i wróciłam do Justin'a. Oparłam rękę o jego prawe ramie, a Daniel o lewe. Z głośników zaczęła lecieć piosenka "Boyfriend", Jus śpiewał, a my tańczyliśmy przy nim. Później wróciłam na miejsce obok Sebastian'a. Za chwilę miałam wykonać wraz z Daniel główną atrakcje na koncercie. Po prawej i lewej stronie ustawili się pozostali. Okrążyli nas.
-Nie pozwól mi upaść. - szepnęłam do samej siebie. Złapali mnie oraz Dan za nogi i ręce wyrzucając nas w górę. Zrobiłyśmy dwa salta, tak, że ja spadłam po lewej stronie, a ona po prawej. Wybuchły głośne brawa i krzyki. Wszyscy zaczęli skakać, a my razem z nimi.

***

-Ej ludzie! - krzyknął do mikrofonu Justin, gdy koncert już się kończył. Wszyscy z grupy tanecznej byli przebrani w jakieś odjazdowe ciuchy. Ja miałam na sobie sukienkę z czarnym gorsetem i miętowym luźnym spodem. Do tego skórzana kurtka i czarne obcasy. Sebastian był w czarnych rurkach, niebieskiej koszuli, przez nią miał przewiązany luźny krawat. Na głowie full-cap, a na nogach niebiusieńkie nike. - Mój przyjaciel chciałby coś powiedzieć. - do mikrofonu podbiegł Xawier. W zielonych rurkach, czarnej koszuli z zielonym krawatem i czarnych air max'ach.
-Cześć człowieki. Chciałbym coś bardzo ważnego powiedzieć dla pewnej osoby, która siedzi w mojej głowie dzień i noc. - ludzie ucichli. - Jesteś dla mnie jak tlen do życia potrzebna, bez Ciebie żyć nie umiem. Daniel... - uklęk i patrzył wprost na dziewczynę. Ona zaś miała łzy w oczach, które kapały na jej śliwkową sukienkę. Popchnęłam ją w jego stronę. -  Daniel Ford czy zostaniesz moją żoną?
-Uuuu! - ludzie z widowni zaczęli krzyczeć. Daniel dalej płakała.
-Tak. - wyszeptała przez łzy. Xawier włożył pierścionek na jej palec i mocno ją przytulił. Wszyscy bili głośnie brawo.

***

Po skończonym koncercie, który trwał 3 godziny, byłam padnięta. Daniel'a była uśmiechnięta od ucha do ucha. No tak kto ma oświadczyny na koncercie Justin'a Bieber'a? Jejku jak jej zazdroszczę! Tak właśnie miało być z Dominic'iem. Mieliśmy być szczęśliwym małżeństwem, mieć dzieci... no dobra mamy dziecko, ale o tym wiem tylko ja no i mieszkać na górce. To były tylko słowa, głupie słowa.
-Izzy słuchasz? - z zamyśleń wyrwał mnie głos Jus'a.
-Przepraszam wyłączyłam się na chwilę. - uśmiechnęłam się szeroko.
-Idziemy oblać oświadczyny. Idziesz z nami? - spytał.
-N... - nie skończyłam bo przerwał mi Sebastian.
-Nie masz jutro sprawdzianu z gegry? - puścił do mnie oczko.
-Tak chyba tak, ale mogę iść z wami. - ponownie się uśmiechnęłam.
-To dobrze. - Jus przytulił mnie do siebie. - Chodźcie. - ruszyliśmy przytuleni do siebie.
-Zabije. - wysyczał zdenerwowany Sebastian.
-Mówiłeś coś? - Justin odwrócił się do niego.
-Mówiłem, że słodko wyglądacie razem. - uśmiechnął się teatralnie.
-Cieszę się. - wyszliśmy tylnymi drzwiami. Było pełno fanów. Dobrze, że Jus ma ochronę. Przeszliśmy do samochodu. Usiadłam z przodu obok Jus'a, a Xawie, Daniel i Sebastian z tyłu.
-Kocham Cię. - usłyszałam z tyłu głos Daniel. Gdy przejeżdżaliśmy obok fanów zauważyłam Ellen przytuloną do Matt'a i Dominic'a z... Megan.
-O k*rwa... Jak on mógł. - wyszeptałam. Z moich oczu popłynęły łzy. Siedzący za mną Sebastian zauważył to i skierował wzrok w tą samą stronę co ja.
Po chwili dostałam sms'a.

"Od: Grzywacz.
Kto to?"

Zapewne nie chciał przy nich o tym gadać. Odpisałam.

Do:Grzywacz.
Ojciec dziecka ze szkolną k*rwą"


Ponownie popłynęły łzy, a chwilę potem dostałam kolejnego sms'a.

"Od:Ellenka:*
To nie tak jak myślisz"


Nie spodziewałam się tego. Nie spodziewałam się, że mnie widzieli.

"Do:Ellenka:*
Nie chce was znać."

Oparłam głowę o szybę i zamknęłam oczy.
-Izzy?
-Tak? -nadal miałam zamknięte oczy.
-Wszystko ok? - dłoń Jus'a znalazła się na moim kolanie.
-Tak jest ok. - uśmiechnęłam się mimowolnie.
-To dobrze.

***

-Super. Jak ja wrócę? - spytałam Justin'a.
-No kochanie zapomniałem. Przepraszam. - zbliżył się do mnie, a ja poczułam smród alkoholu. Zrobiło mi się nie dobrze. Wybiegłam do łazienki. Zwróciłam obiad. Umyłam zęby zapasową szczoteczką, która leżała u Jus'a i wróciłam.
-Spoko. Wrócę piechotą. - zaczęłam wkładać płaszcz.
-Ja Cię odwiozę. - koło mnie stanął Sebastian.
-A ty nie piłeś? - spytałam podejrzanie.
-Nie. Wiedziałem, że nasza Super Gwiazda nie wytrzyma bez alkoholu, wiec zrezygnowałem. - uśmiechnął się.
-No niech Ci będzie. - wyszliśmy bez pożegnania.

***


-Czy to nie ten sam chłopak co był na koncercie? - spytał Seb, gdy już byliśmy pod domem, wskazując jakiegoś chłopaka, który siedział na ławce i brzdękał na gitarze.
-Taa to on. - ponownie w oczach zebrały mi się łzy. - Nie chce go znać.
-Frajer co nie? Zostawić Cię samą z dzieckiem dla jakiegoś plastika. To nie chłopak tylko sk*rwysyn. - mówił przez zaciśnięte zęby.
-On nie wie o dziecku... - wyszeptałam.
-Co? Dlaczego? Izzy! - spojrzał na mnie.
-Nie chce mieć nic z nim wspólnego. Nic! - krzyknęłam i wybiegłam z samochodu cała zalana łzami.
-Izzy. Stój. Przepraszam. - wołał za mną Sebastian.
-Co jej zrobiłeś? - usłyszałam za sobą JEGO głos. Poczułam ukucie w klatce piersiowej.
-Ja? Co JA jej zrobiłem? Lepiej mi powiedz co ty jej zrobiłeś! - krzyknął Seb.
-Co ty możesz wiedzieć? - Dominic stał lekko zdenerwowany.
-A żebyś się zdziwił... wiem więcej niż ty wiedziesz! - /O nie! Seb proszę nie mów tego. Jeszcze nie teraz.../
-Zamknijcie się. Proszę! - przerwałam to. Pierwszy raz od kłótni spojrzałam prosto w oczy Dominic'owi. - Czego tu szukasz?
-Wiedziałem, że Cię złapie... muszę z tobą pogadać. - odparł drapiąc się po głowie.
-Nie mamy o czym. Seb jedź już spotkamy się jutro.
-Na pewno?
-Tak. - pocałował mnie w policzek i odjechał.
-Izzy proszę, porozmawiajmy. - Dom złapał mnie za nadgarstki.
-Puść to boli. - w oczach pojawiły się łzy, ale nie przez ból tylko przez uczucia.
-Przepraszam. - puścił. - Izzy ja na prawdę przepraszam! Wybacz mi. - odwróciwszy się od niego, ruszyłam do domu.
-Kocham Cię Izzy Green i wiem, że ty też czujesz do mnie to samo. - wyszeptał. Serce podpowiadało mi " odwróć się i wróć do niego. Kochasz go! Tak samo jak on Ciebie!", a rozum " Idź do domu, nie wnikaj w tego palanta. Wybaczysz i co? Następnego nie znów Cię o coś oskarży. On nie jest Ciebie wart". Płakałam coraz bardziej.
-Przykro mi, ale się mylisz. - weszłam do domu. Osunęłam się po drzwiach i zaczęłam płakać. /Przestań ryczeć! Nie warto./ Powtarzał mi cieniutki głosik.
-Muszę być silna. - powiedziałam do siebie. Wbiegłam do pokoju przebrałam się w luźne ubranie. Włożyłam słuchawki w uszy i wyszłam pobiegać. Babcia tylko uśmiechnęła się do mnie. Biegłam truchtem, aż wpadłam na jakąś lale. Podniosłam wzrok i ujrzałam...
-O proszę... kogo my tu mamy? Naszą tancereczke. - zaśmiała się Megan.
-Śmiejesz się jak prosię. A tak zapomniałam ty masz na drugie Peggy. Świnka Peggy. - założyłam ręce na piersiach i przyglądałam się jak robi się czerwona. - Oo nawet kolor zmieniasz na różowy. Śliczna Peggy!
-Twój chłopczyk nie jest już tobie wierny co? Suczko? - uśmiechnęła się do mnie.
-Malować się nie umiesz? Japier*ole... a może to jakiś nowy styl. Pomadka na zębach. Poczekaj cyknę Ci zdjęcie i dodam na fejsa. - wyjęłam telefon i zrobiłam zdjęcie, a ona od
razu zakryła ręką twarz. - A co do "mojego chłopaka" to do takiej suki każdy piesek przyleci. Por*cha i zostawi. A psinka wesoła bo staje się kur*ą.
-Nie dorównujesz mi do pięt. - wysyczała.
-Po jaki ch*j? Nie mam zamiaru dawać tak dupy jak ty! Ile bierzesz za nockę? Mam kilku chętnych.
-Zabije. - rzuciła się na mnie. Upadłyśmy na beton. Na początku nade mną górowała, ale później to ja siedziałam na niej i obijałam jej mordkę.
-Jeszcze masz coś do powiedzenia k*rwo? - spytałam po chwili.
-Spierdalaj suko. - odpowiedziała, a ja przywaliłam jej z liścia.
-Słuchaj na świnko. Jeśli raz zobaczę Cię z moimi przyjaciółmi to wiedz, że z tobą będzie gorzej. - wstałam z niej. Odeszłam wolnym krokiem.
-Przespałam się z Dominic'iem. Nie jest takim aniołkiem za jakiego się uważa! - krzyknęła za mną. Zebrała się we mnie złość. Wróciłam się do niej i kopnęłam ją z kolanka w brzuch.
-Od niego też trzymaj się z daleka. - pobiegłam w las.

***

Rano wstałam z mocnym bólem głowy. Wzięłam prysznic, przebrałam się. Spojrzałam w lustro. Krzyknęłam. Na mojej twarzy widniała piękna śliwka i rozwalona warga. /No nie źle./ Przypudrowałam oko.
-No prawie nie widać. - powiedziałam. Z ustami nic nie mogłam zrobić. Zostawiłam je takie jakie są. Zeszłam na dół z torbą, skierowałam się do kuchni. Wzięłam jabłko i wyszłam. Na podjeździe czekał już Sebastian.
-Witaj księżniczko. - przywitał się, gdy wsiadłam do samochodu.
-Cześć. - burknęłam. Zapięłam pas.
-Co taka minka? - spojrzałam na niego z uniesioną brwią. - Uuu... A to co?
-Zderzyłam się z drzwiami. - skłamałam.
-Tsaa jasne.
-No tak.
-Niech Ci będzie. Mam dla Ciebie nowinę.
-Jaką?
-Będę uczyć się u Ciebie w szkole.
-Jak to?
-Tak to. Poprosiłem Scott'a by mi załatwił i O. Uczę się. - przytuliłam go do siebie.
-Tak się cieszę. - reszta drogi przeminęła na śmiechu. Sebastian opowiadał jak Justin się napił i lizał młotek. Daniela za to tańczyła ze szczotką, a Xawier położył się do Jus'a łóżka i chciał go zgwałcić.
-No to miałeś ciekawie. - zaśmiałam się.
-Ta ciekawie. Tylko zgadnij kto musiał sprzątać i pilnować by nikt nie zrobił niczego głupiego.
-Zapewne ty. - podjechaliśmy pod szkołę. Było niezłe zamieszanie. Wysiadłam z samochodu i ruszyłam do nich. Przepchałam się przez ludzi i dotarłam na środek. Stała tam Megan z pobijaną buźką. Szczerze? Wygląda gorzej niż ja. Chociaż to poprawiło mi humor.
-Czego tu szukasz? - warknęła.
-Czego ja szukam? Zaraz ty będziesz szukać ząbków maleńka. - za plecami usłyszałam głośne "uuu".
-Weź przymknij tą jadaczkę bo Ci trochę śmierdzi z niej. - uśmiechnęła się do mnie sztucznie.
-I mówi to osoba, która śmieje się jak świnka. - niektórzy się zaśmiali. - Świnka Peggy, pamiętasz?
-Powiedziałam przecież zamknij się. - podeszła do mnie bliżej, dzieliło nas zaledwie 5 cm.
-Bo co mi zrobisz? Pobijesz? Nie zapominaj, że ja Ci to zrobiłam. I nie miałabym nic przeciwko by zrobić to jeszcze raz.
-Zamknij się suko! - krzyknęła.
-Jak mnie nazwałaś?
-Suka? Tak to idealne słowo opisujące Ciebie. - uśmiechała się pod nosem.
-Nie chciałabym Cię zabić, ale jeśli jeszcze raz mnie tak nazwiesz to będzie po tobie.
-Suka. Suka. Suka. Suka. - odeszła ode mnie odwrócona plecami.
-Doigrałaś się. - szepnęłam i złapałam ją za włosy. Pociągnęłam do parteru. - Jesteś pewna, że dobrze zrobiłaś?
-Nigdy nie będę żałować, że nazwałam Cię suką bo nią jesteś! - dalej ją trzymałam za włosy.
-Jezu jak ja bym chciała Cię zabić.
-Zrób to. Teraz. Już. Czekam. - prowokowała mnie.
-Izzy. Spokojnie. Chodź. - za dłoń złapał mnie Sebastian. - Nie możesz.
-Seb zostaw. - wyrwałam się.
-O jakie to słodkie. Tancerzyk chce Cię zabrać. Ojej. - odezwała się Meg.
-Izzy? - powiedział Seb.
-Tak? - spojrzałam na niego.
-Zajeb jej. - uśmiechną się szeroko.
-Już się robi. - zacisnęłam pięść. Zamachnęłam się, ale nie uderzyłam jej, bo ktoś ją złapał. Podniosłam wzrok. Przede mną stał Dominic, a za nim Ellen a Matt'em.
-Izzy proszę. - powiedział chłopak.
-Puść. - warknęłam.
-Nie. - nadal trzymał.
-Izzy przestań. Przestań udawać kogoś kim nie jesteś. - teraz odezwała się Ellen.
-Skąd wiesz kim jestem?
-Znam Cię. Zbyt dobrze. Przyjaźniłyśmy się pamiętasz? A teraz nawet jeban*go "cześć" mi nie powiesz. Co się z tobą dzieje? Co się stało z moją Izzy? Z Izzy, którą poznałam pierwszego dnia w szkole? - w jej oczach widziałam łzy.
-Ludzie się zmieniają El. A jak zauważyłaś ja też jestem człowiekiem. - podniosłam się z kolan.
-Iz, proszę przestań taka być. - prosił Matty.
-Tęsknie za moją Izzy. - wyszeptał Dominic.
-Twoja Izzy dawno odeszła. - odpowiedziałam mu.
-O jezu! Skończcie już. To jest śmieszne. - wtrąciła się Meg, która stała i otrzepywała spódniczkę z piachu.
-Zamknij się. Nikt nie pytał Ciebie o zdanie.
-Izzy, chodźmy już. -  Sebastian objął mnie w pasie.
-No leć szybko bo tancerzykowi stoi pała. - dodała Peggy. Spojrzałam na Grzywacza, kiwną tylko głową i puścił mnie. Podeszłam do niej. Lekko się wystraszyła.
-Obiecuje, że kiedyś Cię zniszczę. Zobaczysz, - na odchodne plunęłam jej w twarz. Wiem nie wypada, ale nie mogłam już wytrzymać. Odeszłam wolnym krokiem do szkoły.

~Dominic~

-Co się z nią dzieje? - siedziałem przy jednym stoliku z Matt'em i Ellen.
-Nie wiem nigdy taka nie była. No dobra dokuczała Megan, ale nigdy jej nie uderzyła. - mówiła El, a w tej samej chwili do sali weszła Izzy razem z tym pacanem Sebastianem.
-O wilku mowa. - wskazałem widelcem w ich stronę.
-I jeszcze ten typek. Powinien ją trzymać, a nie puszczać. Coś czuje, że widziałam już go gdzieś. - zastanawiała się brunetka.
-A to nie ten tancerz Justin'a? Zdaje mi się, że widziałem go wczoraj na scenie, obok Iz. - wtrącił Matty, który od dłuższego czasu siedział cicho.
-Tak to on. Wiec wiemy co ją tak zmieniło. - śledziłem ich wzrokiem, dopóki moje i Iz spojrzenie się nie spotkały. Odwróciłem szybko wzrok. - Muszę z nią pogadać. - wstałem przewracając przy tym krzesło. Podszedłem do Owen'a.
-Stary potrzebuje samochodu. - powiedziałem.
-I co z tego? - wsadził do buzi kawałek schabowego.
-Proszę. - spojrzałem na niego oczami kota z Shreka.
-Ok trzymaj. Postaw ją do pionu. - mrugnął do mnie okiem.
-Skąd wiesz, że ja?
-Nikt inny by tego nie zrobił.
-Okej. Odstawie go przed końcem lekcji. - ruszyłem w stronę wyjścia. Po drodze złapałem Izzy za ramie.
-Co do ch*ja? - krzyknęła.
-Zamknij się. - warknąłem.
-Nie mów do mnie takim tonem!
-Inaczej z tobą się nie da gadać. Wsiadaj. - wsiedliśmy do nowoczesnej toyoty. Odjechałem w znane nam miejsce.

***

-Po co mnie tu przywiozłeś? - spytała, gdy staliśmy na górce.
-Muszę z tobą pogadać. - zacząłem.
-Już Ci mówiłam nie mamy o czym.
-Jak to nie? Co się z tobą dzieje? Izzy? Proszę. Przestań.
-Co ma się ze mną dziać? - spojrzała na mnie wyczekującym spojrzeniem.
-Zmieniłaś się. Co ten Bieber z tobą zrobił? - podszedłem bliżej.
-On? Nic. - unikała mojego spojrzenia.
-To co się z tobą dzieje?
-Mówiłam, że nic.
-Ale ja widzę. Widzę, że coś jest nie tak! - zaczęła płakać. - Przepraszam nie chciałem krzyczeć. Izzy co mam zrobić byś do mnie wróciła? Tęsknie za tobą. Tęsknie za moim słońcem.
-Chcesz wiedzieć co jest nie tak? - spytała przez łzy.
-Chcę.                                                                                                                                                               
-JESTEM W CIĄŻY! - krzyknęła. - NA DODATEK Z TOBĄ!




--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wow, wyrobiłam się!
Nie mogę uwierzyć, że zdołałam go napisać.
Szczerze? Ten rozdział miał skończyć się inaczej. Ale tak jakoś fajnie to mi się dopasowało.
Mogę was prosić o kilka komentarzy z opinią?
Proszę! Na prawdę ich potrzebuje.
Jeśli zdobędę 4 komentarze dodam kolejny.
Alexis :3


                                                  CZYTASZ = KOMENTUJESZ
                                       4 KOMENTARZE = KOLEJNY ROZDZIAŁ.

sobota, 25 stycznia 2014

Rozdział 13."Mam złą wiadomość"




Leże i nasłuchuje się rozmowie. Na dole toczy się wymiana słów między babcią, a ojcem. Odkąd ojciec przyjechał minęło 25 godzin. To zbyt dużo. Zbyt dużo.
Nagle do mojego pokoju wpadł rozzłoszczony Dominic.
-Co to ma być?! - krzyknął rzucając na moje łóżko gazetę.
-O co Ci chodzi? - spojrzałam na niego.
-O co mi chodzi? Nie czytałaś gazety? Looknij główną stronę. - nadal krzyczał.
-Spokojnie. - wzięłam gazetę i zaniemówiłam. Na samym środku widniało moje i Justin'a zdjęcie. A nad nim wielki nagłówek "Czyżby nowa dziewczyna?" - Dom to nie tak jak myślisz. To nic nie znaczy!
-Dla Ciebie to nic nie znaczy?!  Zdradziłaś mnie!
-Ja? Ja Cię zdradziłam. Hahaha śmieszny jesteś. A teraz wyjdź. Wyjdź stąd jak najprędzej. Nie chcę Cię widzieć. - wskazałam palcem w stronę drzwi. - Albo wyjdziesz sam, albo Ci pomogę.
-Izzy to nie tak miało wyglądać, nie chciałem. Proszę, nie, przepraszam. - zauważyłam, że mu zależy.
-Nie Dom. Koniec. Mam dość twojego ciągłego oskarżania mnie. Spieprzyłeś to.
-Nie Izzy proszę.
-Wyjdź! - krzyknęłam.
-Przepraszam. - wyszeptał odchodząc. Dopiero, gdy wyszedł z oczu popłynęły mi łzy. Jak on mógł? Tak bez wytłumaczeń mnie oskarżać. Zadzwonił mój telefon.
-Tak? - spytałam w urządzenie.
-Izzy? Przepraszam. - usłyszałam
-Yyy z kim gadam? - pierwsze podejrzenie padło na Dominic'a, ale to nie mógł być on. Przecież mam jego numer.
-Oj sory. To ja Bieber.
-Aaaaa hej. Co się dzieje?
-Przepraszam za zdjęcie w gazecie.
-To nie twoja wina. Nic byś na to nie poradził.
-Muszę się z Tobą spotkać i przeprosić. A no tak mam jeszcze dla ciebie propozycję.
-Okej, ale gdzie?
-Ta śmierdząca kawiarenka?
-Okej będę czekać. - rozłączyłam się i pobiegłam się przebrać. Gotowa wyszłam bez słowa z domu, jedyne co zauważyłam to babcie wraz z ojcem, którzy siedzieli na sofie i oglądali telewizor.

***

Siedziałam i czekałam na Justin'a. Zamówiłam sobie czekoladę, ale po jednym łyku odstawiłam ją na bok. Spojrzałam na chłopaka siedzącego nieco dalej ode mnie. Przyglądał mi się odkąd tu przyszłam. Nagle wstał od stolika i usiadł na krześle na którym powinien siedzieć Justin.
-Cześć. - przywitał się.
-Eee hej. Znamy się?
-Tak, chodzisz ze mną do jednej klasy.
-Sorry, ale chyba nie nadajemy na tych samych falach. - uśmiechnęłam się grzecznie.
-Nie na prawdę.... - zaczął, ale jakiś głos mu przerwał.
-Nie zrozumiałeś? Ona nie chcę z tobą gadać. - był to JB.
-Okej spoko. - chłopak odszedł.
-Izzy na prawdę przepraszam.
-Oj zamknij się. Eee nie powinieneś się skrywać?
-Eee powinienem, ale mam to w dupie.
-Eee dlaczego?
-Eee sam nie wiem.
-Eee spoko.
-Eee może pójdziemy do mnie? Tam spokojnie pogadamy.
-Eee okej. - ruszyliśmy w stronę auta, ale tym razem nie zobaczyłam Kimberlly tylko jakiegoś czarnego Jeep'a. - A ten jaką nazwę nosi?
-Jake. Jakeuś. Jackob. Wsiadaj.
-Okej.

***

-Jak to? - siedziałam przy stole z kubkiem gorącej herbaty i nie mogłam uwierzyć w słowa Bieber'a.
-Tak to. Greta złamała nogę i nie ma kto prowadzić choreografii. Więc pomyślałem sobie, że może ty... - uśmiechnął się do mnie.
-Ale wiesz. Ja nie jestem zawodową choreografką. W Nowym Yorku prowadziłam zajęcia dla starszych osób, którzy występowali, ale no wiesz... nigdy nie pomagałam przy tańcu dla gwiazdy.
-To nie ma znaczenia. Dla mnie jesteś idealna to powinno wystarczać. - spojrzał mi głęboko w oczy, poczułam chęć pocałowania go. /Stop. Izzy przystopuj. Niedawno zerwałaś z Dom'em. A teraz masz ochotę go pocałować. O nie./ - Przestań o tym myśleć tylko powiedz mi czy się zgadzasz.
-Co masz na myśli mówiąc " przestań o tym myśleć"?
-To. - Jus wstał i zbliżył nasze usta w pocałunku. Miło było. Objęłam go za szyję. Podniosłam się z krzesła, a Jusin podniósł mnie za pupę tak, że oplatałam go nogami. Posadził na stole. Całowaliśmy się dalej. / Nie wiem sama co we mnie wstąpiło. Ale ja chyba jestem zabujana w nim! Tak w Justin'ie! Sama w to nie wierzę, ale tak już jest./ Przestaliśmy się całować. Uśmiechnęłam się pod nosem, tak samo Jus.
-Wiesz przyznam, że to było boskie. - wymamrotałam.
-Ja również tak uważam. Przyznam też, że od dawna o tym myślałem.
-Hahahaha. Zabawne. Nie no na serio mnie rozbawiłeś. Dobra czas wracać do tematu przed tym co się wydarzyło.
-Okej. To chcesz być? - spytał
-Oczywiście. - odpowiedziałam, a on ponownie mnie pocałował. - Mrr koteczku nigdzie Ci nie uciekam.
-Wiem, ale nie chcę stracić żadnej sekundy. - całował mnie delikatnie, było na prawdę magicznie.
-Ej Jus. - zawołał dziewczęcy głos gdzieś za mną. - Oj sory.
-Czego chcesz? - spytał patrząc na Daniel złym wzrokiem.
-Chłopcy i Scott Cię szukają.
-Okej. Zaraz wracam. Nigdzie się nie ruszaj. - pocałował mnie przelotnie i uciekł.
-On na prawdę Cię kocha. - odezwała się Dan.
-Co? O czym ty mówisz?
-Nie udawaj głupią, wiesz, że Justin jest w tobie zabujany po uszy. Gdy wczoraj wyszłaś ciągle o tobie gadał nie dało się zamknąć gęby. Sebastian się wkurzył i włożył mu skarpetkę do buzi.
-Okej. Dobra. Spoko. Dobrze wiedzieć. - wydukałam przez śmiech.
-Mam nadzieję, że Daniela Cię nie zanudziła. - w kuchni ponownie pojawił się Jus.
-Niee tylko powiedziała, że wczoraj zostałeś zakneblowany skarpetką.
-Taaa. Odpłacę mu się. Chodź do pokoju. - pociągnął mnie za rękę.
-A nie mówiłam. - Powiedziała bezgłośnie Dan. Wybuchłam głośnym śmiechem, a po chwili ona dołączyła do mnie. Usiadłam na łóżko. Poczułam się trochę zmęczona, kręciło mi się w głowie.
-Izzy wszystko ok? Trochę zbladłaś. - zaniepokoił się Jus.
-Nie wiem. - zakręciło mi się w głowie. - Muszę do toalety! - wybiegłam z pokoju i zwróciłam całe śniadanie do ubikacji.
-Izzy? Wszystko ok? - zza drzwi słychać było głos Justin'a. - Mogę wejść.
-Nie Justin. Zostań tam. Nie chcę byś widział mnie w tym stanie. - wstałam z kucek i obmyłam twarz zimną wodą. Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. Podkrążone oczy, blada twarz. Nie to nie ja. To jakiś sen ja nigdy tak nie wyglądałam. Nigdy. Otworzyłam drzwi i ujrzałam cztery pary  zmartwionych oczu wlepionych we mnie.
-Wszystko ok? - spytał Sebastian.
-Chyba tak. - Justin objął mnie i pocałował w czoło.
-Dziewczyno ty masz straszną gorączkę! - powiedział dość głośno.
-Ciśś głowa mi pęka. - zatkałam uszy kręcą głową.
-To pewnie grypa. - odezwała się Daniel.
-Odwieziesz mnie do domu? - spytałam cicho.
-Nie powinnaś teraz jechać możesz gorzej zachorować. - Sebastian spojrzał na mnie opiekuńczym wzrokiem.
-No właśnie. - dodał Xawier. - Chodź położysz się. - zrobiłam krok we właściwą stronę, ale chwilę potem upadłam. Jus i Sebastian od razu do mnie skoczyli.
-Podniosę ją. - ktoś się odezwał.
-Nie. Ja to zrobię. Ty przynieś coś z apteki.- dodał drugi.
-Ale co?
-Nie wiem. Nie znam się na tym! Powiedz, że jest osłabiona i ma straszną temperaturę. - nie mogłam rozróżnić głosów. Wszystko wydawało mi się, że to wszystko oddala się ode mnie. Chociaż nie to ja oddalam się od nich. Mdleje? Umieram?

***

Gdy otworzyłam oczy oślepiło mnie światło. /Gdzie ja jestem? Dlaczego nie mogę poruszać swoimi koniczynami?/ W oddali słyszałam głosy, które prowadziły rozmowę.
-Musimy jej o tym powiedzieć. - nalegał gruby męski głos.
-Ale ona ma dopiero 17 lat! Nie możecie jej o tym powiedzieć załamie się. - ten głos rozpoznam zawsze. To moja babcia. Babcia tu była. Więc jak ona tu jest to musi być też tata.
-O obudziłaś się. - ktoś zauważył, że mrugam oczami. Ten głos. To Daniela. Była tu.
-Jak się czujesz? - spytał kolejny znajomy głos. Sebastian. -Cześć. Obudziła się? - Xawier. Każdy z nich tu był, a z moich przyjaciół nikogo nie ma. Nawet Ellen.
-Hej. - wyszeptałam.
-Chcesz pić? - spytał Sebastian.
-Mhm... - przyniósł szklankę zimnej cieczy. Dopiero, gdy wypiłam kilka łyków zrozumiałam, że moje gardło było wyschnięte. - Dziękuje.
-Pomogę Ci usiąść. - Seb wsunął dłoń pod poduszkę i podniósł ją wraz ze mną do pionu.
-Mogę prosić o wyłączenie tej lampy?
-Jasne. - odezwał się Xawier. Wstał.
-Ja to zrobię. - dłoń Seby zgasiła lampę.
-Ogarnij się. - rzuciła Daniela do bruneta. - Nie zalecaj się do niej. Zajęta jest.
-Jus kazał mi jej pilnować i być na każde zawołanie.  Więc się odwal. - rzucił do niej.
-Ej ej zważaj na słówka. - wtrącił się Xawier. - Nie zapominaj, że to moja dziewczyna.
-Dzień dobry Izzy. - do sali wszedł otyły facet w kitlu. - Nazywam się doktor Harry Mankey.
-Witam. - uśmiechnęłam się do niego, a on odpowiedział mi tym samym gestem.
-Musimy porozmawiać. Na osobności. - spojrzał znacząco w stronę trójki tancerzy.
-Pójdę coś zjeść. - odezwała się Daniela, która jako jedyna zrozumiała przekaz doktora. - Xawier, Seb chodźcie.
-Ja muszę być z nią. - zaprotestował Grzywacz*.
-Sebastian! - krzyknęła Dan.
-Nie okej, niech zostanie. - chłopak uśmiechnął się szeroko i przysiadł na skraju łóżka.
-Izzy, mam zła wiadomość... - zaczął, gdy zostaliśmy tylko we trójkę. - Nie jest łatwo mi to mówić, ale ty...
-Niech pan w końcu to z siebie wydusi. - popędziłam go.
-Jesteś w ciąży. - wypalił.
-Co? Co? Co? Że co? - moje oczy zrobiły się tak wielkie, że o mały włos nie wyszły z orbit. - To nie możliwe.
-A jednak. Przykro mi to mówić, ale możesz usunąć ciąże, chyba, że chcesz nosić w sobie dziecko. -Chce pan żebym zrezygnowała z dziecka? Niee to jest nie możliwe. Coś musiał pan pomylić w wynikach. Ja nie mogę być w ciąży. Chyba, że... - te nagłe bóle brzucha, wymioty, nie chęć do jedzenia, brak okresu. Powinnam dostać go dwa dni po balu. Nie wnikałam w to. - Nie. Nie. Nie. Nie. To sen, to tylko sen. - kręciłam głową. Schowałam twarz w dłonie i zaczęłam płakać.
-Przykro mi. - powiedział odchodząc Harry. Poczułam czyjąś dłoń, która głaskała mnie po plecach.
-Izzy. Nie martw się wszystko będzie dobrze. Obiecuje. Pomogę Ci. - szeptał Sebastian.
-Dziękuje. Tylko proszę nie mów nic reszcie, a w szczególności Justin'owi. Obiecaj mi to.
-Obiecuje. - przytulił mnie do siebie, a ja schowałam twarz w zagłębienie między szyją, a ramieniem.
-Dziękuje.

***

~Tydzień później~

Czas do szkoły. Wstałam z łóżka i ruszyłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, gdy wyszłam przypomniałam sobie, że zapomniałam wziąć ubrań. Owinęłam wilgotne ciało ręcznikiem. Skierowałam się w stronę szafy. Chwyciwszy potrzebne rzeczy, wróciłam do łazienki. Zamykając drzwi zdjęłam ręcznik. Stałam naga przed lusterkiem i przyglądałam się swojemu odbiciu. /Czy możecie uwierzyć, że ja Izzy Green. 17-letnia dziewczyna noszę w sobie dziecko? Dziecko chłopaka, który oskarżył mnie o zdradę? Ja też nie./ Pogłaskałam się delikatnie po brzuchu.
-Cześć kochanie. To ja twoja mamusia. Wiesz? Jesteś teraz częścią mnie. Jesteśmy dwie w jednym ciele. - mówiłam szeptem, ale po chwili zrozumiałam swoją głupotę. Przecież ona Cię nie słyszy. /ONA? Skąd mi się wzięło, że to dziewczynka?/ Zrezygnowana ubrałam się i zeszłam do kuchni.Tam siedział tata. Czytał gazetę.
-Cześć tato. - uśmiechnęłam się do niego. /Tak wybaczyłam mu to. Każdy powinien dostać drugą szanse./
-Cześć kochanie. Jak się czujesz? - wiedziałam, że chodzi mu o ciąże. Był jedną z nielicznych osób, które o tym wiedziały. Dokładnie wiedziały trzy. Sebastian, tata i babcia. Nikt więcej.
-A dobrze. - otworzyłam lodówkę, wzięłam jogurt naturalny. Z szafki wyjęłam płatki musli i wsypałam garść do jogurtu. Wziąwszy łyżkę zaczęłam jeść posiłek.
-To się cieszę. - uśmiechnął się. Był na prawdę przystojnym facetem. Zastanawiam się dlaczego nie znajdzie sobie kogoś nowego.
-Tato...
-Tak córciu? - oderwał się od gazety i spojrzał na mnie.
-Dlaczego nie znajdziesz sobie innej?
-Kocham nadal twoją matkę, Izzy. Nie mógłbym wsadzić kogoś innego na jej miejsce.
-Aha. Spoko. Dobra ja lecę. Przypomnij babci, że ma dziś po mnie przyjechać bo mam USG. - wrzuciłam pusty pojemnik do kosza. Pocałowałam ojca przelotnie w policzek.
-Okej. Trzymaj się. - pobiegłam na górę po torbę i chwilę potem byłam z powrotem. Wyszłam z domu, a moim oczom ukazał się zadziwiający widok. Sebastian stał przy niebieskiej toyocie. Uśmiechnięty od ucha do ucha. Podeszłam bliżej i cmoknęłam chłopaka w policzek.
-Cóż się stało, że taki wspaniały uśmieszek pan ma?
-Dostałem pozwolenie by odwieźć panią do szkoły, czy panienka się zgadza? - otworzył drzwi od strony pasażera.
-Oczywiście, dla mnie to zaszczyt jechać z panem. - wsiadłam na miejsce, a kilka sekund później Sebastian siedział za kierownicą.
-Czemu się zgodziłeś tak wcześnie mnie zawieźć? Przecież dotarłabym sama.
-Jus kazał mi Cię pilnować przed paparazzi. A ja jestem rannym ptaszkiem. - nadal się uśmiechał.
-Tylko pamiętaj, że dziś mam USG i nie musisz ze mną jechać, babcia po mnie przyjeżdża.
-Oki doki. Jeśli coś Ci wypadnie dzwoń. Jestem na każde zawołanie. - podał mi karteczkę z numerem.
-Dziękuje.
-To mój rozkaz.
-Nie Seb, chodzi mi o całokształt. O to, że nikomu nie powiedziałeś. Że jesteś dla mnie taki miły. - pocałowałam go ponownie w policzek po czym moje policzki poczerwieniały.
-Nie ma za co Iz. - chciałam pogłośnić radio w tym samym czasie co Sebastian. Nasze dłonie się spotkały, przeszedł mnie lekki dreszcz. - Przepraszam.
-Nie no spoko. - od tamtej pory ręce trzymałam daleko od niego, on chyba o tym samym pomyślał bo odsunął się lekko.
-Jesteśmy.  - odezwał się po dłuższej ciszy.
-Dziękuje. - otworzyłam drzwiczki i już wysiadałam, gdy zatrzymał mnie jego głos.
-Izzy...
-Tak? - spojrzałam mu w oczy.
-Uważaj na siebie.
-Masz to jak w banku. - zamknęłam drzwi. Odchodząc spojrzałam przez ramię. Siedział dalej i patrzył. Pomachałam mu. Nie zdążyłam się odwrócić, a wpadłam na jakąś osobę. Ściełam ją wzrokiem. Dopiero po dłuższym czasie rozpoznałam. Owen Black.
-Witaj Izzy.
-Siemanko Owen. Cio tam?
-A nudy, dawno nie było Cię w szkole.
-Aa kłopoty ze zdrowiem.
-Mam nadzieję, że nic poważnego.
-Niee. Dobra Ow spadam. Mam matmę więc wolę być punktualnie. - odeszłam szybszym krokiem.


***

Lekcje minęły spokojnie. Ellen i Matta nie było, a Dominc'a minęłam kilka razy na korytarzu.
Stałam pod szkołą czekając na babcie. Jest już 15.40, a ja jestem na 16.00 umówiona ginekologa. Nie mogłam dużej czekać. Potrzebna mi osoba, która mnie zawiezie, a potem odwiezie. Myśl Izzy myśl. Sebatian. Tak to jest to! Szukając w kieszeni karteczki z jego numerem jakiś samochód podjechał pod sam mój nos.
-Może podwieźć? - spojrzałam w szybę.
-Sebastian! Właśnie do ciebie pisałam. - otworzyłam drzwiczki i wsiadłam. - Skąd wiedziałeś, że będę potrzebować podwózki?
-Intuicja. - wyszczerzył zęby w uśmiechu.
Po 15 minutach byliśmy już na miejscu. Weszliśmy do gabinetu i usiedliśmy w kolejce.
-Seb... pamiętasz jak mówiłeś, że mogę na ciebie liczyć? - zaczęłam.
-Num.
-Wejdziesz tam ze mną?
-Ale Izzy, ja nie powinienem.
-Proszę.
-Okej.
-Izzy Green? - zza drzwi wystawała blond głowa.
-Tak to ja. - wstałam.
-Proszę. - wzięłam Sebe za dłoń. Weszliśmy do gabinetu.
-Dzień dobry. Proszę połóż się wygodnie i pociągnij koszulę. - powiedziała brunetka. Pani Dantley.
-Okej. - zrobiłam tak jak kazała. Chwilę potem posmarowała mi brzuch jakimś żelem i jeździła czymś po nim. Dzięki temu widziałam płód.
-Cieszę się, że przyszedł ojciec dziecka. Muszę wypełnić kilka papierów. - pani Dantley spojrzała na Sebastiana, który był czerwony.
-Ale to nie jest ojciec dziecka... - odezwałam się, a ona zrobiła wielkie oczy.



--------------------
 * Grzywacz - przezwisko Sebastiana.




Bum bum xd
Jestem! Wyrobiłam się.
Chodź szczerze przyznam zaczęłam go pisać wczoraj wieczorem.
Zdziwieni jesteście?
Hyhy :D
Mam kilka pytanek:
Czy Izzy powie Dominic'owi, że jest z nim w ciąży?
Ma być dziewczynka, czy chłopczyk?
O co chodzi Sebastian'owi?
Dobrze zrobiła wybaczając ojcu?
To na tyle.
Aaa xd Kolejny? Zapewne za tydzień. Postaram się napisać dość długi.
Alexis :*